Chorej emerytce z Bydgoszczy potrzebna pomoc. Pluskwy i inne robaki tak pogryzły kobietę, że trafiła do szpitala

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
65-latka przestała panować nad swoim życiem. Nad tym, co dzieje się w mieszkaniu, też już nie panuje.
65-latka przestała panować nad swoim życiem. Nad tym, co dzieje się w mieszkaniu, też już nie panuje. Dariusz Gdesz/zdjęcie ilustracyjne
65-latka mieszka w zagrzybionym domu. Pluskwy i inne insekty gryzą kobietę. - Przez brud i robactwo znalazła się w szpitalu - mówi wolontariuszka, pomagająca bydgoszczance.

Zobacz wideo: Dodatkowe pieniądze dla emerytów. To trzeba wiedzieć!

Kobieta przed laty wyjechała z dorosłymi dziećmi za granicę. One tam znalazły pracę i zostały. Ona wróciła. Uznała, że lepiej będzie jej w Polsce. Tutaj jednak kobiecie się pogorszyło. Na miejscu, w Bydgoszczy, pomaga jej czytelniczka, która o tragicznej sytuacji emerytki dowiedziała się 2 tygodnie temu. - Ta pani nie ma stałego miejsca zamieszkania. Oficjalnie jest bezdomna - zaczyna wolontariuszka. - Dach nad głową dał jej pewien bydgoszczanin.

Pluskwy w domu

Tyle, że to miejsce nie nadaje się do zamieszkania.

- Po podłodze i ścianach biegają pluskwy i inne robaki. Mieszkanie jest zagrzybione. Pełno w nim śmieci. Brud, smród. Nawet ludzkie odchody i martwe myszy są - opowiada wolontariuszka.

Emerytka nie radzi sobie ani psychicznie, ani fizycznie. - Gdy dzwoniłam do przychodni z prośbą o wizytę lekarza, to stwierdzono, że skoro pacjentka potrafi sama chodzić, to będzie też w stanie dotrzeć do przychodni - wspomina nasza rozmówczyni. - Do przychodni nie dotarła. Lekarz z przychodni i pracownica opieki społecznej nie pojawili się u niej.

Pluskwy i inne insekty gryzą kobietę. Ona jest chora i coraz bardziej zaniedbana. Ma świerzb. - Rany na ciele tej pani są tak duże, że trafiła do szpitala - mówi znajoma. - Rany na psychice też widać.

Znajoma: - Ta pani wymaga stałej opieki. Nie ma własnego mieszkania, ale o miejsce w schronisku nie może się starać, ponieważ posiada dochód. Emerytura wynosi 1700 złotych, z tego 500 zł zabiera komornik. To, co zostaje, nie wystarczy na wynajem i życie. Zakład opiekuńczo-leczniczy też jej nie przyjmie, bo ona nie jest osobą leżącą.

Lokatorka żyje w zaniedbanym mieszkaniu. I sama też się zaniedbała. Ponoć od roku się nie myła. - To czuć - podkreślają ludzie, którzy ją odwiedzają. I dodają, że ani lekarz, ani pracownik pomocy społecznej u kobiety się nie pokazali, chociaż sprawę znają.

Zapytanie, a nie zgłoszenie do ośrodka pomocy społecznej w Bydgoszczy

W Rejonowym Ośrodku Pomocy Społecznej Błonie w Bydgoszczy mówią: - Zgłoszenie otrzymaliśmy 23 marca. Osoba, która z nami się kontaktowała, podała jedynie adres. Nie przekazała nam personaliów pani, która potrzebuje wsparcia. To nie była prośba o pilną interwencję, lecz zapytanie, co zrobić z osobą bezdomną. Nazajutrz pielęgniarka środowiskowa z przychodni do nas zatelefonowała i powiedziała o chorej kobiecie, wymagającej pomocy. Adres się zgadzał. Skojarzyliśmy, że chodzi o tę samą osobę.

Dyrektor przychodni także tłumaczy, że jego personel zrobił wszystko, co mógł. - Z naszych ustaleń wynika, że pani może się poruszać. Od 23 marca dwukrotnie umawialiśmy pacjentkę na wizytę w przychodni. Nie stawiła się ani razu. Jeżeli sama nie była w stanie przyjść, mogła zrobić to z opiekunką. Nie jest naszym zadaniem natomiast, aby zapewnić pacjentce pomoc opiekunki. To powinna zrobić opieka społeczna. Do pacjentki udała się zaś nasza pielęgniarka środowiskowa. Potem lekarz wystawił receptę na lekarstwa. Powiadomiliśmy ośrodek pomocy społecznej.

Pobyt w szpitalu

W ROPS zaznaczają: - Planowaliśmy przeprowadzić u pani wywiad środowiskowy, czyli iść do niej i sprawdzić, w jakich warunkach przebywa. Do wizyty nie doszło. Okazało się, że chorej pani już nie ma we wskazanym miejscu.
Chora pani trafiła bowiem do szpitala, na dermatologię.

Podobne przypadki w regionie się zdarzają. Bydgoszczanin cierpiał na schizofrenię. Między jednym a drugim pobytem w szpitalu został sam w domu. Wszystkie ściany wysmarował swoimi odchodami. Pracownicy socjalni zainterweniowali. Mężczyzna został umieszczony w domu pomocy społecznej. Kolejna sytuacja - z domu w Toruniu wywieziono 6,5 tony śmieci. Dwóch lokatorów (w tym jeden niepełnosprawny) tyle odpadków trzymało w mieszkaniu. Orzeczono eksmisję „ze względu na łamanie podstawowych zasad współżycia społecznego”. Komornikowi nie wolno jej było wykonać, gdyż przepisy chronią osoby niepełnosprawne. W Świeciu mieszkańcom bloku także dawał się we znaki trudny sąsiad. W mieszkaniu, piwnicy i na klatce schodowej trzymał śmieci. Jak ktoś zwracał mu uwagę, atakował gazem paraliżującym.

- 65-letnia bydgoszczanka ani nie zbiera śmieci, ani nie jest agresywna. Jej potrzebna jest pomoc specjalistów. Ja, zwyczajna wolontariuszka, nie jestem w stanie rozwiązać jej problemów - dopowiada znajoma emerytki.

Samotna kobieta wczoraj po południu wyszła ze szpitala. Nie miała dokąd wrócić, więc wolontariuszka zapewniła jej tymczasowy nocleg.

Polecamy

W Bydgoszczy w Śródmieściu historyczne ulice ze stylowymi ch...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie