Michał z Bydgoszczy założył związek zawodowy w firmie. A po paru dniach... zwolniono go dyscyplinarnie

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Pan Michał założył związek zawodowy w firmie, bo miał nadzieję, że związkowcy dojdą do porozumienia z władzami przedsiębiorstwa i sytuacja wszystkich pracowników się poprawi. Nie wyszło...
Pan Michał założył związek zawodowy w firmie, bo miał nadzieję, że związkowcy dojdą do porozumienia z władzami przedsiębiorstwa i sytuacja wszystkich pracowników się poprawi. Nie wyszło... Paweł Relikowski/zdjęcie ilustracyjne
Dobrze się panu Michałowi pracowało w firmie informatycznej. Do czasu, jak założył związek zawodowy. Krótko po tym został zwolniony dyscyplinarnie. Został mu służbowy laptop. I żal.

Zobacz wideo: To już pewne. W 2021 roku będzie Czternasta Emerytura.

Krótko po studiach, czyli ponad 16 lat temu, bydgoszczanin dostał pracę. Zgodną z kwalifikacjami i umożliwiającą rozwój. Ekipa w pracy była liczna, bo to ponad tysiąc osób w samej Bydgoszczy. I była w porządku.

W porządku, zdaniem pana Michała (imię zmienione), było w firmie do czasu. - Na początku bieżącego roku zmienił się zarząd naszej spółki - mówi 43-latek. - Wtedy zaczęło się dziać źle. Nowe szefostwo zwracało uwagę jedynie na nasze wyniki. Liczył się zysk, a nie ludzie, którzy ten zysk wypracowują. Oczywiście w każdym przedsiębiorstwie ważne są wyniki ekonomiczne, ale człowiek nadal powinien mieć znaczenie. Nowi zwierzchnicy nie traktowali nas podmiotowo, tylko przedmiotowo. W dalszym ciągu wykonywaliśmy sumiennie zadania, lecz atmosfera się popsuła.

Związek zawodowy miał cel: uzdrowić sytuację w przedsiębiorstwie

Pan Michał uznał, że trzeba sytuację uzdrowić i trzeba działać.

- Zadziałałem: na początku kwietnia zaprosiłem kilkunastu pracowników na spotkanie. Założyliśmy pierwszy w naszej firmie związek zawodowy. To było 2 kwietnia. Ja z kolegą zostaliśmy założycielami tego związku. Nie powiadomiliśmy przełożonych, bo nie chcieliśmy, żeby władze naszego zakładu stanęły nam na przeszkodzie. Mogłyby sądzić, że związkowcy nie są wygodni dla szefostwa.

Formacja związkowa została oficjalnie uznana. Nasz rozmówca pokazuje wypis z Rejestru Komisji Zakładowych, Międzyzakładowych i Środowiskowych oraz innych podstawowych jednostek organizacyjnych związku zarejestrowanych przy Komisji Krajowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego „Inicjatywa Pracownicza” w Poznaniu. Rejestracji dokonano 5 kwietnia. Tu daty są istotne. Związkowcy otrzymują ochronę w momencie powstania związku. Nie można ich ot tak zwolnić. Chyba że np. dyscyplinarnie.

- 8 kwietnia powiadomiliśmy pracodawcę o utworzeniu związku - kontynuuje bydgoszczanin. - Z racji sytuacji pandemicznej, najpierw przesłałem skany dokumentów za pośrednictwem firmowej poczty. Na tę wiadomość nie było żadnego odzewu ze strony zarządu.

Koledzy ze związku zawodowego z problemami

Pan Michał z kolegą, czyli dwaj główni związkowcy, zaczęli mieć jednak kłopoty. - Obaj ujawniliśmy nasze zaangażowanie w związek zawodowy. Przystąpiło jeszcze 10 osób, ale ich danych personalnych nie przekazaliśmy zarządowi.

Tamta dziesiątka, jak twierdzi 43-latek, miała spokój, a on i jego kolega nie. - Nie przypadek, że szefostwo zaczęło śledzić każdy nasz ruch akurat, gdy założyliśmy związek.

Czytelnik podaje przykład. - 9 kwietnia wysłałem maila do znacznie większej grupy pracowników. To była informacja o nowo powstałym związku zawodowym. W załączniku wysłałem dla chętnych deklarację przystąpienia do naszej komisji zakładowej. Dodałem garść informacji o tym, co może się zmienić w naszym miejscu pracy.

E-mail służbowy niczym widmo

Pan Michał się zdziwił. - Jakąś godzinę po wysłaniu mail został odgórnie skasowany ze skrzynek pocztowych odbiorców. Z mojej również. Wiele osób zdążyło jednak go przeczytać. Niektórzy zrobili zdjęcia wiadomości, więc dowód istnieje. Wysłałem ponownie maila do ludzi z pracy z tą samą treścią. Znów przepadł.

12 kwietnia pan Michał sprawował opiekę nad dzieckiem z powodu zamknięcia przedszkola. - Mimo to pojechałem z córką do zakładu pracy, żeby przekazać zarządowi oryginały dokumentów. Czekaliśmy 2 godziny. Nikt nie znalazł dla mnie czasu. Pan kadrowy zniknął. Okazało się, że ukrył się przede mną.

Pan Michał zostawił więc dokumenty na portierni. Przy świadkach. I wrócił z dzieckiem do domu. Opisuje: - W tym samym czasie został wezwany pod jakimś pretekstem mój kolega. Ten, który ze mną reprezentował związek zawodowy i tak samo znajdował się pod ochroną. Wykonywał pracę zdalną, ale przyjechał. W trakcie pozorowanej rozmowy służbowej zmieniono temat. Zaczęto go straszyć konsekwencjami. Wymuszono na nim podpisanie porozumienia o rozwiązaniu umowy o pracę na warunkach odpowiadających zarządowi. Jeżeli tego by nie zrobił, wpisaliby mu do akt powód zwolnienia: utrata zaufania. Z takim wpisem nie znalazłby gdzie indziej zatrudnienia. Uległ.

Wkrótce do domu pana Michała zawitał gość. - Pani, która przedstawiła się i podała, że reprezentuje naszą firmę. Jak długo tu pracowałem, tak nigdy jej nie widziałem. Chciała wręczyć mi przesyłkę. Domyśliłem się, że to zwolnienie. Nie przyjąłem. Pani odjechała. Potem okazało się, że to pani detektyw. Firma ją wynajęła.

Koniec pracy, czyli zwolnienie dyscyplinarne

Rozwiązanie umowy o pracę przyszło na prywatną skrzynkę mailową mężczyzny. Był w szoku już po przeczytaniu pierwszych zdań: „Działając w imieniu (tutaj pada nazwa przedsiębiorstwa - przyp. red.) z siedzibą w Bydgoszczy, niniejszym rozwiązuję łączącą Pana z Pracodawcą umowę o pracę bez wypowiedzenia na podstawie art. 52 par. 1 pkt. 1 Kodeksu pracy z powodu rażącego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych”.

Szefostwo wśród przyczyn podało działanie w warunkach konfliktu interesów, ujawnianie kooperantom spółki informacji handlowych, w tym informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa.
- Fakt, przekazałem pewne dane jednej z firm, ale jest to nasz zaufany, wieloletni kontrahent - przekonuje pan Michał, odnosząc się do zarzutów. - Firma ta znajduje się na naszej liście preferowanych dostawców. W mojej ocenie nie miało to znamion naruszenia tajemnicy handlowej. W tej chwili szefostwo nawet nie mogło mnie zwolnić.
Przepisy odnośnie tzw. dyscyplinarki w ten sposób precyzują: „Rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika nie może nastąpić po upływie 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy”.

Mail o koleżance z firmy

43-latek uważa kolejne zarzuty wobec niego za absurdalne. - Chociażby te, że utrudniałem działania firmy. Ponoć naruszałem też, jak to kierownictwo określiło, zasady współżycia społecznego oraz Kodeks etyki. Wiem, do czego nawiązują. W mailu nazwałem jedną pracownicę grubą. To nie była wiadomość do niej, lecz do kogoś innego. Biję się w pierś: tak o niej napisałem. To jednak chyba nie powinno doprowadzić do zwolnienia, tym bardziej dyscyplinarnego.

Przedstawiciele spółki dają do zrozumienia, że ich firma zapewnia prawo pracowników do zrzeszania się. Prosimy kierownictwo o przekazanie szczegółów zwolnienia pracownika z 16-letnim stażem i do tej pory nienaganną opinią.

Odpowiedź brzmi: - Ze względu na przepisy prawa, pracodawca nie może udzielać informacji, ani komentować faktu, ani przyczyn rozwiązania umowy o pracę z konkretnym pracownikiem, ponieważ naruszałoby to bezwzględnie obowiązujące przepisy dotyczące ochrony danych osobowych oraz mogłoby prowadzić do naruszenia dóbr osobistych pracownika.

Przedstawiciel zarządu wyjaśnia ponadto: - Podejmowane przez pracodawcę działania, dotyczące indywidualnych stosunków pracy, są oparte na przesłankach merytorycznych i zgromadzonych dowodach. Przyczyny rozwiązania umowy o pracę na czas nieokreślony są każdorazowo zawarte w dokumencie rozwiązującym umowę. Jeżeli pracownik się z nimi nie zgadza, może odwołać się do sądu i przedstawić zastrzeżenia.

Przedstawiciel firmy tłumaczy również: - Ze względu na wysokie standardy etyczne, nie możemy tolerować naruszania zasad i działań, które narażają na szwank dobro i interes firmy i jej pracowników. Działania takie będą spotykać się ze zdecydowaną reakcją, a jeżeli będzie to konieczne, z krokami prawnymi, podejmowanymi przeciwko sprawcom naruszeń. Dotyczy to szczególnie nieprawidłowości ujawnianych w toku postępowań wewnętrznych.

To, że pracownicy różnych firm tracą pracę na podstawie siejącego strach art. 52, nie jest nowością. Zwalniani w trybie natychmiastowym są przeważnie ci, którzy rażąco zaniedbali obowiązki, notorycznie zaniedbywali obowiązki bądź w czasie trwania umowy o pracę popełnili przestępstwo.

Pizza na nocnej zmianie powodem zwolnienia z pracy

Niektóre powody są dość oryginalne. Dwie pracownice dyskontu w województwie opolskim podczas nocnej zmiany wzięły sobie pizzę i napój. Za towar zapłaciły dopiero rano. Obie straciły etaty. Kierownik dał im do wyboru - albo same napiszą prośby o rozwiązanie umowy, albo zostaną zwolnione dyscyplinarnie. Wybrały pierwszy wariant.

Na początku wybuchu pandemii firma z województwa warmińsko-mazurskiego przestrzegła kadrę, że ta ma informować przełożonych o wyjazdach zagranicznych. Uzasadniła to bezpieczeństwem utrzymania ciągłości pracy. Jeden z pracowników wyjechał do Holandii. Po powrocie nikomu nie wspomniał o dalekiej podróży. Stawił się w pracy, jak gdyby nigdy nic. Dyrektor pytał go o zagraniczny wyjazd, a ten za każdym razem kłamał. Prawda wyszła na jaw. Firma dyscyplinarnie zwolniła pracownika. Skierował sprawę do sądu. Sąd uznał rację pracodawcy.

Sprawa pana Michała pewnie też zakończy się w sądzie. Bydgoszczanin jest oficjalnie bezrobotny. Został mu do rozliczenia służbowy laptop i komórka. I został żal.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie