Polskie szkoły toną w spalinach? Dzieci coraz częściej dowożone są do placówek samochodami rodziców

Materiał informacyjny Polskiego Klubu Ekologicznego
Czas powrotu do szkół jest w tym roku szczególnie trudny. Wiele osób w związku z sytuacją epidemiologiczną decyduje się na odwożenie swoich dzieci do szkoły samochodem. Choć rodzice chcą w ten sposób zwiększyć bezpieczeństwo swoich pociech, nieświadomie narażają je na inne zagrożenie.

Ze względu na pandemię koronawirusa znacznie częściej decydujemy się na prywatny transport. Tymczasem badanie przeprowadzone na zlecenie Polskiego Klubu Ekologicznego pt. „Droga do szkoły, a jakość powietrza”, dobitnie pokazuje, że im więcej osób dowozi dzieci do szkoły samochodami, tym większe jest zanieczyszczenie powietrza wokół danej placówki.

Na dodatek część obiektów edukacyjnych sąsiaduje z ruchliwymi drogami. Dla przykładu z raportu wynika, że obok jednej z bydgoskich szkół (Szkoły Podstawowej nr 35) każdego dnia przejeżdża prawie 6 tys. pojazdów.

Jak podkreśla przewodniczący Stowarzyszenia Społeczny Rzecznik Pieszych, Paweł Górny, w Bydgoszczy wybrano do badania szkoły przy trzech ulicach o małym, średnim i dużym natężeniu ruchu samochodowego – Ważne było zróżnicowanie lokalizacji szkół, tak aby dobrze uchwycić wpływ samochodów na jakość powietrza. Jesteśmy wdzięczni dyrektorom szkół, członkom rady osiedla Miedzyń-Prądy oraz Miejskiemu Ośrodkowi Edukacji Nauczycieli za współpracę przy koordynacji działań.

Choć wiadomo, że intensywny ruch negatywnie wpływa na czystość powietrza w wielu badanych palcówkach, to na razie analizy dały tylko szczątkowe wyniki. – Przydatne byłoby utworzenie stałych stacji pomiarowych szczególnie tam, gdzie szkoły mieszczą się przy ulicach z dużym natężeniem ruchu. Dzięki temu moglibyśmy poznać rzeczywistą skalę problemu. Brak danych o poziomie zanieczyszczania może usypiać naszą czujność, a przecież zdrowie i bezpieczeństwo dzieci powinno być dla nas priorytetem – tłumaczy Urszula Stefanowicz z Polskiego Klubu Ekologicznego Okręgu Mazowieckiego.

Także sam dojazd samochodem do szkoły naraża dziecko na kontakt ze spalinami, bowiem we wnętrzu auta nie jesteśmy chronieni przed zanieczyszczeniem z zewnątrz. Dane GUS pokazują, że 80 proc. pojazdów zarejestrowanych w Polsce jest starsze niż 10 lat, 57 proc. ma ponad 15 lat, a 37 proc. ma więcej niż 20 lat. Oznacza to, że większość samochodów jeżdżących po rodzimych drogach nie spełnia obecnie obowiązujących norm emisyjnych, które i tak wymagają dalszego zaostrzenia. Podobnie nie ma co liczyć na to, że ich filtry kabinowe są wystarczająco skuteczne.

*

Spaliny szczególnie niebezpieczne dla dzieci

Autorzy badania podkreślają, że dzieci są szczególnie narażone na negatywne działanie spalin, m.in. bardzo szkodliwego dwutlenku azotu.

Najmłodsi Polacy są niżsi niż osoby dorosłe, a co za tym idzie ich drogi oddechowe także znajdują się na mniejszej wysokości, czyli też bliżej poziomu rur wydechowych, gdzie w powietrzu przy drodze lub w miejscu zatrzymywania się pojazdów unosi się najwięcej toksycznych i niebezpiecznych substancji.

Ponadto młodzi ludzie mają w stosunku do masy ciała znacznie większą aktywność oddechową w porównaniu z dorosłymi, co w przypadku zanieczyszczonego powietrza działa na ich niekorzyść. Do tego dochodzi fakt, że dziecięcy system odpornościowy nie jest jeszcze całkowicie wykształcony. W związku z tym najmłodsi dużo silniej reagują na działanie substancji trujących i drażniących.

Co zatem można zrobić?

Warto postawić przede wszystkim na dialog ze szkołami, rodzicami i lokalnymi mieszkańcami w kwestii zwiększenia bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów. Ankiety przeprowadzone wśród rodziców pokazały między innymi, że nie wysyłają oni dzieci do szkół rowerem właśnie z obawy o ich bezpieczeństwo. Jego poprawie mogłaby służyć. budowa dróg rowerowych łączących szkoły z najbliższymi osiedlami mieszkaniowymi. Przydatne byłyby też inwestycje w monitorowane i zadaszone parkingi dla rowerów na terenie placówek.

Zmniejszy to obawy rodziców i zachęci przynajmniej część z nich do rezygnacji z dowożenia dzieci samochodem. A to z kolei przełoży się na mniejszy ruch drogowy, wzrost bezpieczeństwa i ograniczenie emisji. Istotnym plusem takiego rozwiązania, jest też to, że dzieci zyskają więcej ruchu, co pozytywnie przełoży się na ich stan zdrowia. Staną się również bardziej samodzielne i przyswoją sobie dobre nawyki w zakresie mobilności.

Dobrym pomysłem może się okazać także niewielka ingerencja w infrastrukturę drogową. We Wrocławiu testowane jest rozwiązanie o nazwie „Szkolne ulice”. Polega ono na tym, że uliczkę lub jej fragment przy placówce zamyka się na pół godziny w szczycie porannych dowozów do szkoły. To znacznie ograniczyło emisję spalin w newralgicznym miejscu i czasie, gdy najwięcej uczniów dociera do szkoły. Wcześniej jednak trzeba wyjaśnić zainteresowanym stronom, na czym polegać będzie chwilowa zmiana organizacji ruchu i w jakim celu jest przeprowadzana.

*

Pojawiają się również pomysły zmiany drogowego krajobrazu w okolicach szkoły, aby zwiększyć bezpieczeństwo uczniów poprzez „środki kontroli prędkości”. W tym kontekście wymienia się m.in. poszerzanie chodników, zawężenia jezdni (szykany), czy wyniesione odcinki jezdni, przejścia dla pieszych lub skrzyżowania.

Raport „Droga do szkoły, a jakość powietrza” jest dostępny na stronie pkeom.pl

Dodaj ogłoszenie