Ponad 2 lata Sara z Bydgoszczy walczyła z rakiem. Pokonała go, mimo że lekarze nie dawali jej większych szans!

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Skromna młoda kobieta - oto Sara. I to ona znalazła w sobie siłę, żeby pokonać nowotwór.
Skromna młoda kobieta - oto Sara. I to ona znalazła w sobie siłę, żeby pokonać nowotwór. nadesłane
Udostępnij:
- Rok temu lekarze mówili, że w moim stanie nic nie da się już zrobić, a rodzinie kazali przygotować się na najgorsze - wspomina Sara z Bydgoszczy. Teraz właśnie z rodziną świętuje. Ma powody: wygrała walkę z nowotworem.

Zobacz wideo: Rozbudowa szpitala Biziela w Bydgoszczy.

Bydgoszczanka w listopadzie 2019 roku poszła do lekarza. Spodziewała się rutynowej kontroli. Po tej wizycie życie 23-latki jednak do rutyny przez długi czas nie wróciło. Diagnoza brzmiała: nowotwór złośliwy jajnika. Wkrótce okazało się, że widać przerzuty do węzłów chłonnych. Zaczęła się walka z rakiem, pobyty w szpitalu, wyjazdy do specjalistów.

- Rok temu lekarze mówili, że w moim stanie nic nie da się już zrobić i pozostaje mi tylko leczenie paliatywne, a moja rodzina ma przygotować się na najgorsze - opowiada Sara.

W szpitalu w samym 2020 roku pacjentka spędziła ponad trzy miesiące. Rodzice wydawali tysiące złotych na prywatne konsultacje córki, jej fizjoterapię, leki, specjalne posiłki. Jedynie tata Sary pracuje. Mama musiała zająć się chorą córką, której najprostsze czynności, jak ubieranie się, sprawiało kłopot.

Gdy bliscy i przyjaciele bydgoszczanki zorganizowali w internecie zbiórkę, liczyli, że ludzie dobrej woli przekażą jakieś 100 tysięcy złotych, przecież tylu jest potrzebujących. Szok, bo wpłacili ponad 263 tys..

Teraz rodzina doznała drugiego szoku. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia przyszły nowe wyniki badań. - Po dwóch latach walki rak wyprowadził się z mojego organizmu - dodaje 25-latka. - Wprawdzie przepisano mi tabletki podtrzymujące i już na zawsze pozostanę pod kontrolą lekarską, czekają mnie tomografy i różne inne badania, ale wierzę, że zły czas nigdy nie powróci.

Czytelniczka zaznacza: - Dokonałam niemożliwego i dzisiaj tego samego życzę każdemu, kto zmaga się z tą chorobą.

Odkąd Sara poznała diagnozę, starała się żyć nadal normalnie, to znaczy: prawie normalnie, bo nie da się wrócić do zwyczajności, zdając sobie sprawę z śmiertelnej choroby. - Powtarzałam sobie, że to przejściowe i mam nadzieję, że rzeczywiście tak jest - dodaje kobieta.

Gdy tuż przed gwiazdką dowiedziała się, że jej ciało jej wolne od raka, to był najpiękniejszy prezent pod choinkę. - No bo co można lepszego komuś podarować niż życie?

Podobnych historii ze szczęśliwymi zakończeniami u nas nie brakuje. Pani Anna, lekarka, nagle sama stała się pacjentką. Miała nowotwór. Rozpoznano u niej chrzęstniakomięsaka. Z nowotworem walczyła przez sześć lat. W trakcie leczenia nie zrezygnowała z pracy. Rak zabrał jej zdrowie i spokój, lecz nie zabrał wiary w to, że wyzdrowieje. Straciła nogę, ale amputacja - jak podkreśla pani Anna - to nie koniec świata. Do lutego 2022 trwa zbiórka na zakup specjalistycznej protezy nogi i tzw. aktywnego wózka.

Nie tylko rak zostaje pokonany. Koronawirus - tak samo. Bydgoszczanin od lat miał problemy z sercem. Jesienią 2021 roku dopadł go COVID-19. Trafił do szpitala. Tam rozpoznano u niego też sepsę. Do żony 77-latka zadzwonił jego lekarz prowadzący. Mówił, żeby przygotować się na najgorsze i że jest może jeden procent szans na przeżycie męża seniorki. Po dwóch tygodniach leżenia pod respiratorem i miesięcznym pobycie w szpitalu pacjent opuścił oddział.

Zdarza się, że cała rodzina choruje. I potem cała słyszy, że jest już w porządku. Wszystkie polskie media pisały o rodzinie z Cieszyna w województwie śląskim. Był koniec marca 2020, pandemia towarzyszyła nam od paru tygodni. Mężczyzna, głowa rodziny, właśnie został wypisany ze szpitala. Był pierwszym mieszkańcem miasta, który chorował na covida. Wirus zaatakował też żonę i córkę pana. One również wylądowały na oddziale. Rodzina jednak chorobę pokonała.

Moc internetu

Gdyby nie pomoc dobroczyńców, wybranym pacjentom trudniej byłoby powrócić do zdrowia. Dzięki zbiórkom, prowadzonym przede wszystkim w internecie, chorzy i niepełnosprawni mogą opłacić prywatne wizyty u specjalistów i rozpocząć niekonwencjonalne metody leczenia. To wówczas, gdy medycy, leczący w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, rozkładają ręce.

U 10-latka z Przysieka (powiat toruński) rozpoznano guza mózgu wielkości cytryny. Zaczęło się od tego, że chłopca rozbolała głowa. Akurat był w szkole. Nauczyciele stracili z nim kontakt, wezwali pogotowie. Nikt nie spodziewał się, że wyniki tomografu będą tragiczne. Jedyną opcję ratunku w przypadku małolata stanowiła operacja w Stanach Zjednoczonych. Tyle, że ona kosztowała. Prawie 1,9 mln zł zdołano zebrać - i to dwa tygodnie przed terminem zakończenia kwesty.

U pielęgniarki z Grudziądza wykryto złośliwego glejaka mózgu. W Polsce jest on traktowany jak nieoperacyjny. To dlatego rodzina chorej szukała pomocy za granicą. I znalazła w Niemczech. Kobieta wyjechała do kliniki, chociaż jeszcze nie udało się zebrać wymaganej kwoty. Liczył się czas rozpoczęcia terapii, a szpital w Niemczech zgodził się na rozłożenie płatności na raty. Gdy zegar wskazywał ostatnie godziny przed zakończeniem zbiórki w sieci, brakowało ponad 15 tys. zł. Wtedy zdarzył się cud: anonimowy pomagacz (tak siebie określił) wpłacił te pieniądze.

Trwa głosowanie...

Jak planujecie spędzić sylwestra?

Bywa i tak: lekarze twierdzą, że pacjent wyzdrowiał, chociaż prawda jest inna. Za taką została uznana chociażby nastoletnia bydgoszczanka z wadą serca i innymi schorzeniami układu krążenia, z opóźnieniem rozwoju psychoruchowego, z opóźnionym dojrzewaniem. Dziewczyna nie umie sama się ubrać, najeść się czy czegokolwiek zrobić w domu, ale medycy nie widzą w tym problemu.

Silna wola to podstawa

Lekarz pogotowia z Bydgoszczy opowiadał: - Miałem sąsiadkę, której lekarze dawali najwyżej pięć procent szans na pokonanie nowotworu. Inni by się załamali, to słysząc, a ona się ucieszyła. „To nie jest zaledwie pięć, tylko aż pięć procent”, przekonywała. Gdy medycyna była niemal bezsilna, chyba silna wola pacjentki doprowadziła do tego, że raczysko opuściło jej ciało

.

Sara z Bydgoszczy kończy: - Po burzy zawsze wychodzi słońce i ja na nie czekałam. Wszystko trwało za długo, ale było warto.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie