Bydgoszczanin przejechał na rowerze wybrzeże wzdłuż Portugalii. Dla chorego Dawidka [zdjęcia]

Małgorzata Pieczyńska
Małgorzata Pieczyńska
Bydgoszczanin Patryk Szmyt w 10 dni w szczytnym celu przejechał na rowerze trasę wzdłuż Oceanu Atlantyckiego z Faro do Porto. Portugalia go zauroczyła.
Bydgoszczanin Patryk Szmyt w 10 dni w szczytnym celu przejechał na rowerze trasę wzdłuż Oceanu Atlantyckiego z Faro do Porto. Portugalia go zauroczyła. Nadesłane
Udostępnij:
Patryk Szmyt z Bydgoszczy właśnie wrócił z Portugalii. Samotnie pokonał tam na rowerze aż 1083 km wzdłuż Atlantyku, to więcej niż planował. Wszystko dla 6-letniego Dawidka chorego na mukowiscydozę.

Przebudowa zajezdni tramwajowej przy ul. Toruńskiej w Bydgoszczy.

To była już druga odsłona akcji #kilometrydlaDawida. Tym razem bydgoszczanin przejechał trasę wzdłuż Oceanu Atlantyckiego z Faro aż do Porto, by wesprzeć leczenie i rehabilitację chorego chłopca. Patryk Szmyt jest żołnierzem zawodowym. Do Faro poleciał 3 czerwca br. Cała wyprawa rowerowa trwała 10 dni i zakończyła się w Porto.

Portugalia oczarowała bydgoszczanina na dobre.

- Nie spodziewałem się tak urokliwych terenów. Widok klifów, o które rozbija się ocean robi naprawdę niesamowite wrażenie - mówi bydgoszczanin. - Trasa była miejscami dość wymagająca. Najtrudniejszy okazał się odcinek z Lizbony w kierunku Porto z uwagi na górzyste tereny, podjazdy i zjazdy. Jechałem po asfaltowej nawierzchni, gdzie znajdowało się sporo szutru i to w upale 32 stopni Celsjusza, a nawet więcej. Do tego wiał silny wiatr i bynajmniej nie w plecy.

Przejechał więcej kilometrów niż planował. Widoki przyciągały jak magnes

Ludzie, których spotykał podczas przejazdu okazali się bardzo przyjaźni.

- Na trasie poznałem wiele osób, w tym rodzinę z Polski mieszkająca w Portugalii od 12 lat. To oni polecili mi zobaczyć miasto Óbidos wpisane do listę UNESCO - mówi Patryk Szmyt. - Na odcinku z Óbidos w stronę Porto towarzyszył mi z kolei Hiszpan, mieszkający w Galicji. Opowiadał mi sporo o podróżowaniu po Chile i gorąco zachęcał na kolejną wyprawę.

Do 10 czerwca bydgoszczanin miał już na liczniku przejechane 820 km, to więcej niż planował.

- Na całej trasie początkowo zakładałem, że będzie to ok. 700 km, ale widoki przyciągały jak magnes i żal było odpuścić - twierdzi pan Patryk. - Poza tym jadłem najwspanialsze śniadania i kolacje w życiu. To za sprawą miejsc, w których były przyrządzane. Nie obyło się bez niespodzianek. Na jednym z odcinków zaliczyłem usterkę roweru i musiałem wymienić dętkę.

Z Portugalii Patryk Szmyt wrócił z fajnymi wspomnieniami i dobrą energią

- Ta wyprawa nauczyła mnie także pokory do życia. Nauczyłem się również kilku słów w języku portugalskim, np. bon dia oznacza dzień dobry, a obrigado - dziękuje - mówi bydgoszczanin. Problemu z porozumiewaniem się z lokalną ludnością nie miałem. Znam dobrze język włoski i w stopniu komunikatywnym język angielski. A poza tym, moim zdaniem, portugalski zbliżony jest do hiszpańskiego.

Bydgoszczanin twierdzi, że ludzie w Portugalii żyją w zupełnie innym tempie niż w Polsce.

- Miałem wrażenie, że życie płynie tam wolniej. Portugalczycy są bardzo rodzinni. W jednym z miast, które odwiedziłem, przy kościele znajdował się park. Mieszkańcy grillowali tam przy winie. W pełni zrelaksowani - opowiada pan Patryk. - Portugalczyków zapamiętam jako życzliwy, uśmiechnięty i skłonny do pomocy naród. Gdy robiłem postoje, by zaaktualizować mapę, pytali np. czy mogą mi w czymś pomóc, czy czegoś potrzebuję. Podpowiadali też, co warto zobaczyć.

W czasie wyprawy pan Patryk zamieszczał relacje na Facebooku. Dzięki temu także bydgoszczanie mogli bez ruszania się z domu zobaczyć malownicze tereny przy oceanie, a przy okazji wesprzeć zbiórkę dla Dawidka.

- Nie sprawdzałem jeszcze, ile pieniędzy udało się zebrać. Zrobię to po ultramaratonie rowerowym, w którym już w Polsce startuję od 16 czerwca. W trzy dni przejadę 520 km. Trasa wiedzie z okolic Szczecina do Gdańska. Oczywiście, jadę dla Dawidka. Poza tym wystawiłem też na licytację magnesy i pocztówki z Portugalii. Po powrocie z ultramaratonu podsumuję zatem całą zbiórkę. Po Portugalii mam apetyt na kolejne wyprawy. Może teraz do Chile...

Przypomnijmy, że była to już druga jego akcja w całości dedykowana chłopcu choremu na mukowiscydozę. W 2021 r. Patryk Szmyt wraz z przyjacielem Mateuszem Bejfus wybrali się na Islandię. Na rowerach pokonali 1500 km. Wtedy zebrali ok. 5 tys. zł na leczenie i rehabilitację Dawidka.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie