Marilyn Monroe - żywa kreacja na sprzedaż

Andrzej Szczepkowski
Chociaż od jej śmierci minęło 40 lat, wciąż pozostaje symbolem seksu, zmysłowości i niewinności zarazem. Filmowe nazwisko i wizerunek Normy Jean Baker znają nawet ci, którzy w ogóle nie interesują się kinem.

Chociaż od jej śmierci minęło 40 lat, wciąż pozostaje symbolem seksu, zmysłowości i niewinności zarazem. Filmowe nazwisko i wizerunek Normy Jean Baker znają nawet ci, którzy w ogóle nie interesują się kinem. O nikim innym tyle nie powiedziano i nie napisano. Wciąż zdobi okładki dziesiątek czasopism i leksykonów filmowych. Jej imieniem w 1988 r. nazwano jedną z gwiazd, Coronę Borealis. Podobizna Marilyn - z podwiewaną sukienką, jak w filmie "Słomiany wdowiec" - została utrwalona w Gabinecie Figur Woskowych Madame Tussaud. Scenę z innego jej filmu "Mężczyźni wolą blondynki" skopiowała Madonna w teledysku "Material Girl". Do dziś powstają nowe teorie na temat śmierci aktorki. Marilyn Monroe stała się legendą, mitem.

Urodziła się 1 czerwca 1926 roku w Los Angeles. Jej dzieciństwo nie należało do najłatwiejszych. Ojciec, agent ubezpieczeniowy, odszedł zanim się urodziła. Gdy miała 9 lat jej matka, montażystka filmowa Gladys Baker (z domu Monroe), została zamknięta w zakładzie psychiatrycznym. Kilka najbliższych lat dorastająca Norma spędziła w sierocińcach i domach rodzin zastępczych. Szkolną edukację skończyła mając 16 lat i szybko wyszła za mąż za robotnika z lokalnej fabryki. To pierwsze małżeństwo późniejszej gwiazdy ekranu przetrwało zaledwie 3 lata, natomiast praca w Radio Plane Company zaowocowała pierwszymi sesjami fotograficznymi. To właśnie wówczas przefarbowała się na blond, zmieniła nazwisko i zaczęła pozować w kostiumach kąpielowych. Niektóre z tych zdjęć trafiły do reżysera Howarda Hughesa, który zaproponował młodej modelce testy ekranowe.

Przez pierwsze lata Monroe występowała jedynie w epizodach. Większe role otrzymała w "Asfaltowej dżungli" Johna Hustona oraz we "Wszystko o Ewie" Josepha L. Mankiewicza. Przełom przyszedł w roku 1953. Do kin weszły wówczas aż trzy filmy z nią w rolach głównych: "Niagara" Henry'ego Hathawaya, gdzie wcieliła się (jedyny raz w swojej karierze) w kobietę demoniczną, podżegającą do zbrodni, "Mężczyźni wolą blondynki" Howarda Hawksa, z którego pochodzi przebój "Dimonds Are a Girl's Best Friend" oraz "Jak poślubić milionera" Jeana Negulesco. Rodzący się już jej wizerunek jako bogini seksu, został jeszcze bardziej wzmocniony przez publikację na łamach Playboya jej roznegliżowanych zdjęć sprzed kilku lat. Marilyn stała się gwiazdą, ale jednocześnie - jak już sama siebie wielokrotnie nazywała - towarem na sprzedaż, przedmiotem.

Wbrew protestom aktorki producenci i reżyserzy nadal obsadzali ją w rolach głupich blondynek, kobiet, których morale bywa nieco podejrzane, eksploatując przede wszystkim jej cielesność. Był to jednak erotyzm chłodno wykalkulowany. Ubierano ją w kostiumy za małe o dwa numery, a podkreślające jej kształty, a jej specyficzny chód uzyskiwano ponoć poprzez skracanie jednego z obcasów. Regułą stało się, by przynajmniej w jednej scenie filmu kamera koncentrowała się na jej... pupie. Siłą rzeczy Marilyn stała się dla wszystkich mężczyzn obiektem pożądania.

Sukcesem okazały się kolejne dwa filmy z jej udziałem. Pierwszy to western z 1954 roku "Rzeka bez powrotu", z którego pochodzi przebój "There's No Business Like Showbusiness". Drugi to komedia Billy Wildera "Słomiany wdowiec" (1955). Właśnie z tego filmu pochodzi słynna scena z sukienką podwiewaną przez podmuch powietrza z tunelu metra, która rzekomo przyczyniła się do rozpadu jej drugiego małżeństwa z baseballistą Joe DiMaggio. Związek przetrwał zaledwie 9 miesięcy.

Tłumy kochały ją jako boginię seksu i miłości oraz "słodką idiotkę", jednak samą Marilyn wizerunek ten zaczął męczyć. Pragnęła dowieść, iż jest także dobrą aktorką, dlatego w 1955 roku wyjechała do Nowego Jorku. Tam zaczęła uczęszczać na kursy gry w słynnym Actors' Studio Lee Strasberga. Obracając się w tamtejszych kołach kulturalnych i intelektualnych poznała swojego trzeciego męża, dramaturga, Arthura Millera. Wkrótce założyła własną firmę i spod jej skrzydeł wypuściła dwa filmy: "Przystanek autobusowy" (1956) oraz "Księcia i aktoreczkę" (1957) w reżyserii i z udziałem samego Laurence'a Oliviera. Co prawda nie udało jej się uwolnić od ról tancerek i pieśniarek, ale osiągnęła swój cel: udowodniła, iż także potrafi grać. Potwierdziła to wspaniałą kreacją w jednej z najsłynniejszych komedii w historii kina "Pół żartem, pół serio" z 1959 w reżyserii Billy Wildera.

Jednocześnie prasa zaczęła coraz częściej donosić o jej problemach emocjonalnych, kaprysach, nerwowości, terapiach w klinikach psychiatrycznych, napadach histerii, depresjach, kolejnych poronieniach, a także romansach, m.in. z Yves Montandem, z którym zagrała w filmie "Pokochajmy się" (1960), a następnie z braćmi Johnem i Robertem Kenndy. Do legendy przeszło m.in. jej zmysłowe wykonanie piosenki "Happy Birthday, Mr President". Jeszcze w czasie kręcenia "Księcia i aktoreczki", po jednym z jej ataków, Laurence Olivier powiedział: "Czyż może być normalną kobieta, która wie że miliony mężczyzn na całym świecie chciałyby z nią iść do łóżka?".

W 1961 r. grając u uboku Clarke'a Gable, Monroe stworzyła swoją największą, ale i ostatnią kreację aktorską u Johna Hustona "Skłóceni z życiem" Johna Hustona. Scenariusz do filmu napisał Miller, z którym rozwiodła się tydzień przed jego premierą. Stan nerwowy Marilyn coraz bardziej się pogarszał. Nie pomógł nawet pobyt w klinice psychiatrycznej. Rozkojarzona i nieobecna nie potrafiła skupić się na nowej roli w filmie "Something's Got to Give". W czasie 32 dni zdjęciowych pojawiła się tylko 12 razy na planie. W tej sytuacji wytwórnia zawiesiła realizację filmu i zrezygnowała z usług gwiazdy, grożąc jej rozprawą sądową. Nigdy do niej nie doszło, bo miesiąc później, 5 sierpnia 1962 r., ciało Monroe znaleziono w jej domu w Los Angeles.

Orzeczenie lekarskie brzmiało: samobójstwo, w powodu przedawkowania środków nasennych. Niebawem jednak pojawiły się spekulacje mieszające w jej śmierć m.in. Roberta Kennedy'ego a nawet mafię. Zaczęto także szukać i analizować przyczyny tragedii. Stopniowo granice pomiędzy prawdą, a fikcją wykreowaną przez nią samą, specjalistów od reklamy, prasę i jej biografów, zaczęły się zacierać.
Została pochowana w Los Angeles na cmentarzu Westwood Memorial Park. Chciała, by na jej nagrobku umieszczono napis: "Tu leży Marilyn Monroe, 95-57-90". Nigdy tego nie uczyniono. Jednak i tak - jak pisze filmoznawca Alicja Helman: "Dla producentów, twórców i publiczności Marilyn Monroe była zawsze i wyłącznie ciałem. Ciałem nie tylko wystawionym na pokaz, kunsztownie wymodelowanym i opakowanym, ale także ciałem, które grało". Dodaje także: "Niezależnie od tego, jakie były rzeczywiste, naturalne warunki Marilyn Monroe, jej wizerunek był doskonale sztuczny, po prostu spreparowany. Norma Jean Baker nie była Marilyn Monroe. Była od stóp do głów zrobiona na Marilyn Monroe. Nie była osobą, lecz kreacją".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie