MEN-owi nie spodobało się, że poradnie psychologiczne badają uczniów z wrodzonymi trudnościami w uczeniu się matematyki. Tymczasem w naszym regionie nie brakuje takich osób.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

MEN-owi nie spodobało się, że poradnie psychologiczne badają uczniów z wrodzonymi trudnościami w uczeniu się matematyki. Tymczasem w naszym regionie nie brakuje takich osób.


- Czy osoby mające trudności w matematyce należy traktować podobnie jak dyslektyków? Ile takich osób jest w Polsce? - chciało sprawdzić Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wycofało się jednak z pomysłu, bo badań nie skonsultowało wcześniej z ministerstwem. Dyskalkulię, czyli zaburzenia w uczeniu się matematyki, wiceminister edukacji Zbigniew Marciniak w rozmowie z "Rzeczpospolitą" nazwał nawet rozpropagowaną nieprawdą. Zdaniem wiceministra, zresztą też matematyka, teoria o zaburzeniach nie potwierdziła się.


- Jednak takie osoby są i ich badamy. Wielu specjalistów potwierdza, że dyskalkulia to nie teoria. Wywołana jest zaburzeniami w funkcjonowaniu centralnego układu nerwowego. Odsetek osób z tym zaburzeniem, jest znacznie mniejszy od dyslektyków - twierdzi Barbara Przybielska, wicedyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 2 w Bydgoszczy.


- Dyskalkulia objawia się na przykład przestawianiem ostatnich cyfr lub trudnością w zapamiętaniu znaków. Uczeń nie potrafi odróżnić znaku większości od mniejszości. Często jego rozumowanie jest prawidłowe, a mimo to wynik jest zły. Jednak my jesteśmy od tego, aby wyeliminować prawdziwe przypadki zaburzeń od braków dydaktycznych - tłumaczy Wanda Gredżuk, dyrektor PPP nr 1.


Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej MEN-u przygotowało ankiety, które miały wypełnić wszystkie poradnie w Polsce. Chciało zbadać, jak dużą grupę osób dotykają wrodzone trudności w uczeniu się matematyki. Dzięki temu centrum dowiedziałoby się, czy należy wprowadzić udogodnienia na egzaminach podobne do tych, którymi cieszą się dyslektycy, np. wydłużenie czasu na rozwiązanie testu.


- W naszej ocenie dyslektykami jest 10-15 proc. uczniów, a osób z dyskalkulią 1 proc. Nim jednak wydamy opinię, że dana osoba ma zaburzenie, musi przejść przez sito. Po przerwie poddawana jest kolejnemu sprawdzianowi. Na podstawie opinii nauczyciele wiedzą jak postępować z uczniem, jakie musi uzupełnić braki. Jakiej terapii wymaga. I jak dowiedzieliśmy się w Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, dyrekcja może dostosować warunki egzaminów i sprawdzianów również do dyskalkulików - wyjaśnia Wanda Gredżuk.


Zdaniem pedagogów tzw. publicznych poradni ich sito jest tak gęste, że nie przejdzie przez nie żaden osobnik symulujący dyskalkulię. Jednak niektórzy ich pracownicy twierdzą, że w prywatnych poradniach sprawy mają się inaczej. Przed laty była eksplozja dyslektyków. Obecnie na maturze mają inaczej naliczane punkty niż reszta uczniów. Dyskalkulicy na razie nie mają podobnych udogodnień. Czy po zmianie przepisów czeka nas wysyp osób z wrodzonymi trudnościami w matematyce? Teraz matematyka znów jest obowiązkowa na maturze.


- Zauważyliśmy wzrost liczby zgłaszających się do nas osób, które podejrzewają u siebie dyskakulię, w tym również było kilka ze szkół ponadgimnajzalnych. Często nasila się jakiś problem, gdy jest nagłaśniany. Słaby uczeń będzie chciał coś ugrać. Jestem może za wydłużeniem czasu egzaminu dla takich osób. Jednak matura zobowiązuje. Uczeń musi być przygotowany. Nie wolno jej dewaluować, zwłaszcza że i tak nie ma być trudna - uważa Krystyna Pęczkowska, wicedyrektor inowrocławskiej poradni. psychologiczno-pedagogicznej.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!