Mieszkańcy Okola w Bydgoszczy spać się boją, bo mury pękają. Winnych niby brak [zdjęcia]

Katarzyna Piojda
Mieszkańcy domu wielorodzinnego pokazują w swoich mieszkaniach szkody. To pęknięcia, do jakich doprowadzili - ich zdaniem - pracownicy remontujący chodnik.

- Nasz dom stoi 100 lat. Nic się nie działo, dopóki firma remontująca tuż obok chodnik nie poruszyła fundamentów. Teraz ściany nam pękają - mówią bydgoszczanie. A ta firma odpiera zarzuty.
Mieszkańcy domu wielorodzinnego pokazują w swoich mieszkaniach szkody. To pęknięcia, do jakich doprowadzili - ich zdaniem - pracownicy remontujący chodnik. - Nasz dom stoi 100 lat. Nic się nie działo, dopóki firma remontująca tuż obok chodnik nie poruszyła fundamentów. Teraz ściany nam pękają - mówią bydgoszczanie. A ta firma odpiera zarzuty. Dariusz Bloch
- Nasz dom stoi 100 lat. Nic się nie działo, dopóki firma remontująca tuż obok chodnik nie poruszyła fundamentów. Teraz ściany nam pękają - mówią bydgoszczanie. A ta firma odpiera zarzuty.

Zobacz wideo. Raport z budowy drogi ekspresowej S5

Kamienicę na bydgoskim Okolu zamieszkują cztery rodziny. Dwie na parterze, dwie na piętrze. Wszystkim żyło się spokojnie. Do czasu.

- Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej zlecił Spółdzielni Socjalnej „Bydgoszczanka” naprawę chodnika przy naszej kamienicy, to było w lutym - opowiadają mieszkańcy. - Ekipa budowlana prowadziła prace zbyt blisko naszego domu.

Wyczuwalne drgania

Dodają: - Tuż przy budynku znajdowały się kamienie w pewien sposób podtrzymujące fundamenty. Robotnicy ruszyli te kamienie, tym samym naruszyli fundamenty. Maszyna, której używali do prac, tworzyła wibracje. Drgania negatywnie wpłynęły na mury. Tego samego dnia na ścianach z zewnątrz zauważyliśmy pęknięcia. W mieszkaniach też je widać.

Nazajutrz lokatorzy z Okola powiadomili zarząd dróg o zniszczeniu ściany. Kolejnego dnia odbyła się wizja lokalna z udziałem kierownika budowy oraz przedstawiciela ZDMiKP.

Czytelnicy: - Dom istnieje 100 lat. Wiele przetrwał, ale naprawa pobliskiego chodnika mu zaszkodziła. Urzędnicy i wykonawca próbują nam wmówić, że mury zaczęły pękać ze starości. Nie damy się przekonać. To nie przypadek.

Zarząd dróg nie dopatrzył się winy po stronie „Bydgoszczanki”. Dopatrzył się za to innych rzeczy. „W czasie remontu zaobserwowano bardzo zły stan techniczny ceglanych fundamentów państwa budynku, brak izolacji pionowej zabezpieczającej fundament oraz występowanie rury odprowadzającej wodę opadową z dachu budynku do kanalizacji deszczowej. Silne zawilgocenie oraz liczne wykruszenia wskazują na pilną potrzebę sprawdzenia drożności i szczelności tej rury”.

Firma z doświadczeniem

Mieszkańcy nadal sądzą, że nie rura, lecz pomyłka ludzi, znaczy: ekipy budowlanej, doprowadziła do obecnej sytuacji.

Szefostwo spółdzielni socjalnej jednak nie czuje się winne. - Od 10 lat działamy na rynku i remonty chodników wykonujemy bardzo często - podkreśla Izabela Brywczyńska, prezes spółdzielni. - Sprzęt, jakiego użyliśmy do naprawy chodnika, to mała zagęszczarka. Z tej maszyny zawsze korzystamy podczas takich robót. Dotychczas nie spowodowała ona szkód, polegających na pękaniu ścian. Jest zbyt mała, aby spowodować uszkodzenia. Budynek już znajdował się w złym stanie technicznym zanim przystąpiliśmy do prac.

Mieszkańcy zwrócili się do rzeczoznawcy, który na ich zlecenie przygotował ekspertyzę. Stwierdził: - Pęknięcia ścian pozostają w bezpośrednim związku z prowadzonymi w połowie lutego pracami.

Lokatorzy mówią: - Oczekujemy oszacowania i pokrycia przez ubezpieczyciela „Bydgoszczanki” kosztów remontu naszych mieszkań.

Odpowiedź firmy ubezpieczeniowej rozczarowała wnioskujących: - Nie znajdujemy podstaw do przyjęcia odpowiedzialności odszkodowawczej w ramach zawartej umowy ubezpieczenia. Nie podejmujemy się kwestii rozstrzygania odpowiedzialności cywilnej po stronie ubezpieczonego, a jedynie wskazujemy, że brak jest ochrony polisowej dla tego typu zdarzenia.

Nowe bloki w pobliżu

Lokatorzy usłyszeli jeszcze taką wersję urzędników: - Wcześniej w pobliżu budowano apartamentowce z podziemnymi garażami. Być może naruszono strukturę wód gruntowych, co mogło wpłynąć na kondycję kamienicy.

Bydgoszczanie, którzy czują się pokrzywdzeni, szukali pomocy u prezydenta miasta. - Uznał, że wykonawca prowadzi tego rodzaju prace od lat i nie ma możliwości popełnienia błędów. Otóż ma. Doświadczenie nie gwarantuje bezbłędnego działania.

Sprawą zainteresował się Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego. Dokonał oględzin. Nie zgodził się z tym, co mówią mieszkańcy.

Zabezpieczenie obowiązkowe

- Teraz PINB każe nam zabezpieczyć budynek we własnym zakresie - kontynuują rozżaleni oni. - Według inspektora, mamy oklamrować ściany, a więc kupić specjalne klamry zabezpieczające przed niszczeniem ścian. Mamy także zainwestować w podpory. Stanęłyby na chodniku, a trzymałyby mur w pionie.

Inaczej budynek będzie groził zawaleniem. - Wtedy wszyscy będziemy musieli się wyprowadzić w trybie pilnym - dopowiadają właściciele mieszkań. - Sprawdzaliśmy ceny zabezpieczeń. Musielibyśmy wydać przynajmniej 50 tys. zł. Nie chcemy płacić za coś, czego nie popsuliśmy.

W „Bydgoszczance” zaznaczają, że temat jest zakończony.

- Dla nas nie. Jeśli trzeba, spotkamy się w sądzie - zapowiadają mieszkańcy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie