"Źle się tam dzieje" - twierdzi bezdomny o schronisku w Bydgoszczy. Dyrekcja zaprzecza

Katarzyna Piojda
Katarzyna Piojda
Pan Piotr nie chce wzbudzać litości. - Zależy mi na tym, aby ci, którzy zostali w schronisku, bo nie mają szans na inne życie, doczekali się lepszego traktowania i lepszych warunków - mówi. A dyrekcja placówki nie zgadza się z zarzutami
Pan Piotr nie chce wzbudzać litości. - Zależy mi na tym, aby ci, którzy zostali w schronisku, bo nie mają szans na inne życie, doczekali się lepszego traktowania i lepszych warunków - mówi. A dyrekcja placówki nie zgadza się z zarzutami Arkadiusz Wojtasiewicz/archiwum
Udostępnij:
- Opowiadając, jak źle dzieje się w schronisku, nie chcę wzbudzać litości, tylko pomóc bezdomnym, którzy tam nadal mieszkają - mówi bydgoszczanin. A dyrekcja placówki przedstawia inną wersję.

Zobacz wideo: Kary dla pijanych kierowców

Pan Piotr pochodzi z Bydgoszczy, ale nie zawsze tutaj mieszkał. - Przez 20 lat żyłem i pracowałem w Belgii - mówi. - Gdy zaczęła się pandemia w Belgii, moja sytuacja się pogorszyła. I rodzinna, i zawodowa. Rozstałem się z żoną. Ona została z dziećmi w naszym mieszkaniu za granicą. Jak straciłem pracę, wróciłem do Polski.

Ale nie do Bydgoszczy (tutaj mieszkanie na niego nie czekało). Zatrzymał się w Wielkopolsce, we Wrześni. Poszukał sobie pracę w branży budowlanej. Nocował w hostelu. Firma wkrótce się zwinęła. Do teraz jest mu winna wypłatę.
Nie miał pieniędzy na wynajem ani nikogo bliskiego, kto zapewniłby mu kąt na najbliższe tygodnie. Tułał się po klatkach schodowych.

Pracownik administracji

Nie chciał, żeby lokatorzy bloku pomyśleli, że jest bezdomny, więc miał przy sobie kajet. - Gdy mieszkańcy wychodzili na klatkę, zrywałem się na nogi. Udawałem, że jestem z administracji i coś sprawdzam.

Długo udawać nie mógł. Pofatygował się wreszcie do ośrodka pomocy społecznej we Wrześni. - Dali mi skierowanie do schroniska dla bezdomnych w Zielińcu koło Wrześni - wspomina mężczyzna, obecnie 58-latek. - To ośrodek dla kobiet i mężczyzn. Był przełom 2020 i 2021 roku.

W ośrodku pan Piotr czuł się prawie jak w pałacu. - Miły personel, posiłki podawane przez cały tydzień, punktualnie. Dostałem świeżą pościel, nowe buty i rzeczy. Każdy bezdomny miał jednoosobowe łóżko, oddalone od drugiego o trzy, może cztery metry. Dużo przestrzeni dla każdego mieszkańca. I każdy obok łóżka miał szafę i stolik. Mógł mieć też telewizorek w pokoju. Pewnie, że nie wszyscy współlokatorzy oglądali telewizję na swoich telewizorkach w tym samym czasie. Jeden drugiemu by przeszkadzał, ale my się dogadywaliśmy.

Na ochotnika do prac ogrodowych

58-latek był bezrobotny, lecz zajęcie sobie znalazł. - Pomagałem w ogrodzie przy ośrodku. Jako ochotnik - zaznacza. Szefostwo było z niego zadowolone, on też zadowolony był. Do czasu.

- Nie mogłem zostać długo w Zielińcu. Przepisy są takie, że bezdomnemu pobyt zapewnia gmina, w której on ostatnio był zameldowany. W moim przypadku to Bydgoszcz.

Marta Frankowska, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy, potwierdza. - Skoro ostatnim miejscem zameldowania na pobyt stały tego pana było miasto Bydgoszcz, które notabene posiada infrastrukturę pozwalająca zabezpieczyć potrzeby osób znajdujących się w kryzysie bezdomności, to organem właściwym do rozpatrzenia zarówno wniosku o przyznanie tymczasowego schronienia w schronisku dla bezdomnych, jak również miejscem, do jakiego powinien udać się nasz mieszkaniec, chcący uzyskać pomoc, jest nasza gmina.

Pan Piotr opuścił więc Zieliniec i wrócił autobusem do rodzinnego miasta. Był maj 2021. Schronisko dla mężczyzn w bydgoskim Fordonie od razu mu się nie spodobało.

Choćby ciasnota. - Na 20 metrach mieszka przykładowo sześć osób. Wśród nich są osoby niepełnosprawne, z chorymi nogami. Nie za bardzo dają radę wychodzić z pokoju. Przez miesiące, jak tam byłem, żaden lekarz nie przyszedł zapytać, jak się czują i czego im potrzeba. My, zdrowi bezdomni, przynosiliśmy leżącym jedzenie do pokoju.

Weekend w schronisku dla bezdomnych bez obiadu

A propos jedzenia: - W weekendy nic ciepłego nie dostawaliśmy. Obiady były bowiem przygotowywane jedynie od poniedziałku do piątku. Jak kogoś w dzień powszedni nie było, to po powrocie musiał pisemnie potwierdzić, że obiad odebrał, aby ewidencja się zgadzała. Nie chciałem tego podpisywać.

Opowiada także o ograniczonym dostępie do kuchni. - Można było z niej korzystać do godz. 21.00. Raz poszedłem zrobić sobie posiłek. Była 21.15. Zrobił się hałas, że regulamin łamię.

Czytelnik wymienia kolejny powód. - Chodzi o robactwo. Pluskwy mnie pogryzły. Nocą włączałem światło i zabijałem je, jak chodziły po ścianach. Zgłaszałem problem kierownictwu, ale nie interweniowało. Uznało, że chyba tak musi być.

Kontynuuje: - Gdy wyremontowano część pomieszczeń, okazało się, że tam gniazdek nie ma. Nie można naładować komórki, podłączyć radyjka czy zagrzać wody w czajniku elektrycznym.

Pan Piotr wody w czajniku już tam nie zagrzeje. W drugiej połowie lipca 2021 wyprowadził się ze schroniska w Fordonie. - Wypiłem piwo. Wróciłem do schroniska pijany. Musiałem odejść.

W Starym Fordonie mieści się schronisko dla mężczyzn, w skład którego wchodzą dwa budynki. W pierwszym (budynek B) jest 10 pokoi sześcioosobowych, w drugim (budynek C) - 11 pokoi czteroosobowych. Jest też noclegownia (budynek A) dla 50 osób. W maju zaczął się w niej remont, trwający do lipca.
Akurat termin pokrył się z okresem pobytu pana Piotra. Szefostwo placówki przedstawia inną wersję niż on.

1,38 promila

- Był przyjęty na zasadach noclegowni. Usunięty został dyscyplinarnie 21 lipca z powodu nieprzestrzegania regulaminu. Stwierdzono u niego 1,38 promila alkoholu w wydychanym powietrzu - informuje Maciej Zabielski, dyrektor schroniska.

Zabielski odnosi się do zarzutów, dotyczących ciasnoty. - Z uwagi na konieczność przeprowadzenia remontu w noclegowni, wszyscy podopieczni noclegowni, w tym ten pan, zostali przeniesieni do budynku schroniskowego. Przez cały okres pobytu tego pana i pozostałych podopiecznych, liczba osób w tym budynku nie przekraczała 50. Przypomnę, budynek jest przeznaczony na 60 osób.

Dyrektor kontynuuje: - Jesteśmy świadomi trudnych warunków mieszkaniowych w części schroniskowej, jednak nie mamy na to wpływu. Te trudne warunki, nie gwarantujące podopiecznym komfortu, również nam utrudniają pracę z podopiecznymi. Nie jesteśmy w stanie rozbudować schroniska.

Szef placówki przyznaje, że w dni świąteczne bezdomni otrzymują suchy prowiant. Opisuje obiady. W poniedziałki i środy jest zupa, wkładka do zupy, konserwa mięsna, rybna i chleb. We wtorki i czwartki na bezdomnych czeka drugie danie mięsne. Co piątek - też drugie danie, ale bezmięsne. Herbata z termosu, owoce i zimne napoje także są dla mieszkańców.

Kolega za kolegę

Podpisywanie kartek bez pobrania obiadu dyrektor komentuje: nieprawda. - Zdarza się natomiast, że za kolegę, będącego poza placówką, obiad dla niego bierze kolega, ale wówczas kwituje swoim podpisem.

Teraz o opiece: - Do schroniska i noclegowni powinny trafiać osoby całkowicie zdrowe, zdolne do samodzielnej egzystencji, ponieważ nie jesteśmy placówkami z tzw. częściowymi usługami opiekuńczymi. Nie posiadamy odpowiednich warunków sanitarno-bytowych oraz kadry, aby zgodnie ze standardami zostać taką placówką. Bywa, że trafiają do nas osoby wymagające częściowej pomocy w codziennym funkcjonowaniu, mające problemy z chodzeniem. Sytuacja ta spowodowana jest brakiem odpowiedniej liczby placówek specjalistycznych z usługami opiekuńczymi na terenie naszej gminy. Nie mamy własnej kadry lekarsko-pielęgniarskiej. Nasi podopieczni korzystają ze służby zdrowia na zasadzie ogólnych warunków określonych przez NFZ.

Pluskwy w schronisku

Jedyny, zdaniem personelu, potwierdzony zarzut dotyczy robaków w placówce. - Okresowo pojawiają się pluskwy - tłumaczy Maciej Zabielski. - Spowodowane to jest kilkoma przyczynami. Z naszej strony to nie do końca odpowiednie warunki sanitarno-bytowe (chodzi o metraż i mało stanowisk do mycia się), ale przede wszystkim brak codziennej prawidłowej higieny podopiecznych. Nie myją się odpowiednio często. Nie piorą często bielizny. Nie przebierają się do snu. Chodzą spać w ubraniach, w jakich potem chodzą na co dzień poza placówką. Wnoszą na teren placówki przedmioty i ubrania niewiadomego pochodzenia, również ze śmietników.

Dyrekcja twierdzi, że reaguje na sygnały mieszkańców. - Każdorazowo po otrzymaniu informacji o pojawieniu się owadów, przeprowadzamy w danym pokoju za pomocą środków chemicznych i zajmującej się tym firmy całkowitą dezynsekcję, następnie malujemy pomieszczenie.

Pan Piotr od kilkunastu dni wynajmuje pokój w Bydgoszczy (udało mu się dostać pożyczkę bankową na kaucję za mieszkanie). Po długiej przerwie znalazł pracę. Na razie dorywczą, będzie miał z czego spłacać raty i będzie na opłaty.

Pozdrowienia z Wielkopolski

Opowiadając, jak źle dzieje się w schronisku, bydgoszczanin nie chce wzbudzać litości. - Zależy mi na tym, aby ci, którzy w nim zostali, bo nie mają szans na inne życie, doczekali się lepszego traktowania i lepszych warunków. Podobnych do tych w Zielińcu.
Niedawno koledzy i kierownik schroniska w Zielińcu przysłali panu Piotrowi pozdrowienia. Bardzo się ucieszył.

Trwa głosowanie...

Ile powinni zarabiać pracownicy budżetówki?

- Wcześniej to był pałac, ale zaadaptowano go na ośrodek. Najpierw ulokowali mnie w pokoju jednoosobowym, bo musiałem przejść kwarantannę. Później zmienili mi pokój. Był czteroosobowy, miał jakieś 60 metrów kwadratowych, z balkonem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie