Wściekli studenci na bydgoskim uniwerku? Lepsi wściekli niż martwi

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Takiego obrazka na UKW szybko pewnie nie zobaczymy...
Takiego obrazka na UKW szybko pewnie nie zobaczymy... Arkadiusz Wojtasiewicz
Udostępnij:
Uniwersytet Kazimierza Wielkiego po pięciu tygodniach dał za wygraną w zapasach z koronawirusem. Od poniedziałku wszyscy studenci - poza praktykantami - znów uczą się zdalnie. To pierwsza bydgoska uczelnia, i pierwsza w regionie, która się na to zdecydowała. Czy pochopnie? Nie sądzę.

W artykule na ten temat sprzed kilku dni przeczytałem, że studenci są wściekli z tego powodu, że każe się im wrócić przed okienko komputera i drzemać podczas zajęć prowadzonych na internetowym komunikatorze Teams. Opinię o wściekłości z tego powodu autorka artykułu uogólniła na podstawie internetowych komentarzy do informacji o dwutygodniowym na razie zawieszeniu zajęć stacjonarnych. Pierwsza moja uwaga jest taka: gdyby Superman po przylocie z Kryptona na Ziemię miał oceniać ludzi na podstawie internetowych wpisów, to doszedłby do wniosku, że naszą planetę zamieszkuje gatunek wprawdzie inteligentny, lecz małpio złośliwy, agresywny i z wszystkiego niezadowolony.

Tak się złożyło, że krótko po ogłoszeniu przez służby rektora UKW zarządzenia o przejściu w tryb zajęć zdalnych zdążyłem jeszcze odbyć normalne zajęcia z pierwszym rokiem dziennikarstwa. Owszem, nastrój w sali zajęciowej nie był najlepszy, ale miny studentów wyrażały nie wściekłość, tylko smutek. Widać to było zwłaszcza po trzech dziewczynach w tej grupie, które na studia do Bydgoszczy przyjechały z Ukrainy i Białorusi. I tych trzech „baryszni” było mi najbardziej żal. Same w obcym kraju, na pierwszym roku, a więc jeszcze nie wniknęły w środowisko polskich rówieśników. W dodatku mieszkające w akademiku, do którego teraz nie można zapraszać gości…

Wracam do postawionego na wstępie pytania. Czy decyzja rektora była pochopna, zwłaszcza w kontekście pełnych optymizmu wystąpień ministra Czarnka i tego, że sąsiednie uczelnie wciąż jeszcze nie wprowadziły tak daleko idących obostrzeń? Nie wiem wprawdzie, co stało się decydującym impulsem do odesłania studentów na zdalne nauczanie. Wiem natomiast, że trwanie przy dotychczasowym stan rzeczy byłoby igraniem z ogniem. Utrzymanie reżimu sanitarnego na UKW - i chyba na każdej innej uczelni w Polsce - jest tak samo realne, jak utrzymanie reżimu, powiedzmy, w komunikacji publicznej czy sklepach.

A może i trudniejsze niż w komunikacji publicznej i sklepach. Myślę, że kilka zdecydowanych akcji policjantów w autobusach, tramwajach i marketach, zakończonych nałożeniem grzywien, szybko spowodowałaby zmianę zachowań pasażerów i klientów. Trudniej taki efekt osiągnąć na uczelni. Pojawienie się tam policji byłoby odebrane jako pogwałcenie autonomii uczelni, kojarzące się z czasami komuny. Uczelnię trudniej też skontrolować niż autobus czy sklep.

Jak więc naprawdę wyglądał reżim sanitarny w akademickich murach? Stały automaty do dezynfekcji rąk, wisiały informacje o obowiązkowych maseczkach oraz zachowaniu dystansu i… jak to w Polsce - mało kto się tym przejmował. Do drzwi sali, w której prowadzę zajęcia, przyklejono wprawdzie kartkę z napisem „1 prowadzący + 9 studentów”. A jednak zdarzało mi się siedzieć w niej nawet z 16 studentami. W takiej sytuacji mógłbym pewnie zastrajkować i odesłać ich do domu. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że uczelnia nie ma tylu pomieszczeń, by można było ułożyć plan, przy którym spełnione byłyby wszystkie wymogi sanitarne. I nie ma też tylu pieniędzy, by studentów dzielić na kilkuosobowe grupy zajęciowe, ani wreszcie tylu nauczycieli akademickich, by te zajęcia poprowadzili. Zatem zamiast robić raban, domagając się gwiazdki z nieba, wybierałem mniejsze zło i robiłem swoje, przymykając oko na sanitarne uchybienia.

Można to było zrobić, gdy dzienna liczba zakażeń w kraju kręciła się wokół tysiąca. Ale chyba już nie teraz, gdy przekroczyła 18 tysięcy, zwłaszcza że wciąż nie można na uczelni nawet spytać o to, czy ktoś jest zaszczepiony. Dlatego decyzję rektora o zawieszeniu zajęć stacjonarnych przyjąłem ze zrozumieniem i z ulgą. Mam nadzieję, że kiedyś docenią ją także ci studenci, którzy teraz wylewają swój żal w Internecie.

Premier Morawicki o obostrzeniach na święta

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie