Wybierz region

Wybierz miasto

    Jak Paweł został strażakiem...

    Autor: Jan Oleksy

    2005-04-23, Aktualizacja: 2005-04-22 19:18

    Nie będzie przesadą stwierdzenie, że strażakiem Paweł Frątczak chciał być od dziecka.Pierwszy wóz pożarniczy dostał, gdy był chłopcem. Paweł Frątczak jest jedną z niewielu osób, którym dane było spełnienie ...

    Nie będzie przesadą stwierdzenie, że strażakiem Paweł Frątczak chciał być od dziecka.Pierwszy wóz pożarniczy dostał, gdy był chłopcem.


    Paweł Frątczak jest jedną z niewielu osób, którym dane było spełnienie dziecięcych marzeń o przyszłości.


    Wprawdzie skończył studia humanistyczne, to jednak później konsekwentnie zrealizował swój plan. Ukończył podyplomowe studia pożarnicze i został oficerem strażakiem. Mieszka w Toruniu.


    Pierwszy model samochodu strażackiego dostał w 1968 roku. Był to angielski wóz pożarniczy firmy Matchbox, kupiony w Warszawie w Centralnym Domu Dziecka. Paweł Frątczak pamięta, jak bardzo przeżywał, gdy dowiedział się, że nieco później ten budynek spłonął w wielkim pożarze.


    Taki był początek. Na poważnie kolekcjonowaniem modeli wozów strażackich zajął się dopiero w liceum, czyli pod koniec lat 70. ubiegłego wieku. Młodzi nie pamiętają, ale w tamtych czasach zbieranie modeli było bardzo skomplikowanym zajęciem. Samochodziki można było kupić jedynie za dolary lub bony dolarowe w Peweksie lub Baltonie. Trzeba więc było szukać innych sposobów.


    - Jednym z nich było pozyskiwanie modeli od przedstawicieli firm produkujących prawdziwe samochody strażackie - opowiada Paweł Frątczak. - Innym - wymiana z zagranicznymi hobbistami. 95 procent mojej kolekcji pochodziło wówczas z wymiany. A co ja mogłem im oferować?


    Znana i ceniona w świecie była polska szkoła plakatu, więc wysyłałem zbieraczom nasze plakaty pożarnicze, a w zamian dostawałem modele samochodów pożarniczych. Jeszcze innym sposobem uzupełniania kolekcji było nawiązywanie kontaktów z firmami produkującymi modele. Jedna z niemieckich firm od 18 lat przysyła mi wszystkie najnowsze swoje produkty. Wielka to radość, bo trzeba je jeszcze złożyć.


    Tak powstała kolekcja licząca dzisiaj ponad 1700 modeli. Są one w różnych skalach. Trzon stanowią modele w skali 1:87, czyli w popularnej H0 zwanej też „kolejkową”. Największe są w skali 1:24, a najmniejsze - 1:220. Takie maleństwo mieści się na opuszku palca. Atutem małych modeli jest to, że dużo ich można zmieścić na półkach. Intrygująca jest w nich wierność odtworzenia szczegółów. Niekiedy większe modele mają zdecydowanie mniej detali.


    - Nieraz głupio się czuję w sklepie z zabawkami, oglądając wozy strażackie razem z dziećmi. Zauważyłem, że młodzi szukają zwykle nietypowych pojazdów, karetek, wozów policji i właśnie straży. Może dlatego, że niosą one pomoc - zastanawia się Paweł Frątczak.


    Kolekcja jest dla mnie odskocznią od szarej rzeczywistości. Czasami czuję się jak Guliwer, który ogląda mały świat. Zbieranie modeli pomaga mi także w poznaniu techniki. W niektórych przypadkach moja wiedza techniczna jest właśnie wynikiem zbieractwa – twierdzi Paweł Frątczak.
    Więcej na temat: 

    Sonda

    Czy na niektórych stacjach benzynowych w Bydgoszczy sprzedaje się paliwo "chrzczone" wodą?

    • tak (94%)
    • nie (6%)