Fortuna za kalectwo?!

Inwestycja w wysokości 1800 złotych miesięcznie i utrata kciuka może równać się wypłacie odszkodowania w wysokości ponad trzystu tysięcy złotych. To praktyki stosowane przez niektórych ubezpieczonych - twierdzą ...

Inwestycja w wysokości 1800 złotych miesięcznie i utrata kciuka może równać się wypłacie odszkodowania w wysokości ponad trzystu tysięcy złotych. To praktyki stosowane przez niektórych ubezpieczonych - twierdzą towarzystwa z Warszawy i Trójmiasta. Sprawdziliśmy, czy i w Bydgoszczy mają one miejsce.
Rzeczniczka prasowa ING Nationale-Nederlanden na łamach "Super Expressu" stwierdziła, że w ciągu ostatniego roku zauważalny jest bardzo znaczący, o ponad dwieście procent, wzrost liczby przypadków uszkodzeń ciała, a szczególnie obcięć kciuka. Wzrost takich spraw potwierdziły również inne towarzystwa ubezpieczeniowe. Przypuszczają, że to nie przypadek. Istnieje podejrzenie, że ubezpieczeni sami pozbawiają się tych części ciała, aby... zarobić.


W niektórych firmach za obcięty kciuk można "dostać" 20 procent całej kwoty ubezpieczenia.
∨ Czytaj dalej

Jeśli więc "operatywny" klient ubezpieczy się na życie na 350 tys. złotych, otrzyma więc 70 tysięcy. Znane są przypadki klientów ubezpieczających się w kilku firmach. Jak jeden z mieszkańców Trójmiasta, który właśnie stracił kciuk (wypadek spowodowała piła). Dwie spośród czterech firm, w których był ubezpieczony, wypłaciły mu odszkodowanie łącznie - 146 tys. złotych. Pozostałe przypuszczają, że mężczyzna stracił kciuk z premedytacją i skierowały sprawę do prokuratury.


Sprawdziliśmy, czy w bydgoskie towarzystwa również odnotowują takie przypadki. Urszula Witecka, zastępca dyrektora I Inspektoratu PZU S.A. w Bydgoszczy słyszała, że mają one miejsce w Polsce.


- Informacja ta bardzo mnie zaskoczyła mnie. Zupełnie nie rozumiem, jak można płacić tak wysoką cenę jaką jest kalectwo za odszkodowanie - wyznaje dyr. Witecka. - W naszym inspektoracie nie spotkałam się z czymś takim. W ogóle nie odnotowywaliśmy ostatnio wypadków utraty kciuka. Owszem były przypadki utraty części ciała, jak na przykład ręki, ale były to uzasadnione okoliczności jak wypadek samochodowy.


Równie zaskoczony pytaniem jest dyrektor Nationale-Nederlanden w Bydgoszczy, Bogdan Paluch.


- Mamy świadomość, że klienci ubezpieczają się w kilku firmach. Ale to zamożni ludzie, którzy nie targaliby się na swoje zdrowie tylko po to żeby się wzbogacić. Przecież to nielogiczne - dziwi się dyr. B. Paluch. - Wiem, że na świecie niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe mają swoich detektywów, którzy sprawdzają, czy klienci są uczciwi. Być może i w Polsce takie rozwiązania trzeba będzie w przyszłości zastosować. Nie sądzę aby teraz była taka potrzeba. Na przykład w naszej firmie odnotowaliśmy może jeden czy dwa przypadki utraty palca czy kończyn.


W "Ergo Hestia" w Bydgoszczy w ogóle nie było takich przypadków.
- Ubezpieczeniami od nieszczęśliwych wypadków obejmujemy aktualnie głównie młodzież szkolną i nie słyszałem o takich praktykach - dziwi się Kazimierz Matusiak.


Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij