Wybierz region

Wybierz miasto

    Polonia i Zawisza retro, czyli dawnych wspomnień czar

    Autor: Wiesław Mitoraj

    2002-03-01, Aktualizacja: 2004-12-18 00:58

    Osiągnięć Zawiszy Bydgoszcz w I lidze z przełomu lat 70/80 i 80/90 kibicom - Czytelnikom "Expressu Bydgoskiego" przypominać raczej nie trzeba. Wszyscy, jakby to było wczoraj, znakomicie pamiętamy przecież chociażby ...

    Osiągnięć Zawiszy Bydgoszcz w I lidze z przełomu lat 70/80 i 80/90 kibicom - Czytelnikom "Expressu Bydgoskiego" przypominać raczej nie trzeba. Wszyscy, jakby to było wczoraj, znakomicie pamiętamy przecież chociażby sezon 1989/90 i 4. miejsce teamu Władysława Stachurskiego - najwyższą, jak do tej pory, lokatę bydgoskiego zespołu w ekstraklasie. Brończyk, Kensy, Kwapisz, Majewski, Nowak, Durda, Pasieka - te nazwiska mówią wszystko sympatykom piłki nożnej w Bydgoszczy i regionie (no może z wyjątkiem tych najmłodszych). Pamiętamy wypełniony kilkudziesięciotysięcznym tłumem kibiców, stadion Zawiszy, który był areną wspaniałych piłkarskich spektakli.


    Wiele lat wcześniej jednak bydgoska piłka w równie wyraźny sposób zaznaczyła swą obecność w I lidze. Otóż na przestrzeni lat 1954-67 w szeregach ekstraklasy występowały (z przerwami) aż dwa bydgoskie zespoły - wspomniany już Zawisza i bydgoska Polonia. Rok 1961 natomiast był wyjątkowy pod jednym względem. Wówczas to bowiem obydwie drużyny po raz pierwszy i ostatni, w dotychczasowej historii bydgoskiego futbolu jednocześnie wystąpiły w I lidze.


    Udany debiut
    W roku 1952 ówczesną II ligę powiększono z 32 (rok wcześniej zadebiutowała w niej Polonia zajmując w grupie I czwarte miejsce - do finałowej rozgrywki awansowali tylko zwycięzcy 4 grup) do 40 drużyn - 4 grupy po 10 zespołów. Dokooptowano kluby biorące udział w eliminacjach, a wśród nich znalazł się debiutant bydgoski Zawisza (wówczas OWKS). I o przysłowiowy włos premierowy występ wojskowych na drugoligowym froncie zakończyłby się awansem do I ligi! Zawiszanie wygrywając grupę A, w której wyprzedzili na finiszu tylko o 1 punkt.... bydgoską Polonię, awansowali do eliminacji do I ligi. Tam, w decydującym dwumeczu, trafili na warszawską Gwardię, z którą przegrali rywalizację (1:1 i 0:2).


    Poloniści przetarli szlak
    To, co w poprzednim roku nie udało się Zawiszy, w następnym stało się udziałem Polonii. Piłkarze z ul. Sportowej, tym razem pokonując o 1 pkt. łódzki ŁKS, wygrali II ligę (14 zespołów po kolejnej reorganizacji) i historyczny awans zespołu z Bydgoszczy do ekstraklasy stał się faktem. Skład pierwszego zespołu pod wodzą trenera Józefa Kotlarczyka - 35-krotnego reprezentanta kraju - który wywalczył awans i toczył boje w I lidze stanowili: Burchardt, Grochowina, Dziadek, Szczepański, Nowacki, Murzyn, Piskorz, Brzeski I, Wiśniewski, Przybylski, Piątek, M. Norkowski, H. Norkowski, Brzeski II, Kobylański, Klimowicz, Rembecki.


    Pierwsze trzy lata gry Polonii w I lidze (lata, gdyż do połowy roku 1962 obowiązywał system wiosna-jesień, a od sezonu 1962/63 wprowadzono system jesień-wiosna obowiązujący do dziś) to walka o utrzymanie się. Historycznego, pierwszego gola w ekstraklasie dla klubu z Bydgoszczy zdobył Przybylski w II kolejce w meczu wyjazdowym z Cracovią (1:0). Debiutancki sezon w I lidze Polonia zakończyła na 9 miejscu na 11 drużyn, z dorobkiem 16 punktów (system punktowania 2-1-0). Rok następny to 10 lokata z 18 punktami na 12 drużyn. Natomiast w 1956 roku piłkarze gwardyjskiego klubu zajęli przedostatnie, 11 miejsce w tabeli, gromadząc 15 pkt. i spadli do II ligi. W gronie drugoligowców, w grupie północnej Polonia radziła sobie bardzo dobrze. Ostatni decydujący mecz bydgoszczanie grali u siebie z Marymontem Warszawa. Zwycięstwo w tym spotkaniu dawało awans i piłkarze z ul. Sportowej wykorzystali tę szansę w stu procentach. Gola na wagę dwóch punktów i ponownej gry w I lidze strzelił "Tata" Norkowski. Tak więc rozbrat z ekstraklasą trwał tylko rok, a poloniści zadomowili się w niej tym razem na kolejne cztery sezony.
    Rok 1958 przyniósł 9 miejsce na 12 zespołów, ze zdobytymi 19 punktami i tytuł króla strzelców dla Mariana Norkowskiego. Razem z W. Soporkiem z ŁKS-u strzelili po 19 goli. Dziewiąte miejsce na finiszu rozgrywek na 12 drużyn i 20-punktowa zdobycz, to osiągnięcia w kolejnym roku. Natomiast sezon 1960 kończy się wywalczeniem, najwyższego w historii występów polonistów w I lidze - 5 miejsca na 12 drużyn, z dorobkiem 22 punktów i zdobyciem przez popularnego "Malę" czyli Mariana Norkowskiego drugiego tytułu króla strzelców. Tym razem znakomity napastnik Polonii sięgnął po koronę króla strzelców już samodzielnie, pokonując bramkarzy rywali 17 razy. W tym samym roku również lokalny rywal polonistów, Zawisza odnotował spektakularny sukces. W kwietniu 1960 roku PZPN podjął decyzję o powiększeniu, od nowego sezonu, ekstraklasy piłkarskiej z 12 do 14 zespołów. W wyniku tej reorganizacji, z dwóch grup II ligi awans wywalczyły po dwa najlepsze zespoły, a nie, jak do tej pory, tylko zwycięzcy. Tak więc po ośmiu latach gry na drugoligowych boiskach (w roku 1954 drużyny klubów wojskowych zostały wycofane z rozgrywek) zawiszanie zajmując drugie miejsce w grupie północnej II ligi za Lechem Poznań, który wyprzedził bydgoszczan o 1 punkt, po raz pierwszy w historii klubu awansowali do ekstraklasy. A dokonali tego w składzie: Rosiński (Rychlewicz), Kremplewski, Kwiatkowski, Jarząbek (Fijałkowski), Góral, Rembecki (Bieńkowski), Typek, Waligóra, Pudłowski, Frąckiewicz, Szmidt (Chmara). Trenerem zespołu był Konrad Kamiński, a Pudłowski zdobył tytuł króla strzelców II ligi.


    Jedyny taki rok
    I tak doszliśmy do roku 1961 - szczególnego dla bydgoskiej piłki i kibiców znad Brdy. 19. marca, na inaugurację I-ligowego sezonu, poloniści doznali dotkliwej porażki 1:4 na wyjeździe z beniaminkiem Cracovią. Zawisza natomiast w swym absolutnym pierwszoligowym debiucie wygrał na własnym boisku z zespołem opolskiej Odry 1:0.


    Jan Góral, w tamtych latach filar linii pomocy bydgoskiego Zawiszy, tak wspomina ten mecz: "Ludzi było ful, ok. 15 tysięcy na pewno. Odra Opole była w tym czasie bardzo silnym zespołem, grali tam tacy zawodnicy, jak Szczepański, Brejza i Jarek. I jak to zawsze bywa w pierwszym, inauguracyjnym meczu, jako beniaminek sprawiliśmy sobie i kibicom niespodziankę. Pokonaliśmy Odrę, co prawda skromnie, bo 1:0 po samobójczej bramce Brejzy w 3 minucie. Zawodnicy Odry byli sami zaskoczeni. Tuż po rozpoczęciu spotkania, po 2 minutach poszła akcja prawą stroną i bodajże Bronek Waligóra dośrodkował ostro piłkę, no i Brejza chciał ją wybić i tak niefortunnie wybił, że piłka trafiła w samo okienko bramki Odry. Wynik 1:0 utrzymał się do końca spotkania, z tym że mecz był wyrównany. To znaczy i mogliśmy my wygrać wyżej i mogliśmy zremisować, czy nawet przegrać, bo też mogło tak być, ale u nas w tym czasie bardzo dobrze bronił w bramce Rosiński." Zawisza wystąpił w tym meczu w składzie: Rosiński, Harmata, Fijałkowski, Sułkowski, Rembecki, Góral, Chmara, Marciniak, Waligóra, Frąckiewicz, Szmidt. Ciekawostką tego spotkania pozostaje fakt, że Brejza z opolskiej Odry, strzelec samobójczej bramki, jest tym zawodnikiem, który zdobył dla bydgoskiego Zawiszy, pierwszego historycznego gola w ekstraklasie.


    Tymczasem już w IV kolejce spotkań, 15 kwietnia doszło do pierwszego meczu derbowego. Na stadionie przy ul. Sportowej w obecności ponad 20 tysięcy kibiców w historycznych, pierwszych derbach I-ligowych w Bydgoszczy między Polonią a Zawiszą, lepsi okazali się gospodarze pewnie wygrywając 3:0. Oddajmy jednak głos bohaterom tamtych dni.
    "My, jako beniaminek, gramy na Polonii i my mamy cztery punkty, a Polonia zero. Stadion jest nabity, nie ma gdzie palca włożyć - wspomina Jan Góral. - Polonia miała w tym czasie lepszy zespół, niż my, zarówno pod względem doświadczenia, jak i materiału zawodniczego. Przede wszystkim mieli Mariana Norkowskiego. No i my wychodzimy spod trybuny, wszyscy ludzie biją brawo, a na nich gwiżdżą, ponieważ beniaminek ma cztery punkty, a Polonia zero. Do przerwy gra jeszcze jako tako się układała. My wolą, ambicją i agresją w walce o piłkę dotrzymywaliśmy im kroku. Mieliśmy nawet sytuacje bramkowe, a Polonia raczej grała zachowawczo. Ale z Polonią, to było zawsze to niebezpieczeństwo, że mieli Mariana. Pomimo że miał indywidualne krycie, to nawet gdy był kryty, to był jakiś moment, fragment gry w czasie meczu, że raz wyskoczył, uderzył i z tego była bramka. I tak po przerwie strzelił nam dwie. Tzn. strzelił pierwszą i trzecią z karnego, a drugą zdobył Roman Armknecht i przegraliśmy to 0:3. Polonia po prostu wykorzystała brak naszego zgrania, szczególnie w linii defensywnej, bo to była zupełnie nowa linia. Tak więc Polonia zdobyła pierwsze punkty. Jeżeli chodzi o atmosferę na trybunach - kontynuuje wspomnienia Jan Góral - to oczywiście Zawisza miał swoich kibiców, Polonia swoich, z tym że poloniści mieli ich więcej, niż my. Jak my weszliśmy, to wiadomo, że kibice się podzielili i na tych polonistów zagorzałych, i na tych zawiszan zagorzałych. Kto lepiej stał w tabeli, ten zawsze o te parę tysięcy kibiców miał więcej. Tylko, że w wyniku tego układu pierwszych meczów, to większość kibiców na stadionie, nawet pewna część z Polonii, sympatyzowała za nami... w momencie rozpoczęcia meczu, ale już po jego zakończeniu , gdy oni wygrali 3:0, znowu Polonia była górą i większość kibiców po jej stronie. Dla kibica, mówiąc szczerze, widowisko piłkarskie było na Polonii zdecydowanie łatwiejsze do oglądania i odbierania, bo był bliższy kontakt z murawą i zawodnikami. (...) Muszę również powiedzieć, że smaczek derby był tylko w prasie i do momentu zakończenia meczu. Z chwilą jego zakończenia emocje mijały. Po meczu spotykaliśmy się na kawie, najczęściej w ówczesnej kawiarni Teatralna, i nie było żadnych animozji pomiędzy zawodnikami z jednego czy drugiego klubu. Atmosfera była bardzo miła. Jednak między działaczami zawsze była ta rywalizacja o prymat w mieście. My, zawodnicy już dwa tygodnie przed derby żyliśmy ich atmosferą. Każdy się przygotowywał, chciał się pokazać z jak najlepszej strony i dać z siebie wszystko. To był mecz na maksimum."


    A tak zapamiętał to historyczne spotkanie znakomity wówczas zawodnik bydgoskiej Polonii, na boisku rywal Jana Górala, Roman Armknecht. "Zaczęliśmy ten pierwszy derbowy mecz w składzie: w bramce Heniu Burchardt, w obronie Dziadek, Józef Boniek, Murzyn, w pomocy Jędrzejczak, Golz, i atak Stachowicz, H. Norkowski, M. Norkowski, Komasa, no i moja skromna osoba. Taka była wyjściowa jedenastka. Wtedy w ataku grało pięciu napastników. Obowiązywał system 3-2-5, a właściwie 1-3-2-5. Wśród tych pięciu napastników, grało po bokach dwóch łączników. Ja i Heniu Norkowski graliśmy właśnie jako łącznicy i często włączaliśmy się do akcji w ataku. Tak się wtedy grało. Do przerwy było bodajże 0:0. Pierwszą bramkę strzelił Marian Norkowski, drugą ja i trzecią znowu Marian z karnego. Zostałem sfaulowany w polu karnym. Poszła akcja, ja uciekłem środkiem boiska, wbiegłem w pole karne i zostałem zahaczony z tyłu. I tak to wygraliśmy. A atmosfera była tak piękna na stadionie, że warto było w tym czasie grać, chociaż dla kibiców. Nie było wtedy żadnych przepychanek czy burd na trybunach" - kończy Roman Armknecht. Po derby obydwu zespołom układało się różnie. Polonia została m.in. rozgromiona w Bydgoszczy przez swą imienniczkę z Bytomia aż 7:1 i była to najwyższa porażka polonistów w tym sezonie. Zawisza z kolei odnotował cenny remis 2:2 na własnym boisku z warszawską Legią. Ostatecznie na półmetku rozgrywek Polonia zajmowała 13., przedostatnią pozycję z dorobkiem 7 punktów, a Zawisza ostatnią, 14. z 5 punktami.


    Po przerwie w rozgrywkach, w rundzie jesiennej Zawisza w swym pierwszym meczu doznał bardzo wysokiej porażki na wyjeździe w Opolu z Odrą 1:6. Natomiast Polonia udanie zrewanżowała się Cracovii za przegraną w I rundzie, pokonując krakowian u siebie 2:0. I już 20 sierpnia kibice w Bydgoszczy byli świadkami drugiego, rewanżowego meczu derbowego. Tym razem Zawisza gościł na własnym boisku bydgoską Polonię. "W rewanżu na naszym stadionie, też było pełno ludzi. Prowadziliśmy do przerwy 1:0 po strzale Kazia Frąckiewicza - dzieli się wspomnieniami Jan Góral. - Mieliśmy przewagę, Marian Norkowski był indywidualnie kryty, ale załatwił nas Stachowicz. Strzelił trzy bramki, i to takie bramki, że kiedy się już wszyscy spotkaliśmy po tym meczu, to się śmialiśmy, że te dwie, które strzelił, to w życiu nie powtórzy, a przy trzeciej trochę mu tam pomógł Heniu Rosiński. Klasyczny hat trick i przegraliśmy to 1:3. Ale pomimo tego, że Polonia z nami wygrała drugi raz, to i tak, niestety, nie zdołała się utrzymać w I lidze. Fajne są to wspomnienia."


    Roman Armknecht: "W rewanżu na Zawiszy ludzi było chyba jeszcze więcej, niż u nas. No, ale tam był większy stadion. Do przerwy przegrywaliśmy, niestety 0:1, ale w szatni nastąpiła pełna mobilizacja i po przerwie wzięliśmy się solidnie do pracy i były efekty. Chyba był wtedy błąd trenera Zawiszy, bo ja byłem kryty i Marian Norkowski. Czyli, jak my byliśmy pilnowani, to ktoś musiał zostać wolny. No i wyskoczył Marian Stachowicz. Piękne bramki strzelił, jak nigdy. Dwie spoza pola karnego. Dostał piłkę w uliczkę, podbiegł i huknął. A trzecią, już teraz dokładnie nie pamiętam, ale chyba po uderzeniu głową. Wyszedł mu ten mecz. Przeważnie było tak, że to Marian Norkowski strzelał, mnie się coś udawało od czasu do czasu zdobyć, Komasie, a Stachowiczowi bardzo rzadko. I tu nagle taki mecz. Hat trick w drugiej połowie. Był na pewno bohaterem tych drugich derby. Bardzo się cieszyliśmy po tym spotkaniu, w ogóle była wtedy fajna atmosfera. Chciałbym jeszcze podkreślić, że mimo wysokiej stawki, nie było złośliwości na boisku. Była oczywiście walka, faule, ale każdy zawodnik szanował kolegę na placu gry, bo wiadomo, że kontuzja groziła wykluczeniem na długi czas" - kończy wspomnienia Roman Armknecht.


    A oto składy zespołów w tym ostatnim, jak dotychczas, meczu derbowym rozegranym w Bydgoszczy.


    ZAWISZA: Rosiński, Szlinder, Fijałkowski, Harmata, Rembecki, Góral, Łowkis, Waligóra, Marciniak, Frąckiewicz, Spychalski.
    POLONIA: Burchardt, Dziadek, J. Boniek, Murzyn, Jędrzejczak, Golz, Stachowicz, H. Norkowski, M. Norkowski, Armknecht, Komasa.


    Zawisza, który debiutował w ekstraklasie, poważnie osłabiony przed rozpoczęciem sezonu, nie mogąc dotrzymać kroku silniejszym i bardziej doświadczonym rywalom, dość wcześnie stracił szanse na pozostanie w lidze. Polonia natomiast walczyła o utrzymanie się w gronie pierwszoligowców aż do ostatniej kolejki, w której na własnym stadionie, w meczu o być albo nie być, podejmowała Legię Warszawa. Natomiast równie zagrożona Stal Mielec grała na wyjeździe z Odrą Opole. Polonia swój mecz z Legią musiała wygrać, z kolei Stal przegrać. Niestety - poloniści nie wykorzystali tej ostatniej szansy. Przegrali zarówno mecz z legionistami (2:4), jak i korespondencyjny pojedynek ze Stalą, która ostatecznie zremisowała z Odrą. Tak więc pozostało pożegnać się z ekstraklasą. Jeżeli jednak chodzi o Polonię, to nie było chyba wtedy wśród jej kibiców takiego, który mógłby przypuszczać, że pożegnanie to będzie trwało aż do następnego stulecia - dzisiaj to już 41 lat.
    W ujęciu statystycznym występ bydgoskich zespołów w I lidze w sezonie 1961 przedstawia się następująco.


    Polonia - u siebie: zw. - 7, rem. - 2, por. - 4; bramki: 25-27; wyjazd: zw. - 1, rem. - 1, por. - 11; bramki: 11-42. Razem: zw. - 8, rem. - 3, por. - 15; bramki: 36-69; gry - 26, pkt. - 19.


    Zawisza - u siebie: zw. - 2, rem. - 4, por. - 7; bramki: 9-22; wyjazd: zw. - 1, rem. - 0, por. - 12; bramki: 9-42. Razem: zw. - 3, rem. - 4, por. - 19; bramki: 18-64; gry - 26, pkt. - 10.

    Sonda

    Czy na niektórych stacjach benzynowych w Bydgoszczy sprzedaje się paliwo "chrzczone" wodą?

    • tak (94%)
    • nie (6%)