Wszystko niby w porządku...

Od lipca, po serii tragicznych wypadków, kujawsko - pomorscy kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy biorą pod lupę firmy przewozowe. Inspektorzy sprawdzają przede wszystkim, czy kierowcy nie jeżdżą zbyt długo i ...

Od lipca, po serii tragicznych wypadków, kujawsko - pomorscy kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy biorą pod lupę firmy przewozowe. Inspektorzy sprawdzają przede wszystkim, czy kierowcy nie jeżdżą zbyt długo i przestrzegają przerw w pracy. Choć wstępne wyniki nie są złe, sami inspektorzy przyznają, że nie zawsze formalnie "czyste" dokumenty odzwierciedlają rzeczywistość.

Kontrola potrwa do końca wakacji, a rozpoczęła się po serii tragicznych wypadków polskich autokarów za granicą. W sprawdzaniu wzięły udział nie tylko policja i PIP, ale także przedstawiciele Inspekcji Transportu Drogowego, którzy od października już samodzielnie będą kontrolować jeżdżące po polskich drogach autobusy i ciężarówki. W naszym regionie jedną z kontroli inspektorzy PIP odbyli wspólnie z ekspertami transportu drogowego.

- Takie są najbardziej skuteczne, bo każdy z nas ma inne uprawnienia. Na przykład my możemy sprawdzić ewidencję czasu pracy, ale już nie mamy wglądu do kart z tachografów. Mogą do nich za to zajrzeć inspektorzy transportu. Dzięki temu możemy porównać, czy dokumenty zgadzają się z rzeczywistością. Taką wspólną akcję przeprowadziliśmy, niestety, tylko jedną, pozostałe organizowaliśmy już sami - mówi Sławomir Sakrajda, zastępca inspektora okręgowego kujawsko - pomorskiej PIP. - Kontrola wciąż trwa i jeszcze nie mamy jej wyników. Na razie jednak nie odkryliśmy rażących przypadków naruszania przepisów prawa pracy. Pod względem formalno - prawnym wszystko jest w porządku. Niby w porządku, bo nie mamy uprawnień, by zweryfikować to z rzeczywistością - dodaje.

Inspektorzy z Bydgoszczy wykryli, że część firm przewozowych nie prowadziła ewidencji czasu pracy w ogóle, a inne robiły to nierzetelnie. Są też firmy, których nie udało się na razie skontrolować, bo ich właściciele są zarazem kierowcami i od tygodni przebywają w zagranicznych trasach.

Dziś kierowca autokaru czy ciężarówki może siedzieć za kółkiem przez 4,5 godziny, a po tak długiej jeździe musi odpoczywać przez co najmniej 45 minut. W sumie w ciągu dnia nie może prowadzić pojazdu dłużej niż 9 godzin. Teoretycznie więc zagraniczne wycieczki powinny mieć w programie minimum jeden nocleg lub być "wyposażone" w trzech kierowców. Inspektorzy zdają sobie sprawę, że kierowcy doskonale wiedzą jak omijać przepisy. Wielu z nich jadąc na południe Europy, wybiera trasy przez Czechy i Austrię, a omija Niemcy, w których policja żąda do siedmiu kart z tachografu wstecz.

- Sam byłem uczestnikiem wycieczki zagranicznej, w której autokar prowadziło dwóch kierowców. Ale tylko teoretycznie, bo drugi z nich nawet przez minutę nie siedział za kółkiem. Co kilka godzin zmieniali tylko karty do tachografów. Gdyby wówczas skontrolowała nas policja, wszystko byłoby w porządku. Niby w porządku... - podsumowuje inspektor.

Kto zapłaci za budowę fabryki Izery w Jaworznie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie