(© Marek Weckwerth)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Takie pytanie ciśnie się na usta, gdy patrzy się na to, co urzędnicy z pomocą funduszy unijnych zrobili dla bydgoskiej Brdy.

To prawda - jest coraz ładniej i to każdy widzi: przebudowane nabrzeża, most Sulimy Kamińskiego, zrewitalizowana Wyspa Młyńska, nowa przystań "Bydgoszcz", zabytkowa barka Lemara.
Zapomniano tylko o dwóch szczegółach: o bezpieczeństwie ludzi i o potrzebach użytkowników najmniejszych jednostek pływających - kajakarzach.
W pierwszym przypadku chodzi o przebudowane wzdłuż lewego brzegu Brdy nabrzeża. Są pionowe. Jeśli dobije do nich barka, statek czy jacht motorowy, załoga bez problemu wyjdzie na brzeg. Taka sztuka nie uda się jednak kajakarzowi. Gorzej - gdy z nabrzeża wpadnie do wody człowiek, nie ma szans na ratunek. Chyba że popłynie na przeciwległy brzeg, stary, popękany, pochyły, ale bezpieczny.


Doba komentuje

- Wielka szkoda, bo na nowe nabrzeże rzeczywiście nie wydostanie się nikt kto wpadnie do wody - komentuje Aleksander Doba, który przyjrzał się radosnej twórczości hydrotechnicznej podczas zakończonego w niedzielę spływu Energetyków (Doba to najsłynniejszy polski kajakarz - turysta, dwukrotny pogromca Atlantyku w samotnym rejsie kajakiem). - Teraz jedynym wyjściem byłoby wyposażenie nabrzeża przynajmniej co 100 metrów w stalowe drabinki. Na nabrzeżu nie widać też kół ratunkowych.


Po co te pompy?

Pan Aleksander ze zdziwieniem przysłuchiwał się też bydgoskim kajakarzom opowiadającym o tym, że nowo wybudowanej mariny nie wyposażono w przewózkę dla kajaków między Młynówką a skanalizowaną Brdą, że woda zasilająca Międzywodzie na Wyspie Młyńskiej pompowana jest z Młynówki, zamiast spływać grawitacyjnie, czyli naturalnie.
Także inni wodniacy dziwią się, że budując Międzywodzie nie pomyślano o ich potrzebach. Woda mogłaby przecież płynąć swobodnie, umożliwiając pokonanie Wyspy Młyńskiej bez wysiadania z kajaka. Niepotrzebne byłyby przenoski, przewózki czy inne kombinacje. Kajakarze sugerują rozwiązanie: budowę rynny umożliwiającej spłynięcie.
Uczestnicy spływu z całej Polski (120 osób) przyglądali się również krytycznie czerniejącej elewacji bydgoskiej mariny. - Wygląda fatalnie, jak po pożarze albo jak jakaś tężnia - słychać było głosy.
- Dziwię się, że władze miasta nie konsultują takich spraw z wodniakami. Być może jest to także wina samych kajakarzy, którzy nie dość uważnie przyglądają się poczynaniom urzędników - kończy Doba.


Łatwo nie jest

- Każda taka inwestycja wymaga uzyskania pozwoleń wodnoprawnych z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku - wyjaśnia Stefan Markowski, doradca prezydenta Bydgoszczy. - A to nie jest takie proste, jak się wydaje.


Marek Weckwerth

Wiadomości

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!