Fascynujące komórkowe rarytasy. W Kielcach powstało niezwykłe muzeum... telefonów komórkowych. Zobaczcie film i zdjęcia

Lidia Cichocka

Wideo

Zobacz galerię (23 zdjęcia)
Są takie, które ważą 10 kilogramów i takie, które ważą kilka deko, jedne kosztowały 20 milionów, inne 2 złotych, wiele było pożądanymi gadżetami dodającymi prestiżu właścicielom – telefony komórkowe z kolekcji kielczanina, Radka Kukieły, zdumiewają różnorodnością. W galerii zobaczcie niesamowite telefony sprzed lat.

- Mój pierwszy telefon komórkowy zdobyłem na początku lat 90. Była to Nokia1610 kupiona od kolegi. Wydawało mi się, że wezmę ją do ręki i będę dzwonić – wspomina Radek Kukieła. - Nie wiedziałem, że trzeba mieć baterię, ładowarkę, kartę SIM. Taki telefon kupiłem później na spółkę z tatą.

Ale to nie był początek zbierania komórek. To zaczęło się znacznie później, 15 lat temu.

- Na targu, w starych szpargałach wygrzebałem Siemensa, za którego właściciel chciał 2 złote, potem na pchlim targu znalazłem do niego ładowarkę. Podłączyłem i telefon zadziałał – opowiada o aparacie, który zapoczątkował zbieranie.

Dzisiaj ma ponad 300 egzemplarzy telefonów komórkowych. - To wspaniała historia rozwoju myśli technologicznej - tłumaczy z zapałem. - Pierwsze aparaty pojawiły na początku lat 80. ubiegłego wieku. Nie w Polsce, ale udało mi się taki zdobyć: Simens C1 z 1983 roku, imponujący wielkością i wagą. Waży 10 kilogramów, z tego względu montowany był w samochodach. Dzisiaj dyskwalifikowałaby go bateria – akumulator starego typu, który ładował się całą noc, ale za to rozmawiać można było przez 1 – 2 godziny – uśmiecha się opisując waloru tego sprzętu. - Były także modele pakowane w walizki, oczywiście z czasem gabaryty się zmniejszały, telefonu nie dało się schować do kieszeni, bardziej rozmiarem przypominał cegłę, ale pokazanie się z nim świadczyło o klasie.

Jeden z takich modeli nazywany jest Gorbaczówka, ponieważ pokazano jak na konferencji w Helsinkach Gorbaczow dzwoni z niego do Moskwy.

- Ceny tych telefonów były zawrotne. Nokia z Centertela, pierwsza dostępna na naszym rynku, kosztowała 20 milionów złotych, to była równowartość samochodu - mówi pan Radek.

Zainteresowanie komórkami rosło mimo, że początkowo można było przez nie rozmawiać tylko w miastach, potem na trasach łączących duże miasta. Powiększający się zasięg sprawiał, że użytkowników przybywało.

- Lata 90 to wysyp marek, prawie każda firma miała ambicje by mieć swój telefon, chociaż często w praktyce różniły się one tylko nazwą na przykład Sanyo i Matro – są nie do odróżniania – opowiada kolekcjoner. - Wiele z tych firm zniknęło z rynku, ale pozostały po nich egzemplarze, które dzisiaj są rarytasami kolekcji, jakieś krótkie serie. Wartość mają te, które były hitami tak jak Nokia 5110, Siemens C4.

Kolekcja Radka Kukieły prezentuje aparaty do roku 2000, uzupełniają ją zbiory Pawła Zaczka z firmy Bsmart, który prowadzi sklep i serwis telefonów komórkowych.

- Zbierałem te, które zostawały w serwisie, kupowałem, dostawałem i dzięki temu mam przegląd modeli, które produkowano do czasu pojawienia się smartfonów – mówi Paweł Zaczek. - Wtedy ambicją producentów było wprowadzanie patentów w nowych modelach. To było fantastyczne. Miniaturyzowano je, zmniejszano wagę, grubość. Powiększano ekran, bo przecież w tych pierwszych na ekraniku wyświetlała się jedna linijka tekstu, napisanie SMS było wyzwaniem i trwało długo. Czymś, co zachwyciło klientów były telefony z klapką a pierwsze komunikatory, które miały w sobie kilka dodatkowych funkcji i aplikacji biurowych wykorzystywanych było w biznesie. Krokiem do przodu były kolorowe wyświetlacze. Lepsze aparaty fotograficzne, możliwość podłączenia do zewnętrznego aparatu. Dbano o design. Dzisiejsze smartfony, wystarczy popatrzeć – są identyczne. Ich zbieranie niczego nie wniesie.

Obu panów zachwyca fakt, że większość telefonów z ich kolekcji jest sprawna. - Nawet te najstarsze działają, tylko ich akumulatory są zasiarczone, bo te pierwsze były niklowo-wodorowe – tłumaczy Radek Kukieła. - Ale już te nowocześniejsze z bateriami litowo-jonowymi są sprawne do dzisiaj.

On sam z rzadka znajduje coś do uzupełnienia kolekcji. - W ubiegłym roku dostałem dwa ciekawe egzemplarze, rozglądam się po aukcjach, głównie tych zagranicznych, znajomi pomagają – mówi. Kilka lat temu żona założyła mu stronę na facebooku, na której pokazuje ciekawe egzemplarze. Kliknij >>> TUTAJ <<<

- W domu nie było już na nie miejsca, ale dzięki uprzejmości kolegi, który prowadzi najstarszy w mieście komis z telefonami, część kolekcji można oglądać w salonie Bsmart przy ulicy Żytniej 12.

- Na jednej ścianie ustawiliśmy regały z tymi zabytkami – tłumaczy Paweł Zaczek. Nasi klienci oglądają je z zainteresowaniem, dzieciaki są zdumione, że tak wyglądały telefony komórkowe. Dlatego chcielibyśmy, jak już minie pandemia zapraszać dzieci na warsztaty, pozwolić im dotknąć, pokazać, jak działają.

- Dla nas kolekcjonerów, to ogromna radość dzielić się wiedzą – dodaje Radek Kukieła. - Z tego co wiem, jedyne w Polsce muzeum telefonów komórkowych działa w Bydgoszczy. Ta nasza ekspozycja jest więc okazją do zobaczenie czegoś unikalnego. Jeżeli ktoś z czytelników ma niepotrzebny, stary telefon, który byłby uzupełnieniem naszych kolekcji zapraszamy.

Materiał oryginalny: Fascynujące komórkowe rarytasy. W Kielcach powstało niezwykłe muzeum... telefonów komórkowych. Zobaczcie film i zdjęcia - Kielce Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie