Ładny gips

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Miesiąc temu dopadło mnie zdarzenie podobne do tego, które opisujemy dziś na stronie 5. W przypływie czarnego humoru stwierdziłam, że to gotowy temat na reportaż życia. Odwiozłam dziecko ze skręconą nogą na ostry dyżur ortopedyczny szpitala Biziela i trafiłam w sam środek jakiejś surrealistycznej sytuacji.


Przez trzy (dopuszczalne regulaminem) godziny pod gabinetem kłębił się tłum ludzi z jakimiś urazami, których stopnia skomplikowania nikt nie kwalifikował. Nie bardzo wiedzieliśmy, jaki jest system dostawania się do lekarza, bo ten był dynamiczny. Sytuację urozmaicali poszkodowani przywożeni z wypadków. Dodatkową atrakcją na koniec okazało się dla mnie skierowanie na prześwietlenie innej niż skręcona noga, bo naburmuszony pan doktor chyba w natłoku zajęć na nią nawet nie spojrzał. A potem było jeszcze śmieszniej - taśmowo zakładany gips należało ściągnąć po kilkunastu dniach w ,,zwykłej" przychodni. Z ostrego dyżuru wyszłam zaopatrzona w niewyraźną kserówkę zapisaną maczkiem adresów kilkunastu poradni. Całe następne przedpołudnie spędziłam na próbie dodzwonienia się do którejkolwiek z nich.


W trzech nie podnoszono słuchawki, w czwartej - podobnie jak naszemu Czytelnikowi - zaproponowano mi zdjęcie gipsu po dwóch miesiącach.

∨ Czytaj dalej

Oszczędziłam dziecku wakacji z niepotrzebnym balastem. Zapłaciłam sto złotych za usunięcie go. Potem zaprzyjaźnieni lekarze mówili mi, że nie wolno ustępować. Trzeba się dobijać do NFZ, żeby wymóc respektowanie praw pacjenta. Ponoć tam muszą znaleźć właściwe rozwiązanie. Ale po co mam się dobijać? Po co mam coś wymuszać? To banalna sytuacja z drobnym urazem. Zakręcona przez fatalną organizację, nonszalanckie błędy ludzi, dowodzenie na każdym kroku, że komuś nie zależy. Boję się myśleć, jak to wszystko działa, gdy chodzi o rzeczy poważne. A może dopiero wtedy wszyscy stają na wysokości zadania?

Ekstraklasa.net
źródło: Ekstraklasa.net

Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię