Emocje przy kasie

Plus czyli minus Andrzeja Pawełczaka
Kiedy tylko pojawia się temat publicznych pieniędzy natychmiast wywołuje to ogromne emocje. "Mołczać sobaki" krzyczał poseł Zawisza (PiS) w stronę ław SLD podczas nocnej debaty budżetowej.

Kiedy tylko pojawia się temat publicznych pieniędzy natychmiast wywołuje to ogromne emocje. "Mołczać sobaki" krzyczał poseł Zawisza (PiS) w stronę ław SLD podczas nocnej debaty budżetowej. Przepraszając tłumaczył, że sprawa jest niezwykłej wagi, dyskusja przebiega w sposób żywiołowy więc i jego poniosły nerwy. Prawdziwe emocje wywołują jednak wypowiedzi w sprawie budżetu wicepremiera Kołodki. Mówi faktycznie często i sporo, ale raczej monotematycznie i głównie o swojej roli w budowaniu budżetu "stabilizacji i rozwoju". Legislacyjna klęska ustawy abolicyjnej to pomyłka Trybunału Konstytucyjnego, a poza tym pan wicepremier ma już zresztą pomysły jak pokryć braki w państwowej kasie. Ludziom, według Grzegorza Kołodki, już żyje się lepiej, a Polska rośnie w siłę. Propagandowo zatem jesteśmy do przodu, a maluczkim szczegóły nie są potrzebne.

Na drugim biegunie, czyli w sferze samorządowej też już zaczęła się dyskusja o pieniądzach. Sprawa jest fundamentalna, bo chodzi o zarobki prezydentów, burmistrzów i wójtów oraz diety radnych. I tu zdecydowanie przed szereg wyskoczyli radni ze Świdwina w Zachodniopomorskim. Otóż ustalili oni, że będą pobierać diety w wysokości jednego złotego miesięcznie, a następną złotówkę - za udział w posiedzeniach poszczególnych komisji. Chcą w ten sposób pokazać, że nie po to startowali w wyborach, aby dorobić się majątku, ale po to, aby służyć miastu. Również dla dobra miasta wyznaczyli pensję burmistrzowi w wysokości 1200 złotych na rękę. Burmistrz, kiedy się o tym dowiedział miał podobno oświadczyć, że dla dobra miasta i jego mieszkańców jest gotowy pracować nawet za jeszcze mniejsze pieniądze.

Wydawać by się mogło, że nie pozostaje nic innego, jak pochylić się z pokorą i szacunkiem nad taką miłością świdwińskich rajców do własnego miasta i jego mieszkańców. Okazuje się jednak, że pochylenie nad miłością owszem, ale przy złotówce deklarowane uczucia zaczynają sprawiać wrażenie nie do końca szczerych. Odpytani na okoliczność bydgoszczanie, z ukrytym podtekstem, że może by tak nasi radni wzięli przykład, stwierdzili, że praca za złotówkę to absurd i paranoja. Oczywiście dieta radnego czy też pensja prezydenta powinna się mieścić w granicach zdrowego rozsądku. Co odnosi się zarówno do kwoty grubo przekraczającej średnią krajową, jak i do marnej złotówki. W dodatku taka decyzja natychmiast rodzi podejrzenia o urządzanie zwyczajnej pokazówki i przekonanie, że już niedługo i tak wszystko wróci no normy, tyle że wówczas już nie będzie o tym tak głośno.
Dlatego bynajmniej nie namawiam bydgoskich radnych do brania przykładu z radnych ze Świdwina. Może za to wziąć pan wicepremier Kołodko. Z tym, że nie chodzi tu o jakiś rządowy pomysł odgórnego ustalenia wynagrodzenia samorządowców. Raczej o uprawianie propagandy sukcesu. Bo propagandowy sukces jeszcze trudno zauważyć, a do porażek jakoś trudno się przyznać i zwykle nie bywa o nich tak głośno.

Pandemiczna matura. Uczniowie czują strach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie