Proszę czekać

.
Jesteśmy świadkami zachodzącego w naszym kraju zjawiska, które w innych państwach jest raczej niespotykane. Otóż armia urzędników rozrasta nam się w sposób wprost propocjonalny do zmniejszania zakresu ich obowiązków.

Jesteśmy świadkami zachodzącego w naszym kraju zjawiska, które w innych państwach jest raczej niespotykane. Otóż armia urzędników rozrasta nam się w sposób wprost propocjonalny do zmniejszania zakresu ich obowiązków. Na logikę bowiem biorąc, skoro następuje rozwój coraz nowocześniejszych technik tak zwanej pracy biurowej, to roboty dla siedzącego za biurkiem urzędnika wyposażonego w pieczątkę, długopis i kartkę papieru powinno być coraz mniej. I pewnie jest, tyle że biurokratów jest coraz więcej. To właśnie jest takie niezwykłe.

Patrząc optymistycznie na problem mnożenia się stanowisk administracyjnych na różnych szczeblach władzy i w różnych instytucjach można by rzec, że nareszcie mamy się czym pochwalić. Wszak żaden inny kraj na świecie nie może się poszczycić taką liczbą urzędników. W skład naszego rządu wchodzi 89 ministrów, wiceministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu. A, na przykład, francuskiego - tylko 32. Jak oni sobie radzą? Pesymista jednak natychmiast zwróci uwagę, że tą całą administrację rządową, prezydencką, wojewódzką, marszałkowską, miejską czy gminną utrzymywać muszą obywatele, a koszty idą w miliardy złotych.

W dodatku ta biurokratyczna machina wcale nie cieszy się zaufaniem tychże obywateli. Posługując się dalej logiką, powinno się dojść do wniosku, że najrozsądniejszym i najbardziej ekonomicznym rozwiązaniem byłoby skłonić tych urzędników do zainteresowania się inną pracą. Może niekoniecznie ciąć jak leci, bo takie drastyczne wyjście mogłoby spowodować gwałtowny wzrost stopy bezrobocia. Uważam jednak, że warto zaryzykować i przynajmniej przerzedzić szeregi.

Chodzi bowiem nie o ilość, ale o jakość, czyli o tak zwanego petenta. W naszych urzędach mianowicie ciągle panuje przekonanie, że ów petent jest kłopotliwym, a co za tym idzie zbędnym dodatkiem do twórczej pracy urzędnika i musi znać swoje miejsce.

Pytanie, czy ujarzmienie tego molocha żyjącego własnym leniwym rytmem jest w ogóle możliwe? Osobiście, to ja szczerze wątpię. Brakuje nam bowiem pozytywnych doświadczeń, zakończonych sukcesem i to nie tylko w sferach rządowo - samorządowych, ale także biznesowych.

Weźmy, na przykład, naszą czołową firmę telekomunikacyjną, która w celu usprawnienia funkcjonowania swojej administracji polikwidowała tzw. biura obsługi klienta. Na całą Bydgoszcz ostało się jedno. Żeby jednak cokolwiek w nim załatwić najlepiej wziąć urlop, bo inaczej się nie da. Kolejki takie. Jak się komuś nie podoba, to może ze skargą wybrać się do Olsztyna, ponieważ akurat tam jakoś administracyjnie podlegamy. W zamian za biura firma uruchomiła "błękitną linię", czyli specjalny awaryjny numer telefonu. Z tym, że na dodzwonienie się tam, są mniej więcej takie same szanse, jak trafienie "szóstki" po kumulacji.

Urzędników, po "racjonalizacji" zatrudnienia pewnie jest mniej (chociaż nie mam na temat wiedzy), problem polega tylko na tym, że klientowi jakoś nie poprawiło. Ciągle pozostaje na etapie: "proszę czekać, będzie rozmowa".

Wsparcie emocjonalne przyszłych rodziców, czyli kim jest doula?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie