Pyskówka zamiast podróży

Impulsywny motorniczy zablokował kilka dni temu ruch tramwajowy w centrum miasta. Mężczyzna zdenerwował się po tym, jak jeden z pasażerów mu ubliżył. Złość wyładował jednak także na pozostałych i odmówił dalszej jazdy.

Impulsywny motorniczy zablokował kilka dni temu ruch tramwajowy w centrum miasta. Mężczyzna zdenerwował się po tym, jak jeden z pasażerów mu ubliżył. Złość wyładował jednak także na pozostałych i odmówił dalszej jazdy. Dyrekcja Miejskich Zakładów Komunikacyjnych zapowiada, że taki wybryk nie ujdzie mu płazem.

W piątek nasza Czytelniczka wsiadła na bydgoskim rondzie Jagiellonów do tramwaju linii nr 8. Ponad 70-letnia pasażerka zamierzała wejść do pojazdu pierwszymi drzwiami, jednak motorniczy ich nie otworzył.

- Palcem wskazał mi drugie wejście - oburza się starsza pani. - Na następnym przystanku, przy dworcu PKS sytuacja się powtórzyła. Przednimi drzwiami do tramwaju chciał wejść starszy mężczyzna, ale motorniczy jemu także wskazał następne drzwi. Oburzony staruszek rzucił w kierunku mężczyzny kilka obraźliwych słów. Motorniczy nie był mu dłużny. Zaczęła się pyskówka. Uczestniczyli w niej także świadkowie całego zdarzenia. Po chwili motorniczy oświadczył, że dalej nie jedzie. Kazał wszystkim wysiąść i wezwał policję - relacjonuje nasza Czytelniczka.
Przybyli na interwencję stróże prawa przesłuchali uczestników zdarzenia i udzielili im upomnień.

Zbulwersowani pasażerowie na nieodpowiedzialnego motorniczego donieślido dyrekcji MZK. To jednak nie było konieczne. Kłótnia w tramwajowym wozie odbiła się nie tylko na pasażerach "ósemki" - przez ponad pół godziny pojazdy zablokowały ruch na odcinku kilkuset metrów. Wiadomość z centrali ruchu i szczegóły zdarzenia podane przez świadków oburzyły Witolda Dębickiego, prezesa Zarządu Miejskich Zakładów Komunikacyjnych w Bydgoszczy:

- Motorniczy nie ma prawa reagować na zaczepki pasażerów czy odpowiadać na skierowane w jego kierunku epitety. Takie sytuacje mają miejsce bardzo często, ale kierowca czy motorniczy musi uzbroić się w cierpliwość. Nie bez powodu wszyscy muszą przechodzić badania psychologiczne, które sprawdzają ich odporność na tego typu sytuacje - wyjaśnia szef MZK. - Poza tym nie rozumiem jego uporu niewpuszczania pasażerów pierwszymi drzwiami. Przepisy mówią, że mogą nimi wchodzić inwalidzi mający problemy z poruszaniem się. Ponad 80-letni mężczyzna, nawet jeśli nie podpiera się laską, nie wygląda też przecież na młodzieńca. Uważam, że kierowcy powinni w takich sytuacjach robić wyjątki - dodaje W. Dębicki.

Motorniczy pracuje w zawodzie od wielu lat i nigdy wcześniej nie było na niego skarg. Dyrekcja obiecuje jednak, że piątkowy wybryk nie ujdzie mu płazem. Mężczyzna na pewno otrzyma naganę, choć kara może być bardziej dotkliwa.

- Pracownik ten swoim zachowaniem nie tylko obraził pasażera, ale spowodował także straty materialne. Nasz Zakład Tramwajowy oblicza, ile kilometrów na tym półgodzinnym przestoju straciła firma. Niewykluczone, że motorniczy kwotę tę będzie musiał uregulować z własnej kieszeni - uważa dyrektor.

*

Ponad dwa miesiące temu opisaliśmy podobny incydent z udziałem nerwowego motorniczego linii nr 2. Dyrekcja MZK wyciągnęła w stosunku do niego konsekwencje finansowe. Dyrektor W. Dębicki zapewnia, że bohaterem piątkowego zamieszania jest inny pracownik jego firmy.

Polskie fabryki Volkswagena w całości zasilane eko-energią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie