Nie dla zniżek

piet
Tylko część bydgoskich taksówkarzy przyłączyła się wczoraj do protestu polegającego na nieprzyjmowaniu zleceń radiowych. Kierowcy chcą w ten sposób wymóc na prezesach korporacji wycofanie się ze zniżek oferowanych ...

Tylko część bydgoskich taksówkarzy przyłączyła się wczoraj do protestu polegającego na nieprzyjmowaniu zleceń radiowych. Kierowcy chcą w ten sposób wymóc na prezesach korporacji wycofanie się ze zniżek oferowanych klientom. Ci ostatni uważają, że protest nie odniósł skutku.

Taksówkarze protestują, bo - jak mówią - jeżdżenie w korporacjach coraz mniej im się opłaca. W środę na większości postojów pojawiły nie podpisane komunikaty, w których nawoływano do strajku. Wczoraj od godziny12.00 (przez całą dobę) wszyscy mieli wyłączyć swoje radia i nie przyjmować z centrali zamówień. "W jedności siła!" - podpisano apel. Ilu bydgoskich kierowców taksówek przyłączyło się do protestu? Nie wiadomo. Pewne jest jednak to, że "jedności" w środowisku taksówkarzy zabrakło.

Na postoju przy placu Piastowskim tylko kilku z oczekujących taksówkarzy rozłączyła się z bazą. W pewnym momencie kolejkę zaczął opuszczać kierowca "Zrzeszonych". Pod jego adresem ze strony innych kolejkowiczów posypały się ostre słowa. - Oni zawsze się wyłamywali - skwitował jeden z kierowców strajkujących.

- Płacę korporacji 80 złotych ryczałtu plus 80 groszy od każdego zlecenia. Jakby tego było mało, muszę dać klientowi upust. W mojej kieszeni zostaje niewiele. Jak tak dalej pójdzie, okaże się, że będę musiał dopłacać do interesu - denerwował się kierowca z "Expressu", a wtórowali mu koledzy. - Nie jest potrzebna ta wojna na zniżki - mówił kierujący z "Łuczniczki". - Ja mam wyłączone radio, bo dziś po prostu nie pracuję. Nie sądzę, aby taki strajk jak dzisiejszy coś zmienił. Nikt nic nie wie - mówił kierowca, proszący o nie ujawnianie jego danych. - Boi się pan? - zapytany nie zaprzeczył. - Przecież mogę stracić pracę. Każdy się boi, a w ogóle to ja dziś nie jeżdżę. Na żonę czekam - mówił kierowca samochodu stojącego w kolejce jako pierwszy.

- Coś słyszałem, ale nie wiem czy zastrajkuję - tłumaczył wczoraj po południu pan Jerzy z "Komfortu", który przywiózł klienta pod dworzec PKP. - Muszę się porozumieć z kolegami w tej sprawie. Pewnie, że nie podobają mi się te zniżki. O proszę, wybiło 10 złotych i 60 groszy. Jednak klient zapłacił osiem złotych, bo tyle zostało po czterdziestoprocentowym rabacie. Tylko, że ja z tego część muszę odprowadzić do firmy. Nikt nie jest zadowolony - wzdychał kierowca.
Protestujących popierają niezrzeszeni kierowcy. - Nie rozumiem, co ich jeszcze trzyma w korporacjach. Skoro im tak źle, to niech jeżdżą na własną rękę! Czyżby byli aż tak naiwni? - mówił kierowca mitsubishi, który w jednej z bydgoskich korporacji przepracował miesiąc.

Czy kierowcom uda się wymusić wycofanie zniżek? Wszystko wskazuje, że nie. Wymiar strat spowodowanych protestem znany będą jutro. Andrzej Lipiński, prezes "Łuczniczki" mimo protestu nie zauważył zmniejszonej liczby kursów. Jego zdaniem, jedynym sposobem na rozwiązanie problemów taksówkarskich jest ograniczenie liczby kierowców. - Jest nas po prostu za dużo. Protestują zdeterminowani, którzy nie wytrzymują praw rynku. Jest tak jak w powiedzeniu: jak stado wilków, nie ma co jeść. To sobie ogony podgryzają. Tylko co to da? To pytanie retoryczne - powiedział A. Lipiński.

Kto zapłaci za budowę fabryki Izery w Jaworznie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie