Wstrząsająca zbrodnia na Gdańskiej w Bydgoszczy. Dwie kobiety zamordowały staruszkę

Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski
archiwum/zdjęcie ilustracyjne
W międzywojennej Bydgoszczy wiele było zdarzeń o charakterze kryminalnym, które głęboko poruszały mieszkańców. Jednym z nich było okrutne zabójstwo na tle rabunkowym dokonane przez dwie kobiety. Takiego rodzaju przestępstwa należały wówczas do absolutnych wyjątków.

2 lutego 1935 roku około godz. 17 do kamienicy oznaczonej numerem 136 przy ul. Gdańskiej przyszedł stróż nocny. Pierwszą jego czynnością tego dnia miało być złożenie imieninowych życzeń najstarszej lokatorce domu, siedemdziesięcioletniej Małgorzacie, kobiecie cieszącej się powszechnym szacunkiem.

Stukanie do drzwi solenizantki mieszkającej na parterze pozostało bez odzewu. Stróż nacisnął klamkę, okazało się, że drzwi nie są zamknięte. Wszedł do środka, ale nigdzie lokatorki nie było widać, nie odzywała się też. Dopiero w kuchni stróż dojrzał ciało Małgorzaty. Nie ruszała się, a wokół było pełno krwi.

Zabójcy musieli też zaplanować przestępstwo, gdyż wychodząc, rozsypali na progu domu… tabakę, przez co psy policyjne nie mogły podjąć śladu.

Pierwotnie policyjny lekarz orzekł, że zgon nastąpił 2-3 godziny wcześniej, jednak później, po sekcji orzeczono, że śmierć Małgorzaty miała miejsce poprzedniej nocy. Przyczyną było zmiażdżenie czaszki przez uderzenie tępym ciężkim narzędziem.

Tabaka przeciwko psom

Śledczy ustalili, że sprawcami mordu były co najmniej dwie osoby. Motywem musiał być rabunek, gdyż mieszkanie Małgorzaty zostało drobiazgowo splądrowane. Zabójcy musieli też zaplanować przestępstwo, gdyż wychodząc, rozsypali na progu domu… tabakę, przez co psy policyjne nie mogły podjąć śladu.

Ten sprytny chwyt na niewiele się zdał. Kilka dni później policjanci dotarli do znajomego zamordowanej, emerytowanego kolejarza. Opowiedział im wówczas, że Małgorzatę odwiedziły w styczniu dwie kobiety podające się za siostry, które nakłaniały ją bezskutecznie do… odwiedzenia właśnie tego kolejarza, zamieszkałego na Jachcicach, rzekomo ciężko chorego. Jak się okazało, właśnie te kobiety jako kręcące się w pobliżu domu przy Gdańskiej, zostały zapamiętane przez sąsiadów.

Dwa tygodnie oczekiwania

Policja aresztowała 24-letnią mieszkankę Szwederowa, matkę rocznego dziecka i żonę bezrobotnego - Irenę, a dzień później o rok młodszą jej przyjaciółkę Marię. W trakcie przesłuchania obydwie przyznały się do zabójstwa. Przyczyną wejścia na przestępczą drogę była – jak zgodnie mówiły – bieda. Ponieważ w całej okolicy szeptano, że Małgorzata zgromadziła znaczny majątek, obie kobiety postanowiły ją okraść.

Kobieta upadła, a wówczas Maria zadała jej trzy silne uderzenia młotkiem w głowę.

Przygotowywały się do tego długo. Najpierw chciały ją wywabić na dłużej z domu, by móc swobodnie pomyszkować. Potem ustaliły wspólnie, że zaczają się wieczorem z młotkiem na podwórzu i kiedy staruszka wróci do domu, pozbawią ją życia, a następnie w spokoju obrabują mieszkanie. Przez dwa tygodnie oczekiwały na swoją ofiarę, ani razu jednak nie odważyły się wcielić swojego planu w życie, coś zawsze stawało na przeszkodzie.

Trzy razy młotkiem w głowę

1 lutego 1935 roku Maria wieczorem wybiła szybę w kuchni mieszkania Małgorzaty pod jej nieobecność, po czym dostała się do środka. Z młotkiem w ręku czekała na powrót staruszki.
Niebawem dołączyła do niej przyjaciółka, zbyt zdenerwowana, by czekać dalej pod domem. Kiedy lokatorka weszła do środka i zjawiła się w kuchni, ukryta za szafą Irena popchnęła ją silnie. Kobieta upadła, a wówczas Maria zadała jej trzy silne uderzenia młotkiem w głowę. Potem napastniczki zajęły się rabunkiem.

Przez dwa tygodnie oczekiwały na swoją ofiarę, ani razu jednak nie odważyły się wcielić swojego planu w życie, coś zawsze stawało na przeszkodzie.

Jak łatwo się domyślić, bogactwa ukryte w mieszkaniu Małgorzaty okazały się mitem. Na liście skradzionych rzeczy znalazły się 8,50 zł w gotówce, płaszcz, trochę bielizny, trzy garnki, kilogram cukru, lampa, pomarańcze i kawałek czekolady…
Proces zabójczyń, który rozpoczął się już pod koniec marca 1935 roku, wzbudził ogromne zainteresowanie i emocje wśród bydgoszczan. Wszyscy zastanawiali się nad tym, co działo się w głowach dwóch młodych kobiet, które z taką bezwzględnością potrafiły pozbawić życia innego człowieka.

Nie można różnicować kary

Podczas rozprawy zabójczynie nieustannie szlochały. Także i wtedy, kiedy ogłoszono wyrok. Maria za zabójstwo skazana została na karę dożywotniego pobytu za kratami, jej przyjaciółce wymierzono natomiast karę 12 lat tzw. ciężkiego więzienia.

We wrześniu tego samego roku doszło do rozprawy apelacyjnej. Tym razem sąd obniżył wyrok dla zabójczyni do lat 15 twierdząc, że nie można tak dalece różnicować kary dla osób działających wspólnie i w zmowie.

Nie dla szczepionki AstraZeneca

Wideo

Materiał oryginalny: Wstrząsająca zbrodnia na Gdańskiej w Bydgoszczy. Dwie kobiety zamordowały staruszkę - Express Bydgoski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie