Maks "Błyskawica" to 6-latek z Bydgoszczy, który śmiga po torze gokartem 60 kilometrów na godzinę

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Maks "Błyskawica" Cieślar z Bydgoszczy - 6-letni kierowca. Przygodę z gokartami zaczął w wieku 4 lat. Nasz zawodnik z numerem 33
Maks "Błyskawica" Cieślar z Bydgoszczy - 6-letni kierowca. Przygodę z gokartami zaczął w wieku 4 lat. Nasz zawodnik z numerem 33 Nadesłane
Udostępnij:
- Maks miał 4 latka, gdy pierwszy raz zabrałem go na tor kartingowy. Jechaliśmy gokartem, a on wciąż chciał szybciej - mówi tata. Teraz jego syn ma sześć lat, a od dwóch jeździ szybko. Sam!

Zobacz wideo: Nowe przepisy działają! Zmalała liczba wypadków drogowych.
[xlink[17e6d78e-c812-8934-69ee-0038120b6d16,e1cb742e-c7da-24af-92fc-2968c71b53cf[/xlink]

Niektóre wyjścia z domu, z pozoru zwyczajne, rzutują na przyszłość. Tak miał Maks Cieślar z Bydgoszczy. - Zabrałem Maksa na bydgoski kartodrom - wspomina Michał Cieślar, tata. - Miał 4 latka. Przejechaliśmy się specjalnym dwuosobowym gokartem. Rzecz jasna, prowadziłem. On był pasażerem. Już po pierwszych okrążeniach Maks złapał bakcyla. Nie ukrywam, ja też.

Pan Michał podpytał osobę z obsługi, czy zna jakąś ligę lub szkółkę, w której chłopczyk mógłby trenować. - Pan z obsługi zapoznał nas z panem Jackiem Szatlachem. To przesympatyczny gość, jak się okazało, Kartingowy Mistrz Polski. Całe życie poświęcił kartingowi. Wprowadził nas w temat, pomógł zorganizować sprzęt. Do teraz jesteśmy przyjaciółmi.

Kto rozpoczyna przygodę z kartingiem, ma dwie drogi do wyboru: albo dołącza do profesjonalnego zespołu wyścigowego, który zajmuje się pełną obsługą, albo próbuje sam. - Wybraliśmy drugą opcję - dodaje bydgoszczanin.

Ojciec z synem kupili pierwszy pojazd.

- To był używany gokart marki Birel Easykart 50, model odpowiedni dla dzieci w wieku od 4 do 6 lat - precyzuje pan Michał. - W tej kategorii na zawodach wszystkie wózki muszą posiadać jednakowe parametry. Mają się liczyć umiejętności kierującego, a nie różnice w sprzęcie.

4-latek zaliczył pierwszy trening na rodzinnym torze w Bydgoszczy. Poznał obsługę kierownicy, pedałów hamulca i gazu. - Zabawnie wyglądało - opowiada Michał Cieślar. - Po dopasowaniu fotela pod kierowcę, zamiast odpalić silnik i wpuścić Maksa na tor, dostałem od pana Jacka linkę holowniczą, którą przypiął z przodu gokarta. Kazał holować Maksa przez cały tor tak długo, aż syn załapie skręcanie, hamowanie, miejsce wjazdu i zjazdu z toru.

Tata i syn pamiętają też debiutanckie odpalenie silnika i pierwsze okrążenie. Od tamtego dnia Maks chciał jeździć i jeździć. - Biegaliśmy po przedszkolu do samochodu i pędziliśmy na tor, po drodze obgadując nowe ćwiczenia. Sporo czasu spędzaliśmy w garażu, naprawiając i czyszcząc wyścigówkę przed kolejnymi wyjazdami. Opowiadaliśmy sobie historie te z toru i spoza niego. Takie tam męskie pogaduchy.

Te męskie pogaduchy panów Cieślarów są kontynuowane. - Po wielu godzinach treningu w 2019 roku, byliśmy gotowi i na tyle odważni, żeby pojechać na oficjalne zawody, organizowane w 2020 - zaznacza pan Michał. - Do wynajętego busa zapakowaliśmy naszego gokarta, narzędzia, namiot serwisowy i części zapasowe. Zabraliśmy oczywiście mamę Karolinę. Wyjazd rodzinny bez niej by się nie udał. Ruszyliśmy w trasę. Tego dnia stworzyliśmy trzyosobowy wyścigowy team. Przeżyliśmy niesamowite 4 dni. Na miejscu ukazało nam się miasteczko namiotów serwisowych, pełno różnych gokartów, ciągły ruch na torze. Słyszeliśmy nieprzerwany ryk silników, rozgrzewanych przed wyjazdem.

Emocje sięgały zenitu. Nie mogą nie sięgać, skoro mama i tata widzą, jak ich 5-letni brzdąc pędzi 60 kilometrów na godzinę, próbując wyprzedzić rówieśników. Niby zabawa, ale każdy myśli przed innymi, jak dotrzeć na metę.
Start to nie tylko próba sił, ale i test psychiki. Maluch czasem płacze. - Maks tak ma, gdy zajmie 2. albo dalsze miejsce - wyjaśnia jego ojciec. - Zawsze chce zwyciężać. Tłumaczymy mu z mamą, że trzeba umieć nie tylko wygrywać. Przegrywać tak samo należy się nauczyć. Łezki przestają lecieć.

To też lekcja pokory, cierpliwości, wytrwałości. Lekcja próby sił - tak samo. - Braliśmy udział we wszystkich wyścigach, zarówno w 2021, jak i 2020 roku. Sezon przypada od kwietnia do września. Zawody trwają 4 dni. Pierwsze dwa to treningi, kolejne dwa to wyścigi.

Każdy ma inną rolę. Smyk startuje. Mama dba o ćwiczenia przed startem i po zawodach oraz o dietę dla trójki. Tata jest mechanikiem (nie z zawodu, a z zamiłowania) i przed każdym wyścigiem sprawdza pojazd. - W ciągu 2 lat sprzęt raz nas zawiódł podczas wyścigu. Łańcuch spadł. Oby drugiego razu nie było.

Rodzina Cieślarów pokazuje się na tortach w Polsce, m.in. w Bydgoszczy, Toruniu czy Słomczynie, ale też za granicą, przykładowo w Czechach. - Za kolebkę sportu kartingowego uważa się Włochy - mówi pan Michał. - Tam odbywają się najbardziej prestiżowe zawody na świecie. To nasz cel w kolejnych latach.

Maks dobrze ocenia minione sezony startowe. - Ale jeszcze się uczę i dużo przede mną - podsumowuje, jak dorosły. - Uwielbiam wyprzedzać i wszystko, co dzieje się na torze.

Od dwóch lat Maksowi towarzyszy numer startowy 33. Chłopiec zyskał pseudonim „Błyskawica”. Nie bez powodu. Długość toru w Bydgoszczy wynosi 1017 metrów, a Maks pokonywał jedno okrążenie na małym wózku, czyli wspomnianym Birelu, w 1 minutę i 4 sekundy z prędkością maksymalną 60 km/h. Błyskawiczny kierowca awansował. Przesiadł się na większy wózek, marki Parolin Baby Rok. Ten sam tor pokonuje teraz w jakieś 53 sekundy.

- Jesteśmy fanami Maxa Verstappena, kierowcy F1, który też, jak nasz polski kierowca, Robert Kubica, zaczynał, od kartingu.
Obecnie Maksio chodzi do I klasy Szkoły Podstawowej nr 66 im. Misji Pokojowych ONZ z oddziałami sportowymi w Bydgoszczy. W grudniu 2021 będzie obchodził 7. urodziny. W tym wieku można już zdawać egzamin na licencję kartingową Polskiego Związku Motorowego.

Zapowiada się więc nowy rozdział życia na nowym gokarcie. Sprzęt jest dużo mocniejszy, siły działające na zakrętach są dużo większe, wszystko wymaga więcej siły i energii. Jako najmłodszemu przyjdzie Maksowi konkurować z dużo starszymi dziećmi, ponieważ to kategoria wiekowa 7-10 lat.

Karting to sport, który wiele uczy, ale też sporo kosztuje. Na razie jedynymi sponsorami Maksa są rodzice. Podają przykłady. - Pierwszy gokart kosztował 3500 złotych, a i tak był używany. Kombinezon dla Maksa kupiliśmy za 500 złotych, rękawice za 150, buty za 250. Gdy synek podrósł i zmienił wóz, podrosły nasze wydatki. Nie dostaniemy kasku za 500, tylko za 2500. Ochraniacz na szyję nie jest po 250, lecz po 1500. Dochodzą koszty paliwa i za noclegi.

- Będą nam potrzebni sponsorzy. Póki co, widzimy, jak Maks ciężko pracuje na wyniki. My natomiast ciężko pracujemy na to, żeby mógł się rozwijać.

W sezonie zimowym treningów jest mniej. - O ile pogoda dopisuje, ubieramy ciepłe rzeczy i śmigamy na tor - mówi chłopczyk. Teraz czeka na wiosnę, a przy okazji - na gwiazdora. Chciałby od niego czołg lego i komplet nowych opon do gokarta.

Maks „Błyskawica” mówi: - Chciałbym przez gazetę pozdrowić mamę, tatę, wujka Jacka i kolegów z toru: Szymona, Natana, Ksawerego, Leo, Tymka, Tomka, Emila, Rysia, Pawełka, Juliana oraz wszystkich z którymi się ścigałem. Widzimy się na zawodach!

Jest przysłowie „Jaki ojciec, taki syn”. W rodzinie bydgoszczan mogłoby brzmieć odwrotnie. - Niedawno kupiłem sobie „dorosłego” gokarta. Maks zaraził mnie pasją - przyznaje pan Michał.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie