Odchudzanie kosztem załogi

jar
Czarne chmury zawisły nad bydgoskimi Zakładami Mięsnymi Byd-Meat SA. Prokuratura Okręgowa sprawdza, czy władze spółki nie dopuściły się wielomilionowych nadużyć, tymczasem co miesiąc na bruk trafia dziesięciu kolejnych ...

Czarne chmury zawisły nad bydgoskimi Zakładami Mięsnymi Byd-Meat SA. Prokuratura Okręgowa sprawdza, czy władze spółki nie dopuściły się wielomilionowych nadużyć, tymczasem co miesiąc na bruk trafia dziesięciu kolejnych pracowników Byd-Meat. Sytuacją zakładów zaniepokoił się wojewoda Romuald Kosieniak.

Śledztwo w sprawie domniemanych nadużyć finansowych w Zakładach Mięsnych trwa od miesiąca. Prokuratura Okręgowa nadal przekopuje się przez obfitą dokumentację przekazaną przez Urząd Kontroli Skarbowej. - Materiały pokontrolne liczą aż osiem tomów. Po ich zweryfikowaniu zapadną decyzje co do dalszego toku śledztwa - mówi rzecznik prokuratury Jan Bednarek.

Na razie nikt podejrzanym nie jest, ale śledczy mają poważne podstawy, by sądzić, że kierownictwo spółki działało na jej niekorzyść. Chodzi o grunty przy ulicy Fordońskiej w Bydgoszczy przekazane Byd-Meat SA w użytkowanie wieczyste przez wojewodę. Miały na nich powstać nowe zakłady. Z łona Byd-Meat wyszła spółka-córka Kujawy, która miała zająć się obsługą tej inwestycji. Jedynym udziałowcem Kujaw były zakłady Byd-Meat, które wniosły do niej aportem prawo wieczystego użytkowania i prawo własności budynków.

Ale zakłady nie powstały przy Fordońskiej, zaś grunty i budynki zostały sprzedane firmie budującej tam hipermarket Auchan. Pieniądze - ponad 27 milionów złotych, trafiły na konto spółki Kujawy. Wiadomo, że nie zostały przeznaczone na inwestycje. Na co je wydano - to właśnie niepokoi prokuratorów.
Prezes Byd-Meat Marek Sadkowski twierdzi, że z pieniędzmi nie stało się nic złego - według niego podniesiono nimi kapitał zakładowy spółki Kujawy. Równie optymistycznie odnosi się do informacji o zwolnieniach w zakładach mięsnych. Prezes Sadkowski nie używa nazwy "zwolnienia grupowe", choć zgodnie z zatwierdzonym przez radę nadzorczą planem w ciągu roku załoga ma zostać zmniejszona o sto osób, z 470 do 370, co ma zostać osiągnięte w listopadzie tego roku.

- Miesięcznie zwalniamy 8-10 osób. Decyduje przydatność dla zakładu i zdolności zawodowe. Dla fachowców mamy propozycję pracy w branży mięsnej w Niemczech. Zainteresowanie jest jednak znikome, choć praca jest całkowicie legalna, a zarobki sięgają 3 tysięcy dawnych marek - mówi M. Sadkowski.
Władze spółki uzasadniają zwolnienia koniecznością podniesienia wydajności pracy, tak aby zbliżyć ją do norm unijnych. Obecnie wydajność w Byd-Meat, jak i całej branży mięsnej w Polsce, jest dwu-trzykrotnie niższa od unijnej. Nikt nie wspomina o tym, że wpływ na zwolnienia może mieć sprawa badana przez prokuraturę.

Mimo nie najlepszej sytuacji firmy, pracownicy mówią o bajońskich wynagrodzeniach dla kadry kierowniczej, wielokrotnie przekraczających pensje pionu produkcyjnego. Prezes Sadkowski tym doniesieniom zaprzecza, choć nie chce ujawnić wysokości zarobków zarządu, zasłaniając się "ochroną danych osobowych". Zgadza się tylko ujawnić, że średnie wynagrodzenie brutto w Byd-Meat wynosi 1800 zł.

Wojewoda kujawsko-pomorski, przedstawiciel Skarbu Państwa w spółce, jest zaniepokojony jej kondycją. Jak się dowiedzieliśmy, niedawno doszło nawet w tej sprawie do poufnego spotkania Romualda Kosieniaka z dyrektorem delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Bydgoszczy pułkownikiem Piotrem Lenartem.

Wyższe mandaty od skarbówki z początkiem maja

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie