Archeolog Wojciech Siwiak, który ufundował tablicę upamiętniającą odkrycia archeologiczne na placu Teatralnym, ma za nią płacić jak za reklamę.Tablicę wmurowano na fundamentach rozebranego w latach 1822-1823 ...

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Archeolog Wojciech Siwiak, który ufundował tablicę upamiętniającą odkrycia archeologiczne na placu Teatralnym, ma za nią płacić jak za reklamę.

Tablicę wmurowano na fundamentach rozebranego w latach 1822-1823 XIV-wiecznego kościoła pw. Najświętszej Marii Panny. Ponieważ pod tekstem znajduje się nazwa fundatora - Pracowni Archelogiczno-Konserwatorskiej, drogowcy uznali ją za reklamę. Żądają jej zalegalizowania i opłat. - Jestem urzędnikiem, który musi respektować uchwały Rady Miasta - mówi dyrektor ZDMiKP, Jan Siuda. - Moja wola nie ma żadnego znaczenia. Rocznie wydajemy 6000 decyzji o zgodzie na reklamę w pasie drogowym. Nie ma powodu, by w tym wypadku tolerować samowolę. Radziłem panu Wojciechowi Siwiakowi już dwa tygodnie temu, by uzyskał opinie konserwatora i plastyka, a później zwrócił się do nas o zgodę. Treść napisu także powinna być skonsultowana i zaakceptowana. Teraz naraża się na kary.

Wojciech Siwiak nie chce, aby tablica została zdemontowana. - Wczoraj złożyliśmy wnioski do ratusza. Dla świętego spokoju gotowy jestem płacić, chociaż uznanie tego podpisu za reklamę to absurd. Wszyscy też doskonale wiedzieli, że tablica powstanie. Błędem było, że nie zostało to nigdzie zapisane, chociaż w protokole po spotkaniu z drogowcami i konserwatorem zimą jest wpis o upamiętnieniu kościoła, ale bez słowa tablica.

Bydgoszczanie są zaskoczeni postawą drogowców. - To nieporozumienie - mówi Kazimierz Kubiak, którego spotkaliśmy na spacerze po Starym Mieście. - Być może nie dopełniono formalności, ale traktowanie tego napisu jak reklamy to przesada. Przecież archeolodzy wykonali kawał dobrej roboty. Tablica jest z granitu, idealnie wkomponowana, prowokuje do zatrzymania się. Co ważniejsze miasto nie wydało na to ani złotówki. Przecież idąc tym tropem drogowcy powinni pobierać opłaty za autograf Adama Sowy na Długiej.

- Prawda leży gdzieś po środku, ale niepotrzebne są takie emocje - napisał na forum o Starym Mieście internauta o nicku Danthebest. - Z jednej strony to ewidentna i trwała reklama w centrum miasta bez zgody władz. Z drugiej, praktyka umieszczania sponsorów na tablicach upamiętniających ma długą tradycję i nie jest czymś nagannym. Wystarczy wejść i rozejrzeć się po bibliotece na Starym Rynku. Panowie powinni załatwić tę sprawę polubownie.

O los "autografów" na Długiej spokojna jest dyrektorka wydziału kultury, Halina Piechocka Lipka. - Też musieliśmy zdobyć pozwolenia drogowców, ale nie są traktowane jak reklamy.

Czy po zalegalizowaniu tablicy jest szansa na zwolnienie z opłat? - Niech ten pan wystąpi do nas z oficjalnym wnioskiem - odpowiada Jan Siuda. Ulgową taryfę proponuje też wiceprzewodniczący Rady Miasta, Tomasz Rega. - Warto docenić, że budżet zaoszczędził na inicjatywie pana Siwiaka 2 tysiące złotych. Po zdobyciu pozwoleń nie można traktować tej tablicy jak zwykłej reklamy. Chyba że zaczynamy wyścig o tytuł pępka absurdu.

Tekst na tablicy

Stoisz w miejscu prezbiterium rozebranego w latach 1822-1823 kościoła pw. Najświętszej Marii Panny. Murowana świątynia powstała w XVI wieku. Wybudowali ją przybyli do miasta w końcu XIV wieku zakonnicy klasztoru Karmelitów, wokół założyli cmentarz czynny do przełomu XVIII/XIX wieku. Bydgoszczanie spoczywającym tu Bydgoszczanom. Pracownia Archeologiczno-Konserwatorska


Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!