Barka Lemara - już w rękach MCK - uchyla drzwi

Redakcja
Wprawdzie wycieczkę na wyremontowaną barkę Lemara zorganizowano ...
Wprawdzie wycieczkę na wyremontowaną barkę Lemara zorganizowano ... Agata Kozicka
Wprawdzie wycieczkę na wyremontowaną barkę Lemara zorganizowano w ramach cyklu odwiedzin bydgoszczan o nietypowych, albo ginących już zawodach, to była to okazja do spotkania się na wodzie szyperskich rodzin.

Na spacer do szypra - Franciszka Manikowskiego zgłosił się komplet chętnych. Poza bydgoszczanami, którzy o pracy na barce wiedzieli mniej, przybyli potomkowie dawnych właścicieli barek, ale też osoby, które wodniactwem zajmują się od kilku lat.

- Kiedyś całe rodziny mieszkały na barkach. Ich właściciele mieli maleńkie pokoiki, gdzie toczyło się ich życie - opowiadał Franciszek Manikowski z rodziny szyperskiej od wielu pokoleń. Jego mama urodziła się właśnie na Lemarze. - Dzieciaki pomagały przy pracach na barce. To był kiedyś niezły interes. Jeden z szyprów tak się dorobił, że wybudował kamienicę przy ul. Wiatrakowej.

Jak wyglądała edukacja takich dzieci? - Latem pływały z rodzicami, zimą - zostawały u rodziny, albo czasem nawet w domu dziecka, gdzie uczyły się - opowiada Manikowski. - Nie było łatwo, ale kiedyś sporo towaru transportowane było drogami wodnymi.

A dziś? - Dziś polskie rzeki są zaniedbane. Nie ma komu ich pogłębiać. Przypłynąłem Lemarą w czerwcu z Gorzowa, po jej remoncie i miałem wrażenie, że od Czarnkowa płynę Amazonką. Dzicz wokół, zapuszczone, poprzewracane drzewa w wodzie.

To nie wszystko. - Od Wisły do Krzyża są 22 śluzy, ale tylko te tutaj w Bydgoszczy są sterowane elektrycznie. Od Prądów wszystkie działają na korby, ręcznie się je otwiera. Prawie nie inwestuje się w urządzenia związane z transportem wodnym.

Zresztą, na co zwraca uwagę Manikowski, w związku z remontem śluzy w Bydgoszczy w Roku Kanału Bydgoskiego nie mamy się co spodziewać licznych gości w naszym mieście, którzy przypłyną tutaj wodą. Jest piękna marina przy Wyspie Młyńskiej... - Ale do niej dotrą albo kajakarze, którzy przeniosą kajaki w rękach, albo ewentualnie może coś przypłynie od strony Wisły. Z zachodu już na pewno nie.

Praca na barce staje się coraz mniej opłacalna. - Teraz nasi najczęściej transportują klinkier, bo na zachodnich barkach to nie jest lubiany towar. Bardzo brudzi ładownie. Ale to też nie są duże pieniądze. Jak ostatnio dowiadywałem się, płacą 3 euro za transport tony - opowiada pan Franciszek. - A dziś na Zachodzie to mają barki wielokrotnie większe niż nasze.

Przed II wojną światową... - Bydgoszcz była w Polsce potęgą, jeśli chodzi o transport śródlądowy. Jeszcze po wojnie przez jakiś czas. Takich barek jak ta Melody przy Łuczniczce Żegluga Bydgoska miała aż 100 - opowiada.

Pokazowi zdjęć barek i innych jednostek pływających towarzyszyły komentarze i inne historie opowiedziane przez gości, którzy przyszli na spotkania. To dopiero początek. Podobnych spotkań MCK zaplanowało, szczególnie w tym roku - dużo więcej.

Kolejna wycieczka w ramach Spacerownika - 8 marca. Wybierzemy się do kaletnika.

(ak)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie