Wiele instytucji pomaga pełnoletniej młodzieży, która opuszcza placówki opiekuńcze. Dzięki wsparciu życzliwych ludzi, znakomicie im się to udaje.Z chwilą ukończeni 18 lat wychowankowie placówek ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Wiele instytucji pomaga pełnoletniej młodzieży, która opuszcza placówki opiekuńcze. Dzięki wsparciu życzliwych ludzi, znakomicie im się to udaje.

Z chwilą ukończeni 18 lat wychowankowie placówek opiekuńczo-wychowawczych usamodzielniają się. Jeśli mają szczęście, to...

- Moje trzy dziewczynki, które są siostrami, otrzymały mieszkania: jedna komunalne, a dwie chronione - mówi pani Renata Wiszniewska, która prowadzi jeden z bydgoskich rodzinnych domów dziecka. - Kiedy uczyły się, wspierał je Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

W domu państwa Wiszniewskich mieszka czworo nastolatków.

- Agnieszka ma dziś 14 lat, była wcześniakiem i dlatego ma kłopoty ze wzrokiem. Nie widzi na jedno oko. Drugie udało się nam uratować - wyjawia pani Renata. - Ale Agnieszka, by boży świat oglądać, powinna żyć tak, jak 80-letnia kobieta. Musi wolno się poruszać, nie może tańczyć, biegać...

Zmartwieniem opiekunów, prócz stanu zdrowia wszystkich dzieci, jest brak samochodu. Kiedyś zadłużyli się, by kupić kilkuletni siedmioosobowy pojazd.

- Okazało się, że był mocno wyeksploatowany. Szybko zaczął się psuć. Wydaliśmy dużo pieniędzy na naprawę, ale nic to nie dało. Na inny nas nie stać - mówi pani Renata. - Może ktoś mógłby nam wydzierżawić jakiś stary, ale sprawny jeszcze samochód?

Pomocy szukają też członkowie nowego Stowarzyszenia Sevi. Działa ono od niedawna. Chce wspierać tych, którzy opuszczają placówki opiekuńczo-wychowawcze.

- Kiedyś pomogłem pewnej dziewczynie. Wyszła z domu dziecka i nie miała gdzie spać. Pozwoliłem jej zamieszkać w moim biurze. Przez pierwsze dwa dni było dobrze - wspomina Maciej Burakowski, prezes i założyciel Stowarzyszenia Sevi. - Potem zrobiła imprezę, okradła mnie i uciekła. Byłem bardzo zdenerwowany i nie chciałem już nikomu pomagać. Jednak w pewnej chwili pomyślałem o tym, że przecież jej całym majątkiem były dwie reklamówki z rzeczami. Wychowankowie placówek opiekuńczych otrzymują pomoc tylko wtedy, kiedy mają mieszkanie. Ona nie miała zupełnie nic.

Sevi ma ambitne plany. Chce stworzyć specjalny ośrodek.

- Nie będziemy budować kolejnego bidula - wyjaśnia Maciej Burakowski. - To ma być dobrze wyposażony dom, w którym młodzi ludzie znajdą schronienie na trzy miesiące. W tym czasie postaramy się znaleźć im pracę i mieszkanie. Nikt za nich nie będzie sprzątał, nikt ich nie będzie żywił ani opierał. Muszą nauczyć się, jak można samodzielnie żyć.

Stowarzyszenie Sevi, dzięki życzliwości bydgoskiego ratusza, otrzymało zgodę na przeprowadzenie pierwszej ulicznej zbiórki pieniędzy. Na ulicach pojawili się wolontariusze, a w marketach ustawione zostały specjalne skarbonki. Dochód z tej kwesty pozwoli wyposażyć biuro stowarzyszenia.

W lepszej sytuacji, jeśli polsko-szwedzki program się powiedzie, znajdą się wychowankowie Bydgoskiego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych.

- Od ubiegłego roku nasze dzieci jeżdżą do szwedzkiego Vastervik - mówi Krzysztof Jankowski, dyrektor zespołu. - Pomaga nam Tomasz Gollob, który startuje w tamtejszym klubie. Zamierzamy powołać fundację, która ma pomagać naszym wychowankom. Najlepsi będą mogli wyjechać do Szwecji. Znajdą tam pracę i mieszkanie. A może nawet tam zostaną? Dziewczyny znajdą zatrudnienie w kawiarniach, a chłopcy w firmach budowlanych.

Warto wiedzieć

Siedziba nowego Stowarzyszenia Sevi znajduje się przy ulicy Jagiellońskiej 64 w Bydgoszczy. Osoby, które chcą zostać wolontariuszami tej organizacji, proszone są o kontakt.


Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!