Wybierz region

Wybierz miasto

    Spowiedź mistrza

    Autor: SŁAWOMIR CIARA

    2001-02-02, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Nie lubi prasowania i mycia okien, podczas pobytu w Korei smakował mięso psa i żmii, chętnie słucha Budki Suflera. Mirosław Kuźma, były bydgoski bokser nazywany "królem nokautu", obecnie trener Zawiszy, prywatnie, ...

    Nie lubi prasowania i mycia okien, podczas pobytu w Korei
    smakował mięso psa i żmii, chętnie słucha Budki Suflera. Mirosław
    Kuźma, były bydgoski bokser nazywany "królem nokautu", obecnie
    trener Zawiszy, prywatnie, czyli...


    - Mirosław Kuźma prywatnie. Lat 41, pochodzę z byłego województwa
    toruńskiego, mieszkam w Bydgoszczy. Emerytowany wojskowy z 20-
    letnim stażem małżeńskim. Uwielbiam czynny wypoczynek, najlepiej w
    rodzinnym gronie. Zamieszkujemy w M-3. Lubię podróżować.
    - Posiadany samochód. Polonez, rocznik 1995.
    - Ulubione menu. Czernina i potrawy z królika
    - Zdrowie. Nie takie, jakie było kiedyś. Obecnie odczuwam dolegliwości
    gastryczne.


    - Najlepszy dzień w życiu. 6 grudnia 1990 roku, kiedy urodziła się
    córeczka Agatka. Na to wydarzenie oczekiwaliśmy z żoną 10 lat.
    - Hobby. Wędkowanie. Każdą wolną chwilę spędzam nad wodą.
    Wędkowaniem też zajmują się dwie moje kobiety - żona i córka.
    - Talizman szczęścia. Dwadzieścia lat temu otrzymałem od żony
    gumowego misia. Kiedy walczyłem w ringu, zabierałem misia na mecze.
    Teraz maskotka jest nieco posklejana, ma też urwane ucho. Nie rozstaję
    się z nią do dziś.
    - Znak zodiaku. Baran.
    - Życiowy sukces. Nie piję alkoholu.
    - Inne nałogi. Palę papierosy marki Malboro i Camel, piję kawę.


    - Trudny życiowy okres. Kiedy byłem czynnym zawodnikiem, nie
    stroniłem od trunków, przebywając w nieciekawym towarzystwie. Byłem
    częstym gościem w nocnych lokalach. Dzisiaj, z perspektywy czasu ,nie
    wspominam dobrze tamtych dni.
    - Nie lubiane domowe zajęcie. Nie lubię prasowania i mycia okien.
    - Dziewczyny w moim życiu. Tak na poważnie... to żona Violetta i
    wspominiana córka Agata.


    - Ulubiony zespół rockowy. Budka Suflera.
    - Kino, teatr, książka. Ostatnio z córką byłem w kinie na emisji filmu
    Tarzan. wietnie się bawiłem. Będąc zawodnikiem czytałem mnóstwo
    książek. Miałem na to czas, choćby podróżując. Teatr raczej odpada.
    W wolnych chwilach lubię oglądać filmy na wideo. Najlepiej z Dustinem
    Hoffmanem w roli głównej.Gra tego aktora wprowadza mnie w dobry
    nastrój.


    - Ulubiona polska aktorka. Ewa Wiśniewska
    - Aktor. Bogusław Linda
    - Nielubiane telewizyjne seriale. Nie przepadam za telenowelami.
    Męczą mnie.
    - Liczba zwiedzonych krajów. Poza Włochami i ZSRR zwiedziłem całą
    Europę. Byłem też w Algierii, Stanach Zjednoczonych, na Kubie i w
    Korei.


    - Wymarzona podróż. Raz jeszcze chciałbym pojechać do Korei.
    Przepiękny kraj. Wysoka kultura ludzi. Przebywając tam jadłem nawet
    mięso z psa i żmiji. Smakowało. Było świetnie przyrządzone.
    - Ulubiony kolor. Czerń i granat.
    - Zalety żony Violetty. Przede wszystkim dobrze gotuje, lubi porządek,
    nie jest kłótliwa.
    - Wada małżonki? Brakuje jej cierpliwości.
    - Życie towarzyskie. Nie przepadam za nim. Czasami lubię być sam.
    - Słowo kompromis. Nie jest tajemnicą, że w pewnym okresie
    dorabiałem sobie na bramce, w bydgoskich nocnych klubach "Paradise" i
    "Clanie". Praca ta jednak nie dawała mi żadnej satysfakcji. Częstokroć -
    jak to bywa w nocnych lokalach - dochodziło do zamieszek, burd,
    przepychanek i bójek klientów będących po piwku, lub po dużej wódce.
    Pilnując spokoju wieloktrotnie dążyłem do kompromisu walecznych
    klientów. Taki też jestem na co dzień. Wolę wybrać dialog, aniżeli
    wymuszać prawo pięści. W życiu nie działam impulsywnie.


    - Najtrafniejsza życiowa decyzja. Zerwanie z nałogiem. A było to 6
    stycznia 1991 roku. tego dnia nieźle "zabalowaliśmy" w "Orbisie". Po
    wypiciu wódki odstawiłem kieliszek do góry dnem postanawiając sobie -
    Mirek dosyć tej "zabawy". I tak jest do dzisiaj. Był to ostatni kieliszek w
    moim życiu i najtrafniejsza decyzja. Przedtem nie wyobrażałem sobie jak
    można się czuć w towarzystwie bez wypicia kieliszka alkoholu.
    - Zapomnieć. Wracam pamięcią do mojego niesportowego trybu życia.
    Krążyły wówczas o mnie różne legendy. Zdawałem sobie z tego sprawę.
    Chciałbym, aby kibice o tym zapomnieli. Choć nie będzie to łatwe.


    - Nauka, edukacja. Posiadam dyplom instruktora boksu. Kurs
    ukończyłem w 1989 roku przy AWF Wrocław. Mając długą przerwę -
    zaznaczam nie z mojej winy - w karierze szkoleniowca nie
    przywiązywałem wagi do podniesienia swoich kwalifikacji, jak choćby do
    uzyskania stopnia instruktora I klasy. Chciałbym jednak doszkalać się na
    kursach organizowanych przez PZB i pogłębiać swą wiedzę. Myślę, że
    będzie ku temu okazja.
    Pieniądze, zarobki. Otrzymuję stałą wojskową emeryturę. Natomiast w
    żaden sposób nie dorabiam w nocnych klubach w charakterze
    bramkarza. Mówiłem wcześniej - ta praca nie dawała mi żadnej
    satysfakcji. Było to ryzyko dla własnego życia. Przecież kolega, koledze
    podkładał bombę.


    - Podejście do życia. Mam dystans do wielu spraw.
    - Bokserska kariera. Przygodę w boksem rozpocząłem w 1975 roku.
    Jestem wychowankiem Zawiszy. Pierwsi trenerzy Zenon Wojdylak i
    Zygmunt Zawadzki. Jestem mistrzem Polski juniorów z 1977 roku,
    mistrzem Polski seniorów wz1981 roku, wielokrotnym medalistą
    mistrzostw kraju na przełomie lat 1970/80.
    - Sportowe rozczarowanie. Dwa razy byłem bliski zdobycia medalu w
    największych imprezach. Pierwszy raz - w 1978 roku w Dublinie, kiedy w
    mistrzostwach Europy juniorów dotarłem do ćwierćfinału. Po wygraniu
    walki w I rundzie z Bułgarem, o medal miałem boksować z Rumunem
    Imbrem. Niestety, kierownictwo naszej ekipy zaspało na oficjalne
    ważenie.


    Drugi raz cztery lata później, w Monachium na mistrzostwach świata
    seniorów. Wygrałem pojedynek ze Szwajcarem, aby o medal przegrać
    2:3 z Irlandczykiem Tomem Correm. Cóż z tego, że po walce zebrałem
    gratulacje, będąc zdaniem obserwatorów zwycięzcą. Wynik jednak
    poszedł w świat.
    -Najlepsze pojedynki. Niekonieczne zwycięskie. Była to walka
    podczas meczu w Indianapolis USA - Polska z Mayesem oraz z
    Węgrami, z jednym z lepszych pięściarzy kontynentu Hrankiem.


    - Największy ringowy sukces. Występ w czasie mistrzostw Polski
    seniorów w 1981 roku w Zabrzu. Pokonałem wszystkich rywali przed
    czasem, w I rundach. Wygrałem wówczas m.in. z faworyzowanym
    Chamerskim i Kapałką. W trzech pojedynkach w ringu przebywałem
    niespełna 20 sekund, okrzyknięto mnie królem nokautu.
    - Najtrudniejszy przeciwnik. Gdańszczanin Frąszczak, w kadrze
    Andrzej Krysiak z Dębicy. Nie leżał mi sposób prowadzenia przez nich
    walki. Trzymali, klinczowali, uciekali przede mną.
    - Ulubiony bokserski element. Kibice pamiętają mnie, iż
    nokautowałem prawym sierpowym. Jednak we wielu ringowych
    potyczkach wykorzystywałem swój lewy prosty.
    - Poza boksem, inny sport. Gra w piłkę nożną.
    - Dlaczego Bydgoszcz? Zawisza w owym czasie zapewniał pewną
    stabilizację życiową. Otrzymałem etat w wojsku i mieszkanie. Choć
    miałem kuszące propozycje za większe pieniądze do Słupska.
    - Sportowy ideał. Robert Korzeniowski i Mateusz Kusznierewicz.

    Sonda

    Czy na niektórych stacjach benzynowych w Bydgoszczy sprzedaje się paliwo "chrzczone" wodą?

    • tak (94%)
    • nie (6%)