Dzień szósty - dzień śmierci

Radosław Rzeszotek
Udostępnij:
W województwie kujawsko-pomorskim grasuje bądź grasował seryjny morderca. Choć publicznie policja ani prokuratura nie chcą tego przyznać, w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy powołana została specjalna grupa, ...

W województwie kujawsko-pomorskim grasuje bądź grasował seryjny morderca. Choć publicznie policja ani prokuratura nie chcą tego przyznać, w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy powołana została specjalna grupa, która bada związki między zabójstwami młodych kobiet. Wszystkie zamordowane zostały w takich samych okolicznościach, w ten sam sposób. Jego ofiarami były zawsze młode kobiety. Wszystkie w sobotnią noc wracały do domu po wyjściu z dyskoteki bądź innej imprezy. Wszystkie najprawdopodobniej zostały zwabione do samochodu, a następnie uduszone apaszką lub w inny "delikatny" sposób. Żadna z ofiar nie została zgwałcona. W żadnym przypadku motyw zbrodni nie został ustalony.
Na pomysł, że sprawcą zabójstw młodych kobiet może być jedna osoba, policjanci z KWP w Bydgoszczy wpadli dopiero kilka miesięcy temu. Choć mordów dokonywano od przynajmniej trzech lat.

Dziennikarskie śledztwo wydaje się potwierdzać przypuszczenia, że przynajmniej trzech morderstw mógł dokonać ten sam człowiek. W zbadanych przez nas przypadkach za każdym razem pojawia się nazwisko tego samego mężczyzny. Za każdym razem przebywał on kilka bądź kilkanaście kilometrów od miejsca, gdzie dokonano zabójstwa lub znaleziono zwłoki. Jego personaliów nie możemy ujawnić, ponieważ zabrania tego prawo prasowe. Przebywa on w areszcie śledczym w Chełmnie. Prokuratura Rejonowa w Chełmnie przedstawiła mu zarzut z art. 148 paragraf 1 Kodeksu karnego. Adrian W., mechanik samochodowy z Chełmży, przystojny młody człowiek, oskarżony został o popełnienie morderstwa. Nie przyznaje się do winy.

Dorota
Z pierwszym przypadkiem niewyjaśnionego zabójstwa młodej kobiety policjanci zetknęli się przed trzema laty w Sępólnie Krajeńskim. Żadnej z podejrzewanych wówczas trzech osób nie udało się udowodnić udziału w zabójstwie 20-letniej barmanki z Kamienia Pomorskiego, Doroty Kienast, zamieszkałej we wsi Zboże.
- Mnie ta sprawa gryzie i dopóki ten bydlak będzie chodził wolno, dopóty ja będę go ścigał.

Taki ze mnie glina
- mówi podinspektor Krzysztof Milachowski, zastępca Komendanta Powiatowego Policji w Sępólnie Krajeńskim, któremu podlega pion kryminalny. - Zrobiliśmy wszystko, co trzeba. I nic. Żadnego dowodu. Choć mieliśmy jednego klienta, który, moim zdaniem, mógł tego dokonać. Wyprowadził się stąd.

13 czerwca 1999 r., w sobotę, Dorota Kienast ze Zboża około czwartej nad ranem skończyła pracę. Zatrudniona była w ośrodku wypoczynkowym w Kamieniu Pomorskim na etacie barmanki. Do domu miała wrócić jak zwykle, rowerem. Wieś, w której mieszkała, położona była trzynaście kilometrów na południe. Przyzwyczaiła się do tych powrotów. Na zimę planowała kupić malucha, odkładała pieniądze.

- To była bardzo otwarta dziewczyna, która nie bała się ludzi - opowiada Maria Kienast, przybrana matka zamordowanej dziewczyny. - Ale nie była też nierozważna. Gdyby wyczuła, że coś jej grozi, z pewnością by uciekła. Musiała znać swojego zabójcę.
Po raz ostatni widzieli ją policjanci patrolu z Komendy Powiatowej Policji w Sępólnie Krajeńskim. Jechała rowerem w stronę rodzinnego domu. Nigdy jednak tam nie dojechała. Następnego dnia ojciec Doroty zgłosił policji zaginięcie dziewczyny. Dorota, kiedy wiedziała, że
nie wróci do domu na noc, zawsze dzwoniła.

- Dziś wiem, że coś było nie tak - mówi Andrzej Pyszka, ówczesny chłopak Doroty, obecnie właściciel dwóch sklepów spożywczych w centrum Kamienia Pomorskiego. - Dwa dni przed śmiercią zachowywała się bardzo dziwnie. Byliśmy dość luźnym związkiem, więc nie pytałem, co było grane. Przypuszczam, że musiała kogoś spotkać.

Zwłoki Doroty znaleziono w niedzielę, w miejscowości Płonicz, tuż za Kamieniem Pomorskim. Leżała w przydrożnym rowie, ukryta za krzakami. Twarz miała posiniaczoną. Ubranie nie zostało z niej zdarte. Ułożenie zwłok sugerowało, że dziewczyna była wleczona do rowu. Obcisłe spodnie lekko zsunęły się na biodra, bluzka była podciągnięta. Rower odnaleziony został kilka kilometrów dalej, w zagajniku, przykryty gałęziami. Nie ma pewności, gdzie dokonano zabójstwa:. Policjanci z Sępólna przyznają jednak, że zwłoki oraz rower zapewne zostały przetransportowane już po dokonaniu zbrodni. Podejrzewany trzy lata temu mężczyzna poruszał się wtedy rowerem. Nie miał więc możliwości równoczesnego transportowania roweru ofiary, ani jej ciała. Zwłoki lub ciało
musiały zostać przewiezione samochodem.
- Najpierw sądziliśmy, że została potrącona, a sprawca uciekł - dodaje podinspektor Krzysztof Milachowski. - Ale kiedy przyszły wyniki sekcji zwłok, nie było wątpliwości...
Dorota została uduszona bardzo delikatnym narzędziem, na przykład apaszką. Zwłoki nie zostały ograbione. Na palcach znaleziono pierścionki, na szyi łańcuszek, wartościowy zegarek. Sprawca pozostawił też plecak z dokumentami i pieniędzmi. Policjanci rozważali więc seksualny motyw zbrodni. Tymczasem sekcja zwłok wykazała, że dziewczyna nie została zgwałcona.

Najbardziej podejrzewany przez policję mężczyzna miał w Sępólnie Krajeńskim opinię "zboczeńca", który został już kiedyś skazany za próbę gwałtu. Policjanci przyznają jednak, że jego portret psychologiczny nie pasował do portretu mordercy.
- Skończyła handlówkę. To była niesamowicie żywiołowa i ciepła dziewczyna - mówi Maria Kienast. - Policja zatrzymała jakiegoś faceta.

Pasował im jak ulał.
Zrobili mu nawet test na wykrywaczu kłamstw. To też skończyło się fiaskiem.
W Sępólnie na dźwięk nazwiska Adriana W. policjanci bezradnie rozkładają ręce. Podinspektor Milachowski przyznaje jednak, że policja z Chełmna, na której terenie dokonano niedawno podobnego zabójstwa, poprosiła go o przesłanie akt sprawy Doroty Kienast. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że również specgrupa KWP w Bydgoszczy łączy te dwie sprawy. Udało się bowiem ustalić, że w tym czasie Adrian W. wynajmował mieszkanie na terenie tamtejszego powiatu.
- Wiemy, że tam mieszkał. Wiemy, że był na tej imprezie - przyznaje jeden z przedstawicieli organów ścigania. - Ale nie mamy dowodu, że w jakikolwiek sposób interesował się tą barmanką. Szukamy świadka, który potwierdziłby powiązania tych dwóch osób.

Karolina
3 września 2001 r. policja w Pruszczu w powiecie bydgoskim przyjęła zgłoszenie o zaginięciu 18-letniej Karoliny Kronkowskiej, mieszkanki wsi Trzebień. Poprzedniego dnia bawiła się na gminnych dożynkach w Pruszczu. Po raz ostatni widziano ją właśnie tego dnia. 16 września nagie zwłoki dziewczyny wyłowiono z Wisły na wysokości miejscowości Grabówek niedaleko Świecia.

- Historia jej zaginięcia jest bardzo krótka - mówi Magdalena Pawian, siostra Karoliny. - Poszła z bratem i jego kolegą na zabawę dożynkową. To była dziewczyna, która nie bała się ludzi, łatwo zawierała znajomości. Wsiadła do białego małego fiata i ślad po niej zaginął. Szukaliśmy jej, rozwieszaliśmy zdjęcia Kiedy wyłowiono zwłoki i pojawiły się podejrzenia, zaczął się nasz dramat.
Na dożynkach w Pruszczu bawił się również Adrian W.,
doskonale znany
w tamtej okolicy. Jego teść prowadził lokal w pobliskim Zbrachlinie, który uchodził za miejsce spotkań ludzi podejrzanych interesów. Sam Adrian nie krył znajomości zarówno z przedstawicielami lokalnego półświatka, jak i z miejscowymi policjantami. Ta znajomość później mu się przydała.

- Zrobili z mojej córki topielca. Że niby sama przeszła w środku nocy 15 kilometrów, żeby wykąpać się w Wiśle - żali się Józef Kronkowski, ojciec Karoliny. - Po co miała iść tak daleko, kiedy miała brzeg o wiele bliżej? Poza tym, ona nie umiała pływać i bardzo bała się wody.
Oficjalnie sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było prawdopodobnie utonięcie. Rodzina dziewczyny twierdzi jednak, że lekarz medycyny sądowej nie wykluczył innej wersji. Rodzicom Karoliny miał przyznać, że dziewczyna została najpierw "delikatnie" uduszona (na przykład apaszką), a potem wrzucona do wody.

Prokuratura w Świeciu śledztwo umorzyła
w marcu tego roku. W ekspertyzie medycznej nie zostało wyraźnie zapisane, że w płucach dziewczyny znaleziono wodę. A właśnie to uznaje się za niezbity dowód utonięcia.

- Nie chcę nikomu obrabiać tyłka, ale ta sprawa po prostu została położona - przyznaje wysoki przedstawiciel policji ze Świecia, który obserwował przebieg śledztwa. - Z akt operacyjnych wynika bowiem niezbicie, że należało zająć się przede wszystkim Adrianem W.

Adrian W. na wieczór, gdy zaginęła Karolina, ma mocne alibi. Jego samochód, mały fiat, przez całą noc miał stać zaparkowany przed posterunkiem policji w Pruszczu. Tymczasem, zdaniem siostry Karoliny, Adrian W. jeździł jednak tej nocy samochodem. Mało tego, widziano, jak Karolina wsiadała tamtej nocy do jego samochodu. I razem gdzieś odjechali.

Dotarliśmy do osoby, która miała widzieć, jak Karolina wsiada do auta. Personalia świadka przekazaliśmy prokuraturze. Ewa S. mieszka na opłotkach Pruszcza. Zapamiętała Adriana W. i jego samochód, ponieważ pracowała niegdyś w zajeździe prowadzonym przez teścia Adriana W., w którym bywał on bardzo często.
- Moja córka nic nie powie - mówi ojciec Ewy S., który nie chce dziennikarza zaprosić do domu na rozmowę. - Niech pan zrozumie, ja mam jeszcze trzy córki...

W Pruszczu wielu pamięta, co działo się tam pod koniec września ubiegłego roku. Najpierw pod dom rodziców Karoliny Kronkowskiej w Trzebieniu zajechało kilka samochodów pełnych rosłych mężczyzn. Nikt z nich nie wysiadł, nie padły groźby. Wrażenie na rodzinie zrobił sam widok groźnie wyglądających mężczyzn. Kilka dni później mieli oni odwiedzić dom Ewy S. Nikt nie miał wątpliwości, że świadkowie i osoby interesujące się sprawą po prostu
zostały zastraszone.

Choć policja otrzymała sygnał, że Damian K. podwoził Karolinę swoim autem, prokuratura nie zatrzymała natychmiast malucha do przeszukania. Ograniczono się jedynie do rewizji w mieszkaniu Damiana K. Znaleziono tam włos Karoliny. Tymczasem Damian K. twierdził podczas przesłuchania, że Karolinę poznał na imprezie dożynkowej, nazwał ją "jakąś blondynką". Niedoświadczony prokurator, prowadzący sprawę śmierci Karoliny Kronkowskiej, nie przedstawił żadnego zarzutu Damianowi K. Uwierzył w alibi. Lekarz sądowy nie zbadał skóry Damiana K., który mógł zostać podrapany przez ofiarę.

Dziennikarzowi udało się jednak dotrzeć do świadka, który podważa to alibi.

- Pamiętam tę noc, kto by jej nie zapamiętał - wspomina pracownik stacji benzynowej w Pruszczu. - Znam też dobrze Damiana K. Przyjechał tutaj i tankował, za osiem złotych. Nie wiem, która to była godzina. Między drugą a czwartą rano.

Karolina kilka tygodni przed śmiercią skończyła naukę w "handlówce". Jej zwłoki wyłowiono niedaleko domu, w którym mieszkał wówczas Damian K. W pobliżu zwłok policja znalazła fragmenty ubrań i przywiązane do nich cegły. Jakby ktoś chciał obciążyć ciało, aby nie wypłynęło.

Katarzyna
24 sierpnia 18-letnia Katarzyna Z. (nazwiska nie ujawniamy na prośbę rodziny), mieszkanka wsi Brąchnówko położonej niedaleko Chełmży, wyszła z domu na dyskotekę do pobliskiej Grzywny. Bawiła się tam wraz ze swoim chłopakiem do około czwartej rano. Na dyskotece przebywał również Damian K., który przyjechał tam volkswagenem passatem. Chłopak Kasi nie odprowadził jej pod drzwi domu. Rozstali na skrzyżowaniu. Kasia pięciokilometrową
drogę miała pokonać piechotą.

Najprawdopodobniej wsiadła jednak do samochodu, za kierownicą którego siedział Damian K.
Trzy dni później jej zwłoki zostały znalezione w przydrożnym rowie niedaleko Unisławia. Porzucone zostały za krzakami. Ciało częściowo zostało odarte z ubrania, twarz zmasakrowana. Zwłoki ułożono tak, jakby ktoś je wlókł. Sekcja wykazała, że dziewczyna nie została zgwałcona. Przyczyną zgonu było uduszenie.

- To była taka fajna dziewczyna. Żywa, otwarta i bardzo dobra córka - mówiła kilka dni po śmierci Kasi jej matka. - Nie bała się ludzi, kontakty nawiązywała bardzo łatwo.

Kilka dni później na policję w Chełmży zgłasza się Damian K., po tym, jak dowiedział się, że policja poszukuje go w sprawie o zabójstwo. Kategorycznie nie przyznaje się do winy. Odnaleziono samochód, który widziano tamtego wieczoru w Grzywnie. Okazało się, że jego właścicielem nie jest Damian K. Policjanci szybko zorientowali się, że właściciel auta nie ma nic z morderstwem wspólnego. Samochód bowiem został tylko pożyczony. Damian K. miał go wkrótce kupić.
Prokuratura Rejonowa w Chełmnie przedstawiła mu zarzut z art. 148 paragraf 1 kodeksu karnego, czyli zarzut zabójstwa. Przebywa on obecnie w areszcie. W przeszłości był już karany za gwałt. W tej sprawie wyrok nie jest prawomocny.

- Oskarżonemu Sąd Okręgowy w Toruniu przedłużył areszt tymczasowy o kolejne trzy miesiące. Więcej nic nie mogę powiedzieć dla dobra toczącego się śledztwa - ucina rozmowę Małgorzata Piotraszewska, prokurator rejowy z Chełmna.

Czy rzeczywiście Adrian W. jest zamieszany w zabójstwo trzech dziewczyn? Nie ma co do tego pewności. Choć fakt, że przewija się on we wszystkich trzech sprawach, zmusza do myślenia.

Sprawy zgonów Doroty Kienast i Karoliny Kronkowskiej umorzono, choć nie jest wykluczone, że zostaną one wznowione, jeśli pojawią się w sprawach nowe wątki. Jeśli świadkowie odważą się mówić, obie sprawy mogą zakończyć się sukcesem. Policja zapewnia, że będzie chronić osoby, które zdecydują się zeznawać.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że podobnych przypadków zabójstw młodych kobiet może być w kujawsko-pomorskiem więcej. O wiele więcej.

Przełomowe odkrycie polskich naukowców

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie