MC Company to teatr działający przy IX Liceum Ogólnokształcącym. Jego kilkunastominutowe, anglojęzyczne przedstawienia co roku zdobywają sympatię widzów na konkursach i festiwalach.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Grupą dowodzi Marcin Czarnota, nauczyciel języka angielskiego, którego wielką pasją jest tworzenie sztuk teatralnych. To od jego inicjałów wzięła się nazwa grupy. W skład MC Company wchodzą uzdolnieni językowo, ale też aktorsko, uczniowie IX LO oraz trzyosobowa ekipa z IV LO. O całym przedsięwzięciu opowiedzieli nam jej założyciel,  reżyser, organizator, przywódca i realizator w jednym - Marcin Czarnota, a także jeden z aktorów - Iwo Janikowski .

Czym zajmuje się MC Company?
- Marcin Czarnota: Tworzymy krótkie formy teatralne na podstawie literatury, którą wraz z moimi uczniami omawiamy na lekcjach języka angielskiego. Nie chcę nazywać tego teatrem, ponieważ jesteśmy amatorami. Skupiamy zapaleńców, którzy mają ochotę rozwijać swoje hobby, ale przede wszystkim: dobrze się bawić. Przy okazji ćwiczymy język i pokazujemy ludziom trochę zwariowanego humoru.

Jak długo istniejecie?
- Tworzeniem form teatralnych zajmuję się niemalże od początku swojej pracy pedagogicznej, ale grupa w obecnej postaci funkcjonuje od ok. 5 lat.

Gdzie wystawiacie swoje sztuki?
- Od własnej szkoły, poprzez różne konkursy miejskie i wojewódzkie, aż po Spotkania Szekspirowskie - konkurs organizowany co roku przez III LO w Gdańsku dla szkół prowadzących program przygotowujący do zdawania IB, czyli międzynarodowej matury. Na konkurs ten przyjeżdżają uczniowie z Polski, Anglii i Danii.

Macie na koncie jakieś sukcesy?
- Parę razy udało się zdobyć jakieś laury. W naszej sali w IX Liceum wisi już całkiem pokaźna kolekcja dyplomów, bowiem w niemal każdym z konkursów, w których braliśmy udział, chociaż raz zajęliśmy miejsce na podium. W najważniejszym z konkursów, na których występujemy, Spotkaniach Szekspirowskich, każdego roku zdobywamy jakieś wyróżnienie. W 2008 roku było to drugie miejsce, a w bieżącym; nagroda specjalna za najlepszy show. Jednak najważniejszym sukcesem jest dla nas fakt, że publiczność i my sami świetnie się bawimy podczas spektakli. Wszystkie zdobyte laury mobilizują nas do dalszej pracy, nakręcają na tworzenie kolejnych sztuk.

Co wyróżnia was spośród innych grup teatralnych?
- Nic. Jesteśmy tacy sami jak inni. Tworzymy przedstawienia, które mają podobać się widzom i wywołać u nich pozytywne odczucia. Przypuszczam, że w każdej innej szkole, gdzie znajduje się jakaś grupa teatralna, składa się ona z takich samych ludzi, jak nasza: entuzjastów, którzy kochają język, którzy interesują się literaturą i kulturą, i mają czas popołudniami i w soboty, by poświęcić go na przygotowanie przedstawienia. Genialnie jest spotkać się z innymi grupami teatralnymi, jak nasza, na różnego rodzaju przeglądach. Mamy wtedy możliwość podpatrzenia, co robią inni i zaprezentowania własnego programu. Bardzo miłe dla nas jest, gdy "konkurencja" wykorzystuje jakiś pomysł, wprowadzony przez nas w poprzednim występie. My się za to nie obrażamy, wręcz przeciwnie: cieszymy się, że komuś się to tak spodobało, że robią to, co my już przerobiliśmy. Zostaliśmy docenieni. Dla mnie wszyscy ci ludzie to są tacy wariaci, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Albo, mówiąc profesjonalnie, pasjonaci. Ja sam jestem pasjonatem i wokół takich ludzi się obracam. Cieszy mnie to, że na takie zajęcia popołudniowe i weekendowe od 8 rano ludzie przychodzą i aktywnie biorą w nich udział. To oznacza, że przychodzą, bo chcą pracować i nikt ich do tego nie zmusza i nie obiecuje profitów. Jeśli się pracuje w takiej grupie, to ta praca jest przyjemnością, a nie morderczym obowiązkiem.

Macie jakiś przepis na sukces?
- Tak. To po angielsku nazywa się "miles, miles of heart", czyli w dosłownym tłumaczeniu "mile, mile serca". Trzeba mieć ogromną ilość serca, żeby móc włożyć je w przedstwienie. To nie jest tylko granie, ale też organizacja rekwizytów, scenografii, ubiorów, pisanie scenariusza. Wspomniany przez was sukces to dla nas dobra zabawa i uznanie widowni. Najwiażniejsze jest, żebyśmy schodząc ze sceny po występie, byli zadowoleni z tego, co zrobiliśmy i żeby publiczność była zadowolona. A opinia jurorów jest dla nas sprawą drugorzędną, ponieważ oni zawsze oceniają kryteriami, a dla MC Company najważniejsza rzecz to dobra zabawa aktorów i widzów podczas spektaklu. To nasza najważniejsza zasada. Gdy występowaliśmy w szkole, przed uczniami, uczuliłem grupę, że grają przed najbardziej wymagającą publicznością: koleżankami i kolegami. Powiedziałem im, że muszą się tego dnia wspiąć na wyżyny swoich możliwości. Tak też się stało i po występie zebraliśmy owacje na stojąco! To niesamowite uczucie, dla takich momentów warto pracować z takimi ludźmi, którzy według mnie są niesamowici i jedyni w swoim rodzaju. Wypoczywam, pracując z nimi.

A co daje działanie w MC Company młodym aktorom?

Iwo Janikowski, uczeń IX LO, od 3 lat członek MCC:
- Gra w MC Company daje mi ogromną ilość satysfakcji i zabawy, a także możliwość popracowania w dobrej atmosferze z innymi ciekawymi ludźmi. Zdarzały się ważniejsze role, zdarzały się i mniej ważne, ale zawsze przykładam się do gry najlepiej, jak potrafię. Oprócz tego pomagam przy scenografii i organizacji; jak wszyscy członkowie grupy. Najważniejsza w tym wszystkim jest dobra zabawa. Same wygrane nic nie dają, trzeba się dobrze bawić i porwać publiczność. Nie zawsze jurorzy są nam przychylni i nie zawsze zgadzamy się z ich werdyktem, ale jeśli widzowie się dobrze bawili, a jurorzy nie, to nam to nie przeszkadza. Spośród innych grup teatralnych nie wyróżnia nas chyba nic, bo wszyscy zajmujemy się podobnymi rzeczami. Czasami różny jest tylko poziom językowy, tu zdecydowanie wybija się drużyna "Topolówki" (III LO w Gdańsku). Pod względem wykonania nie ma o czym rozmawiać: wszyscy są świetni! Według mnie to właśnie w Gdańsku na Spotkaniach Szekspirowskich jest najbardziej wymagająca publiczność, która zna się na języku i literaturze, wie, o co chodzi w sztuce. Żeby ją zadowolić, trzeba się naprawdę wykazać. Co do szkolnej publiczności, grać przed nią to zadanie arcytrudne. Trzeba bowiem pokazać, że można wcielić się w zupełnie inną osobę niż ta, którą widzą na korytarzu podczas przerwy.

Rozmawiali: Marta Staniszewska, Krzysztof Gburczyk

Zobacz też:


Od redakcji: Przypominamy, że każdy z Was może zostać dziennikarzem obywatelskim serwisu MM Moje Miasto! Zachęcamy Was do zamieszczania artykułów oraz zdjęć z ciekawych wydarzeń i imprez. Piszcie też o tym, co Wam się podoba, a co Wam przeszkadza w naszym mieście. Spróbujcie swych sił w roli reporterów obywatelskich MM-ki! Pokażcie innym to, co dzieje się wokół Was. Pokażcie, czym żyje miasto.





Wiadomości

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!