Wybierz region

Wybierz miasto

    Jacka Kota patent na Lecha

    Autor: Wiesław Mitoraj

    2002-07-20, Aktualizacja: 2004-12-18 00:25

    Filigranowy, niewysoki, ale strzelał bramki głową. W niespełna miesiąc (lipiec-sierpień 1989 r.) zaaplikował poznańskiemu Lechowi aż pięć goli. O kim mowa? Oczywiście o JACKU KOCIE - na przełomie lat 80. i 90.

    Filigranowy, niewysoki, ale strzelał bramki głową. W niespełna miesiąc (lipiec-sierpień 1989 r.) zaaplikował poznańskiemu Lechowi aż pięć goli. O kim mowa? Oczywiście o JACKU KOCIE - na przełomie lat 80. i 90. znakomitym zawodniku bydgoskiego Zawiszy.


    Chłopak z Suwałk
    Urodził się w Suwałkach 31 grudnia 1966 r. W wieku ośmiu lat wraz z rodzicami przeniósł się do Ustki, gdzie dwa lata później rozpoczął piłkarskie treningi. - "Bardzo utkwiły mi w pamięci mistrzostwa świata rozgrywane w 1974 r. w RFN. Oglądałem je w telewizji i będąc pod wielkim wrażeniem występów Polaków w tych finałach zapragnąłem wówczas grać w piłkę" - wspomina Jacek Kot.


    Piłkarskiego rzemiosła uczył się w Jantarze Ustka pod okiem trenera Czesława Bujaka. Mając 16 lat grał w drużynie juniorów starszych, która zajęła pierwsze miejsce w ówczesnym województwie słupskim. Następstwem tego był udział w strefowych mistrzostwach Polski zespołów do lat 18, w których w fazie grupowej przeciwnikiem był Zawisza Bydgoszcz. Po meczach z wojskowymi Stanisław Mątewski, wtedy trener juniorów Zawiszy, zaproponował naszemu bohaterowi kontynuowanie nauki i przygody z piłką w Bydgoszczy. I tak, w 1983 r., Jacek Kot został zawodnikiem drużyny orlików w Zawiszy. - "Praktycznie z marszu, po dwóch miesiącach pobytu w Bydgoszczy, otrzymałem powołanie do kadry Michałowicza prowadzonej przez Kazimierza Gurtatowskiego. Po roku zdobyliśmy brązowy medal w tych rozgrywkach podczas turnieju finałowego rozgrywanego w Bydgoszczy. W tym czasie otrzymywałem również powołania do reprezentacji Polski juniorów, z którą grałem w eliminacjach do mistrzostw Europy do lat 16, niestety, niezakończonych awansem".


    Kot za Kotasa
    W 1986 r. w drugoligowej drużynie Zawiszy trenowanej przez Wiesława Gałkowskiego, w trakcie sezonu, służbę wojskową zakończył jeden z jej podstawowych zawodników Jarosław Kotas, który postanowił odejść z zespołu. - "Jeżeli dobrze pamiętam, to wtedy drużyna opierała się dosłownie na 12, 13 zawodnikach, tak więc wypadnięcie jednego piłkarza z podstawowej jedenastki było naprawdę dużym problemem. Trener musiał więc bardzo szybko znaleźć kogoś na jego miejsce i padło na mnie. Spotkałem się z panem Gałkowskim, który zapytał mnie, czy mogę sobie zrobić przerwę w szkole i już od rana trenować z pierwszym zespołem, a ja się na to zgodziłem. Już po tygodniu treningów pojechałem z drużyną na mecz ligowy do Wodzisławia i tam zagrałem przez pierwsze 45 minut spotkania z Odrą. Był to mój debiut na boiskach II ligi. Wcześniej jednak, kiedy Zawisza występował jeszcze w III lidze, jako 17-letni chłopak zadebiutowałem już w zespole wojskowych rozgrywając dwa lub trzy spotkania. Muszę przyznać, że w tym okresie zarówno klub, jak i szkoła bardzo mi pomogły w harmonijnym połączeniu gry w piłkę z nauką. Byłem wtedy w klasie maturalnej, więc nauki było sporo, a jako zawodnik coraz częściej wyjeżdżałem z zespołem na mecze i dodatkowo jeszcze otrzymywałem powołania do kadry do lat 18, ale na szczęście pomyślnie przebrnąłem przez egzamin dojrzałości i zdałem maturę". W trakcie gry w II lidze w kolejnych sezonach Jacek Kot nabierał niezbędnego doświadczenia, podnosił swoje piłkarskie umiejętności i powoli stawał się podstawowym zawodnikiem jedenastki wojskowych. W sezonie 1987/88 w Bydgoszczy pojawił się trener Władysław Stachurski. - "Pan Stachurski przyjechał do Bydgoszczy, obejrzał zespół i postanowił wybrać się na nasz mecz wyjazdowy do Jastrzębia, aby zobaczyć na co drużynę stać. Nie wiodło się nam wtedy najlepiej, zostało kilka kolejek do końca sezonu, a my byliśmy nawet zagrożeni spadkiem z II ligi, więc trener Stachurski chciał się przekonać czy jesteśmy drużyną z charakterem i w ważnym dla nas spotkaniu sobie poradzimy. Stwierdził, że jeżeli nie przegramy tego meczu z GKS w Jastrzębiu, to wówczas nas przejmie. I stanęliśmy na wysokości zadania, remisując to spotkanie 0:0. Tak więc trener objął drużynę i udało nam się utrzymać w szeregach II-ligowców".


    Awans po...salmonelli
    Władysław Stachurski pozostał na kolejny sezon (1988/89) w Zawiszy. Po nie najlepszej rundzie jesiennej, drużyna, już po obozie zimowym, udała się na Śląsk, aby bezpośrednio przed rozpoczęciem drugiej części sezonu rozegrać kilka spotkań kontrolnych. Przed sparingiem z Górnikiem Zabrze zawiszanie byli zakwaterowani w jednym z hoteli w Sosnowcu, gdzie miało miejsce brzemienne w skutkach zdarzenie. - "W noc poprzedzającą dzień meczu zaczęła się gehenna. Co jakiś czas przyjeżdżały karetki i zabierały kolejnych chłopaków do szpitala. Zostałem tylko ja, Mariusz Modracki, Gliniewicz, Tomecki i... kierowca. Stwierdzono zatrucie salmonellą. Musieliśmy jeszcze bodajże przez pięć dni pozostać na miejscu pod ścisłą kontrolą lekarzy. Po powrocie do Bydgoszczy władze klubu się nami zaopiekowały i postanowiły, że przez miesiąc będziemy się stołowali wyłącznie na Zawiszy i oczywiście będziemy pod stałą opieką lekarza drużyny dr. Zbigniewa Banaszkiewicza. W wyniku tej sytuacji mieliśmy o miesiąc opóźniony start do rundy wiosennej, ale wszystkie zaległości udało się bez problemu nadrobić".


    Zaległości zostały nadrobione w imponującym stylu. Zawisza w rundzie rewanżowej nie przegrał żadnego meczu, odrobił sporą stratę punktową z pierwszej części sezonu i zajął w tabeli drugie miejsce (za Zagłębiem Lubin) premiowane grą w barażach o awans do ekstraklasy. Jacek Kot wespół z Mariuszem Modrackim byli w sezonie 88/89 najskuteczniejszymi zawodnikami niebiesko-czarnych, strzelając po 9 goli. 1 lipca 1989 r. na stadionie przy ul. Gdańskiej Zawisza rozegrał rewanżowy barażowy mecz z GKS-em Jastrzębie decydujący o awansie do I ligi. Pierwsze spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a w Bydgoszczy w obecności 25 tys. kibiców lepszy okazał się Zawisza wygrywając pewnie 2:0 po golach Dariusza Podolskiego w 50 min. i Dariusza Durdy w 72 minucie. Tak więc piąty awans zawiszan do ekstraklasy stał się faktem, a dokonali tego w składzie: Brończyk - Pasieka, Kwaśniewski, Podolski - Rzepa (81 min. Jarosz), P. Straszewski, Durda - Arndt, Modracki, Kot, Nowak.


    Głową i z "wapna"
    W sobotę, 12 sierpnia 1989r. w świetle jupiterów, o godzinie 19.30 w Poznaniu na stadionie przy ul. Bułgarskiej, w IV kolejce I ligi Zawisza rozpoczął mecz z popularnym "Kolejorzem". Spotkanie to nie zaczęło się po myśli wojskowych. Już w 13 min. Lech objął prowadzenie po golu Skrzypczaka, a w 23 min. mogło być 2:0 dla gospodarzy, ale na szczęście dla bydgoszczan Jakołcewicz nie wykorzystał rzutu karnego, nie trafiając z 11 metrów w światło bramki. I w tym momencie nieszczęścia Zawiszy w tym meczu się zakończyły, a rozpoczął festiwal strzelecki Jacka Kota. 25 min. - 1:1 - "Z rzutu wolnego w pole karne dośrodkowywał Modracki, do piłki wyskakiwał Pasieka, który skupił na sobie uwagę obrońców, a ja byłem ustawiony przy długim rogu i uderzyłem głową już opadającą piłkę, która pod ręką bramkarza Jankowskiego wpadła do bramki. Była to moja pierwsza bramka w I lidze i co istotne strzelona głową!" 53 min. - 2:1 - "Darek Durda, który rozgrywał tego dnia znakomity mecz, przeprowadził kolejny rajd lewą stroną boiska, wbiegł w pole karne i strzelił z 11 metrów. Jankowski tak niefortunnie odbił tę piłkę, że ta wylądowała za jego plecami i ja znajdując się już praktycznie na linii bramkowej wepchnąłem ją do siatki". 60 min. - 3:1 - "Ponownie Durda, który otrzymał podanie w środku pola, pociągnął do linii, dośrodkował precyzyjnie na 11 metr, a ja uderzyłem z pierwszej piłki i tak wpadł trzeci gol". 68 min. - 4:1 - "W polu karnym został sfaulowany Piotrek Nowak i sędzia Andrzej Libich podyktował dla nas rzut karny, który mi udało się zamienić na bramkę". Na 5:1 dla Zawiszy dobił poznaniaków w 73 min. Piotr Nowak. Tak więc 4 gole w jednym meczu i klasyczny hat trick stały się udziałem naszego bohatera i rozsławiły go wówczas na całą piłkarską Polskę. Należy w tym miejscu podkreślić, że Jacek Kot miał patent na strzelanie goli Lechowi, gdyż jeszcze przed rozpoczęciem sezonu w sparingu rozegranym w Sępólnie Krajeńskim 15 lipca Zawisza pokonał "Kolejorza" 4:1, a pierwszą bramkę strzelił właśnie pan Jacek.
    W tym pamiętnym spotkaniu, zakończonym rekordowym zwycięstwem wojskowych w meczach wyjazdowych w I lidze, Zawisza wystąpił w następującym składzie: Brończyk - Pasieka, Kwaśniewski, Jarosz - Rzepa, Straszewski, P. Nowak, Kot, Durda - Arndt, Modracki.


    Synowie podążają śladami ojca
    Pan Jacek jeszcze przez cztery sezony (90/91-93/94) występował z Zawiszą w ekstraklasie i zdążył w tym czasie, jak na właściciela patentu przystało, trzy razy trafić do bramki poznańskiego Lecha. Następnie grał z zespołem w II lidze, gdzie w sezonie 94/95 został wybrany kapitanem i funkcję tę sprawował przez rundę wiosenną. W roku 1996 odszedł z bydgoskiego Zawiszy do ówczesnego beniaminka II ligi, Elany Toruń, w której występował do końca sezonu 97/98. Kolejne przystanki na piłkarskim szlaku Jacka Kota, to III-ligowa Sparta Brodnica, II-ligowy amerykański Pittsburgh Riverhounds, KP Konin w II lidze i grająca na trzecim froncie Unia Janikowo, w której nasz bohater w grudniu 2001 r. zakończył przygodę z profesjonalną piłką. Obecnie przekazuje swoją piłkarską wiedzę jako trener Unisłavii grającej w V lidze oraz asystent Bronisława Górskiego w kadrze Michałowicza, gdzie pod opieką ma m.in. swojego syna Sergiusza, który występuje w Zawiszy w drużynie młodzików starszych Tomasza Łachowskiego. Młodszy syn, Maciej gra również w Zawiszy w zespole młodzików młodszych Dariusza Durdy.


    Tak więc pan Jacek może spokojnie myśleć o przyszłości mając w domu dwóch palących się do gry piłkarzy, którzy nazwisko Kot mogą uczynić jeszcze bardziej znanym.

    Sonda

    Czy na niektórych stacjach benzynowych w Bydgoszczy sprzedaje się paliwo "chrzczone" wodą?

    • tak (94%)
    • nie (6%)