Nie chcą dyrektora

piet
Nauczyciele Szkoły Podstawowej w Białych Błotach domagają się odwołania dyrektora. Zarzucają mu brak kompetencji, złe pełnienie nadzoru pedagogicznego i częste nieobecności.

Nauczyciele Szkoły Podstawowej w Białych Błotach domagają się odwołania dyrektora. Zarzucają mu brak kompetencji, złe pełnienie nadzoru pedagogicznego i częste nieobecności. - Zarzuty są po prostu bezpodstawne, a cała sprawa ma tło polityczne - odpiera Janusz Andrysiak, dyrektor podstawówki. O losach dyrektora ostatecznie najprawdopodobniej zdecyduje Kuratorium Oświaty.
Janusz Andrysiak (prywatnie mąż przewodniczącej Sejmiku Samorządowego Kujawsko-Pomorskiego) został desygnowany na dyrektora SP w Białych Błotach w sierpniu ubr. przez ówczesnego wójta. Wcześniej nie rozstrzygnięto konkursu na to stanowisko. Kilka dni temu na nadzwyczajnej Radzie Pedagogicznej zdecydowano: wotum nieufności dla J. Andrysiaka. Dlaczego?

- Od momentu gdy objął funkcję, często nie było go w pracy, w ogóle nie interesował się życiem szkoły, nie sprawował więc właściwego nadzoru pedagogicznego. Poza tym, zarzucono mu brak znajomości przepisów oświaty - mówi o liście zarzutów zastępczyni dyrektora Danuta Ferensztain. Stawała ona w lipcowym konkursie na stanowisko dyrektora, ale w ostatniej chwili wycofała się. - Poza tym, nie chcemy żeby szkoła była miejscem partyjnych spotkań. Do czasu wyborów tak właśnie było - dodaje Bogusław Pawłowski, nauczyciel w.f.

Przebywający od kilku dni na zwolnieniu lekarskim J. Andrysiak jest zażenowany kierowanymi pod jego adresem zarzutami. - Na krótko przed Radą Pedagogiczną nieoficjalnie dowiedziałem się, że niektórzy nauczyciele robią wszystko, żeby mnie się pozbyć. Poszedłem, powiedziałem: "chciałbym poznać zarzuty, skonfrontujmy je". Nie doczekałem się. Poznałem je na radzie, kiedy głosowano wniosek - mówi. Dyrektor jest pewien tego, że to nie merytoryczne powody zaważyły na werdykcie wydanym przez część grona. - Wiedzą o tym nauczyciele, którzy trzymają za mnie kciuki. Wszystkie te zarzuty są wyssane z palca. Cała szkoła była na mojej głowie. Od sierpnia pochłonięty jestem sprawami przejęcia szkoły po poprzedniku i wieloma procedurami z tym związanymi. Cała ta sprawa to zamach na moją osobę, tylko dlatego, że powołany zostałem przez poprzednią władzę. O tym, czy sprawowałem właściwy nadzór pedagogiczny może wypowiadać się jedynie Kuratorium Oświaty, a nie osoby, którym zależy na mojej dymisji - odpiera J. Andrysiak.

Zarzuty stawiane dyrektorowi, na wniosek nauczycieli, badała już Komisja Oświaty Rady Gminy, która początkowo nie potwierdziła stawianych zarzutów. Zmieniła zdanie podczas wtorkowego posiedzenia, przychylając się do wniosku o odwołanie J. Andrysiaka ( w obradach wzięła udział kilkunastoosobowa grupa nauczycieli).

Losy dyrektora będą ważyły się podczas posiedzenia całej Rady Gminy. Jeśli radni uznają racje Rady Pedagogicznej, wówczas zgodę na jego zwolnienie wydać będzie musiał Kurator Oświaty.

Jak nam powiedział Jarosław Słoma, p.o. wicekuratora oświaty w Bydgoszczy, wnioski składane przez nauczycieli o odwołanie dyrekcji należą do rzadkich. - W swojej praktyce nie spotkałem się jeszcze z takim przypadkiem. Niewątpliwie, jeśli taki wniosek do nas trafi, procedura zbadania zarzutów zostanie wszczęta. Gmina będzie mogła zwolnić dyrektora dopiero po uzyskaniu naszej pozytywnej opinii - poinformował kurator J. Słoma.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie