Ostatnie tygodnie pokoju. Letnisko, kolonie, śluby. Piękne i dramatyczne lato 1939

Hanka Sowińska
Hanka Sowińska
Kpt. Edward  Kwitowski  z żoną Zofią, szwagierką i córką Krystyną (pani Krystyna zmarła w maju tego roku, miała 90 lat). Rodziny wojskowych z  Inowrocławia były  ewakuo­wane do Mińska Mazowieckiego. Tam córka widziała ojca ostatni raz
Kpt. Edward Kwitowski z żoną Zofią, szwagierką i córką Krystyną (pani Krystyna zmarła w maju tego roku, miała 90 lat). Rodziny wojskowych z Inowrocławia były ewakuo­wane do Mińska Mazowieckiego. Tam córka widziała ojca ostatni raz Fot. Zbiory Krystyny Hoffmann/Archiwum GP
W rodzinach wojskowych wakacje spędzano bez mężów i ojców. Jeśli panowie wpadali „na letnisko”, to tylko na chwilkę. Wojny nie wyobrażała sobie młodzież, która masowo wyjeżdżała na obozy i kolonie. Narzeczeni decydowali się na skromne śluby, bo czasy były niepewne...

Miały po kilka lat, a jednak lato 1939 r. zapamiętały w szczegółach. W opowieściach sielankowe obrazki mieszają się z tragediami, które dotknęły ich rodziny.

Na letnisku w Garbatce

Barbara Bocheńska z d. Lubin­kowska, córka Bronisława i Gertrudy ze Sper­kow­skich widziała ojca ostatni raz 28 sierpnia.

Z mamą i maleńką siostrą Julittą spędzałyśmy wakacje w Garbatce pod Radomiem. Tata wpadł na chwilę. To był dzień jego urodzin. Mamie zostawił pistolet i prosił, abyśmy nie wracały do Warszawy. Wiedział, że będzie wojna – wspominała.

Bronisław Lubinkowski był słuchaczem Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu. Po jej ukończeniu w 1927 r. został mianowany podporucznikiem w Korpusie Oficerów Marynarki Wojennej. Odbył też kurs pilotażu w Bydgoszczy.

Podczas pobytu w grodzie nad Brdą poznał Gertrudę Sperkowską. Ślub odbył się w 1930 r. Z Bydgoszczy małżonkowie przenieśli się do Pucka. Bronisław trafił do Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Mając 33 lata został zastępcą komendanta portu wojennego w Gdyni, dwa lata później był już w sztabie Marynarki Wojennej w Warszawie.

Lubinkowscy z córeczkami mieszkali w willi na Mokotowie. - Był tam wspaniały ogród, a ja bawiłam się z dziećmi dozorcy. To on, we wrześniu 1939 roku, uratował nasz cały dobytek – opowiadała pani Barbara.

22 listopada 1939 r. Gertruda Lubinkowska otrzymała pierwszą, a zarazem jedyną wiadomość od męża. Bronisław donosił, że jest w niewoli, że modli się za najbliższych. Prosił, by rodzina pisała tylko jeden list w miesiącu. Na końcu, po rosyjsku, dopisał adres obozu w Kozielsku.

Szczątki kpt. Bronisława Lubinkowskiego ekshumowano w kwietniu 1943 r., kiedy Niemcy odkryli w Katyniu zbiorowe mogiły polskich oficerów zamordowanych wiosną 1940 r.

Gertruda i Bronisław Lubinkowscy na raucie na Zamku Królewskim.  - Tato wpadł do nas na letnisko w Garbatce 28 sierpnia. Mówił, że będzie wojna - wspominała
Gertruda i Bronisław Lubinkowscy na raucie na Zamku Królewskim. - Tato wpadł do nas na letnisko w Garbatce 28 sierpnia. Mówił, że będzie wojna - wspominała córka Fot. Zbiory prywatne Barbary Bocheńskiej/Archiwum GP

Zrobili z nas nędzarzy

Szczęśliwe dzieciństwo Basi Fernezy i jej o dwa lata młodszego brata Leszka legło w gruzach wraz z wybuchem II wojny i sowiecką okupacją.

- Wcześniej były ostatnie wakacje, które spędzaliśmy na letnisku w Kosowo Kuty nad Czeremeszem. Tato przyjechał po nas już pod koniec lipca - opowiada Barbara Szymankiewicz, z d. Fernezy

Paweł Fernezy pochodził z Glinianek (dawne województwo tarnopolskie). W 1927 r. zdał maturę we Lwowie, następnie ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyń­skim. Przez kolejne trzy lata uczył się w Szkole Podchorążych Artylerii w Toruniu.

Od 1930 r., wpierw jako podporucznik, potem porucznik służył w 11. Pułku Artylerii Lekkiej w Stanisławowie. Pracował w dowództwie, więc do domu w Kołomyi przyjeżdżał na sobotę i niedzielę.

W czasie wojny obronnej por. Fernezy wraz ze swoim pułkiem walczył w okolicach Lwowa.

Tato wrócił do domu pod koniec września. Może ze dwa dni był z nami. Przyszło po niego NKWD. Pierwszą kartkę z obozu w Starobielsku napisał 28 listopada 1939 r., ostatnią 9 marca 1940 r.

Rodzina por. Fernezy, który zginął od strzału w tył głowy w siedzibie NKWD w Charkowie wiosną 1940 r., znalazła się na listach Polaków przeznaczonych do deportacji. Drugą wywózkę Sowieci rozpoczęli nocą z 12 na 13 kwietnia 1940 r.

- W ciągu kilku miesięcy zrobiono z nas nędzarzy. Dowodem zdjęcia z Uzdarnika i z ostatnich wakacji - pani Barbara pokazuje odbitki: jedną z letniska Kosowo Kuty, drugą z Kazachstanu.

Najbliżsi por. Fernezy przeżyli pobyt na „nieludzkiej ziemi”. Przez Teheran Maria z dziećmi dotarła do Tengeru, w Brytyjskiej Afryce Wschodniej (obecnie Tanzania). Do Polski wrócili w 1948 r.

Paweł Fernezy z żoną Marią z Kisielewskich i córeczką Basią.  - Ostatnie wakacje spędzaliśmy na letnisku Kosowo Kuty nad Czeremeszem - opowiadała Barbara
Paweł Fernezy z żoną Marią z Kisielewskich i córeczką Basią.
- Ostatnie wakacje spędzaliśmy na letnisku Kosowo Kuty nad Czeremeszem - opowiadała Barbara Szymankiewicz

Fot. Zbiory Barbary Szymankiewicz

Szczęśliwy powrót Hali

Położona na drugim końcu Polski, w województwie stanisławowskim (obecnie Ukraina) stanowiła „pewnego rodzaju ambasadę Bydgoszczy w Małopolsce Wschodniej”. Tak o Meczysz­czu, uroczej miejscowości nad rzeką Czeczwą, pisał we wrześniu 1932 r. „Dziennik Bydgoski”. Okazją było otwarcie kolonijnego ośrodka, będącego własnością Miejskiego Katolickiego Gimnazjum Żeńskiego w Bydgoszczy.

- Moja starsza siostra Hala była uczennicą tego gimnazjum. W sierpniu pojechała na kolonie właśnie do Me­czyszcza. Tam zastał ją wybuch wojny - opowiadała kilka lat temu Ludwika Łoża, z d. Majchrzak.

Helena i Ludwik Majchrza­kowie, rodzice Halinki i Ludwiki bardzo przeżywali nieobecność starszej córki.
- Wojna sprawiła, że Hala wracała do domu kilka tygodni. Jakaż była radość, kiedy wreszcie do nas dołączyła. Był 18 października. Pamiętam jakby to było wczoraj. Mieszkaliśmy w kamienicy przy ul. Promenada 3 (obecnie Jagiellońska 51). Byłam akurat na korytarzu, bo tato przyklejał na drzwiach listę lokatorów, zgodnie z niemieckim zarządzeniem. Usłyszałam kroki i wychyliłam się przez poręcz. Zobaczyłam siostrę. Jacy byliśmy wtedy szczęśliwi...

Niebawem radość ustąpiła miejsca niepewności, przerażeniu, potem rozpaczy. 14 grudnia 1939 r. Ludwik Majchrzak stanął przed Sądem Specjalnym oskarżony o… współsprawstwo w morderstwie (absurdalne oskarżenie volksdeustcha Eugeniusza Zirklera z ul. Krakowskiej 15).

- Egzekucja odbyła się 21 grudnia - przypomniała pani Ludwika.

Helena i Ludwik Majchrzakowie z córkami. - Z ostatnich wakacji w Meczyszczu Hala wracała  do domu kilka tygodni - wspominała młodsza siostra Ludwika
Helena i Ludwik Majchrzakowie z córkami. - Z ostatnich wakacji w Meczyszczu Hala wracała do domu kilka tygodni - wspominała młodsza siostra Ludwika Łoża
Fot. Zbiory Ludwiki Łoży/Archiwum GP

Ślub w przededniu wojny

W lipcu 1939 r., w Warszawie, sakramentalne „Tak” powiedzieli sobie: bydgoszczanka Marianna z Gogolińskich i kpt. Tomasz Skarżyński. Świadkiem na ich ślubie była siostra panny młodej.

Ślub był skromny, wojna wisiała w powietrzu. Wtedy też po raz ostatni widziałam mojego narzeczonego Stanisława Kowalczyka, który zginął w Katyniu - opowiadała przed laty pani Anna.

W czasie okupacji Marian­na i Tomasz wyjechali do Lublina, tam zaangażowali się w konspirację. Kpt. Skarżyński padł ofiarą gestapowskiego agenta. Został stracony w KL Auschwitz.

W maju 1939 r., w bydgoskim kościele garnizonowym odbył się ślub Haliny Raczkowskiej i kpt. Kazimierza Makówki. Młoda para zamieszkała w Krośnie, bo tam w lutym przeniosła się Szkoła Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich, w której kpt. Makówka był obserwatorem lotniczym.

Po wybuchu wojny szkołę ewakuowano do Łucka. Kpt. Makówka był jeńcem Starobielska. Wiosną 1940 r. Halina została wdową. Wtedy też w Katyniu straciła brata Janusza. Pół roku wcześniej Niemcy zamordowali w Bydgoszczy jej ojca Tadeusza Raczkowskiego, dyrektora Szkoły Rolniczej. Zginęli również krewni Haliny – brat jej ojca Bogdan Raczkowski, jego żona Maria i córka Danuta. Tragedia rodziny Raczkowskich rozegrała się w Bydgoszczy na początku października 1939 r.

Anna Gogolińska z narzeczonym Stanisławem Kowalczykiem na bydgoskim Starym Rynku. - Staszek znalazł się w obozie w Kozielsku. Przysłał jeden list - opowiadała
Anna Gogolińska z narzeczonym Stanisławem Kowalczykiem na bydgoskim Starym Rynku. - Staszek znalazł się w obozie w Kozielsku. Przysłał jeden list - opowiadała pani Anna Fot. Zbiory prywatne Anny Słabickiej/Archiwum GP

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Materiał oryginalny: Ostatnie tygodnie pokoju. Letnisko, kolonie, śluby. Piękne i dramatyczne lato 1939 - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie