cineMMa: Incepcja – nie zaśnij bo się zagubisz!

Krystian Kempiński
Krystian Kempiński
Czym jest Incepcja? Już na samym początku, w kontakcie z tytułem filmu widz otrzymuje do rozgryzienia słowo, które praktycznie w polskim języku nie istnieje. Pochodzące od angielskiego Inception jest pierwszą tajemnicą do rozgryzienia. Tymczasem jest to dopiero początek...

...początek zastanawiania się nad istotą obrazu Christophera Nolana, reżysera, z którego wizji wykreowany został The Dark Knight (Mroczny Rycerz 2008). Ponieważ temat jest rozległy i bardzo podatny na interpretację, MM-ka postanowiła zrobić eksperyment i zamieścić kompilację recenzji [niebieski] Krystiana i [zielony] Ewy. Co w filmie widział mężczyzna, a co kobieta? Czytajcie dalej!

Więc skąd incepcja?
Nie byłoby tematu, gdybym na pewnym forum nie znalazł prób wytłumaczenia tego słowa specjalnie na potrzeby filmu. Okazało się, że najwięcej pomysłów krążyło wokół słowa in i concept, a więc można oscylować wokół pojęcia „wprowadzenia pomysłu”, bądź, jak to napisał inny użytkownik forum „zasiania w umyśle”, albo „zaINfekowania konCEPCJĄ”. Najbardziej spodobało mi się stwierdzenie, że ,,Incepcja przez swoją niezrozumiałość brzmi tajemniczo i fascynująco” i tego będę się trzymał.

Medal za koncepcję
Słowo „incepcja” brzmi nie tylko tajemniczo, ale i… profesjonalnie. Pachnie genialnym wynalazkiem. Bohaterowie filmu na naszych oczach realizują swoje, prawdopodobnie, najtrudniejsze zawodowe wyzwanie. Profesjonalni inceptorzy (?) biegle posługują się prawidłowościami śnienia. Przewidują reakcje śpiącego obiektu operacji, precyzyjnie synchronizują działania na różnych poziomach snu i dysponują substancjami chemicznymi zapewniającymi pożądaną głębokość i długość uśpienia. Dobrze przemyślane i spójne „realia” science-fiction!

Sen, czy rzeczywistość?
Takie pytanie nasuwa się przez całe 148 minut trwania filmu. Już na samym początku błyskają przed oczami widza motywy świadczące o tym, że film nie będzie należał do prostych w odbiorze, a wszystko przez to, że granica między snem, a rzeczywistością zamazuje się praktycznie całkowicie, a jedynym naszym pomocnikiem jest tzw. totem – talizman głównego bohatera. Pozornie prosta sprawa, jednak autorzy tego dzieła postanowili nieco namieszać, usypiając swoich bohaterów w ich snach, przez co mamy do czynienia z wielopoziomowymi projekcjami ich podświadomości umieszczonymi w labiryncie zaprojektowanym przez młodą studentkę Ariadne (Ellen Page).

Poczucie czasu**
To, że śniąc przez kilka minut możemy przeżyć w swoich marach nawet kilka godzin jest zjawiskiem tak niesamowitym, że kiedy mi się to zdarzy i po przebudzeniu nadal to pamiętam, jest to dla mnie zwyczajnie nie do ogarnięcia. Ten wspaniały kruczek ludzkiego umysłu wykorzystali autorzy Incepcii i oczywiście odpowiednio go zmodyfikowali. Zasypiając odpowiednią ilość razy w swoich snach wydłużamy czas w nieskończoność, dożywając w nich starczego wieku. Wywiera to przerażające uczucia, szczególnie, kiedy śniący zapadnie w Limbo i się zgubi nie wiedząc, czy jeszcze śni, czy może już jest w rzeczywistości.

Architekt sennej przestrzeni i efekty specjalne**
Incepcja wbrew pozorom nie kipi efektami specjalnymi i jest pod tym względem bardzo dobrze wyważona. Oczywiście można było zmieścić w niej znacznie więcej – wystarczy pomyśleć o tym, że przecież większa część filmu (o ile nie cały film) jest tylko, a może aż snem. Wyobraźnia ludzka jest natomiast nieograniczona. Na szczęście graficy i panowie od efektów specjalnych spisali się na medal, i surrealistyczne zamienianie Paryża w pudełko, którego ściany są ulicami miasta wyszło im genialnie!

Sny niezbyt senne
Mniej-więcej w połowie filmu pomyślałam: jak można zrobić film o snach i podświadomości kompletnie bez klimatu? Jak można w filmie o podświadomości dać tyle broni, pisków opon, zadym świadczących o bardzo wąskim, typowo amerykańskim postrzeganiu tego, czym są w filmie akcja czy napięcie? Złapałam się też na fantazjowaniu: jak ten sam temat zrealizowałby na przykład Bergman, Gondry („Zakochany bez pamięci”), Mackye Gruber i Bress („Efekt motyla”) albo nawet taki Lynch! Skoro schodzimy coraz głębiej w podświadomość, a czas staje się pojemniejszy, co więcej – na linii fabularnej pojawiają się takie punkty jak związek z ojcem, ambicje, miłość, wina, idea, wiara, dzieci – to aż się prosi o manewry przy archetypach, trochę symbolizmu – chociażby wybieranych labiryntów-lokalizacji...
Ostatecznie jednak wybaczam. Oszczędność udziwnień dowodzących, że jesteśmy we śnie ma swój cel. Bo jak inaczej zaniepokoić widza podważalnością zastanej rzeczywistości, jeśli nie właśnie ograniczając wszelkie inności do niezbędnego minimum i utrzymując tę neutralną, wcale nie senną atmosferę?

Aktorzy, którzy przerażali w rytm muzyki. Czy jednak sny niezbyt senne?
Poruszając jeszcze na chwilkę kwestię snów... Otóż nie do końca jestem przekonany o tym, że nie są one zbyt senne. Owszem nie ma co ich porównywać, np. do Celi (reż. Tarsem Singh) i porażającego obrazu sennych projekcji zagubionego, człowieka, a zarazem chorego, seryjnego mordercy. Trzeba natomiast pamiętać, że ich senność z założenia śniących ma być jak najmniej senna! Natomiast tam gdzie projektant sennej rzeczywistości nie maczał swoich palców, sny były w moich oczach jak najbardziej senne: np. winda wyjeżdżająca spod ziemi (hotelu?) na plażę.

Mimo, że Incepcja nie ma nic wspólnego z gatunkiem horroru kilka scen przeraziło pełną gębą! Nie chodziło tu o napięcie, o wyskakujące Buki i inne zmory wrzeszczące jak poparzone. Na dodatek Hans Zimmer doskonale potęgował muzyką dziwne mrowienie na karku. Jedną z najdoskonalszych scen pod tym względem była chwila, podczas której w kadrze pojawił się mroczny wzrok Marion Cotillard – filmowej żony Dom'a (Leonardo DiCaprio). Rzadko kiedy jeden kadr zapada mi tak głęboko w pamięć.

Przerażające zakamarki ludzkiej duszy **
Nie tylko postać grana przez Cotillard budziła niepokój, ale właściwie wszystkie przejawy tajemnicy, którą skrywa Dom. Bo choć skrywana, solidnie daje innym we znaki. Lęki, poczucie winy, zwątpienie przyjmują formę niebezpiecznych, nieprzewidywalnych projekcji. Są też chwile i ważne wspomnienia, błędy nie do naprawienia, hodowane i pielęgnowane przez Doma w jego „prywatnych” (choć organizowanych przy użyciu służbowych narzędzi) snach, rozgrywających się w niepokojących sceneriach. Punkt za moment z nadepnięciem na szkło w pokoju hotelowym! Choć motyw ten występuje dwa razy, w obydwu przypadkach zadrżałam ze strachu.

A Ty? Żyjesz, śnisz, czy jesteś projekcją czyjejś podświadomości?

Zobacz też:



Dla kogo brytyjskie Oscary?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie